Z nowym prezesem Bugu Wyszków, Marcinem Rojkiem, rozmawialiśmy w siedzibie klubu. Opowiedział nam o zmianach w zarządzie i spokojnym wejściu w nową rolę, ale przede wszystkim o kierunku, w jakim ma zmierzać Bug w najbliższych latach. Dużo miejsca poświęcił młodzieży i akademii, która ma stanowić fundament budowania przyszłości pierwszej drużyny. Zwrócił też uwagę na problem, z którym mierzą się dziś dzieci - coraz częstsze wybieranie telefonu zamiast aktywności fizycznej. W rozmowie pojawił się również bardziej osobisty wątek. Jak podkreśla prezes: „nie ma czegoś takiego jak przesyt, jeśli to jest pasja”. Jakie cele stawia sobie nowy zarząd i co ma być fundamentem Bugu Wyszków w kolejnych sezonach?
Na początek chciałbym zapytać o ostatnie zmiany w zarządzie klubu. Czy nowa funkcja wiąże się z dodatkowymi obowiązkami, czy raczej jest to jedynie zmiana formalna?
Dla mnie w praktyce niewiele się zmienia. Dochodzi jedynie funkcja reprezentacyjna, którą wcześniej pełnił kolega Chalski. Natomiast mój codzienny zakres obowiązków w biurze pozostaje bez zmian i tak naprawdę nie uległ żadnej istotnej modyfikacji.
Czy Pan Arkadiusz Chalski przygotował klub na swoją rezygnację, czy była to decyzja nagła i wymagająca szybkich działań?
Nie, nie była to nagła decyzja. Arek Chalski bardzo profesjonalnie do tego podszedł i poinformował nas wcześniej, więc mogliśmy podjąć pewne ruchy wyprzedzające, żeby klub funkcjonował normalnie i żeby zarząd był trzyosobowy. Dlatego tuż po ogłoszeniu jego rezygnacji ogłosiliśmy pełny skład zarządu, dobierając kolejnego członka - Ernesta Dobkowskiego na sekretarza zarządu. Także tutaj wszystko odbyło się profesjonalnie i o tym wiedzieliśmy wcześniej.
Czy obecny skład zarządu był oczywistym wyborem, czy rozważano inne nazwiska, które mogły dołączyć do klubu?
W kuluarach, razem z wiceprezesem Bartkiem Adlerem, rozmawialiśmy z kilkoma kandydatami, ale ostatecznie wybór padł na te osoby.
Pan Prezes współpracuje z Bartkiem Adlerem i Ernestem Dobkowskim od niedawna, ale wszyscy są związani z klubem dłużej. Jak Pan ocenia tę współpracę i czy wspólna historia w klubie ułatwia wypracowanie wspólnej wizji?
Długie związanie z klubem to jest jedna kwestia. Druga jest taka, że zarówno ja, jak i Ernest oraz Bartek mamy ten sam wspólny mianownik - tak samo chcemy funkcjonować. I to jest klucz do sukcesu w zarządzaniu jakimkolwiek przedsiębiorstwem, czy to stowarzyszeniem, czy firmą. Najważniejsze jest, żebyśmy zgadzali się w ważnych kwestiach stricte klubowych. Do tego dochodzi pełne zaufanie i to jest drugi bardzo ważny fundament działania zarządu.
Powierzyliście prowadzenie pierwszej drużyny Krzysztofowi Maciakowi, który łączy rolę zawodnika i trenera. Czy traktujecie to jako rozwiązanie tymczasowe, czy początek nowej filozofii?
Filozofia budowania zespołu oparta na trenerze grającym nie jest naszą docelową filozofią i chcielibyśmy tego unikać. Zresztą sam trener Krzysztof Maciak też wolałby tego unikać, bo zdecydowanie lepiej zarządza się meczem z ławki, a lepiej gra się, kiedy można skupić się tylko na swojej roli zawodnika. To jest rozwiązanie tymczasowe i będziemy o tym rozmawiać bliżej końca sezonu, jak dalej to poukładać.
Czy Krzysztof Maciak był pierwszym wyborem na stanowisko trenera, czy jego kandydatura pojawiła się w trakcie rozmów?
Generalnie jako zarząd staramy się nie działać w sposób monopolistyczny, czyli nie idziemy od razu do jednej osoby bez analizowania innych opcji. Rozważaliśmy różne możliwości i rozmawialiśmy z kilkoma osobami. Ostatecznie wybór padł na Krzyśka Maciaka, który się zgodził i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.
Do końca sezonu zostało osiem kolejek. Jakie cele stawiacie sobie na ten okres?
Przede wszystkim utrzymanie się w lidze. To jest podstawowa sprawa, która mam nadzieję, przy obecnej liczbie punktów nie będzie stanowiła większego problemu. Druga kwestia to wprowadzanie do zespołu młodych zawodników, debiutantów, żeby mogli się ogrywać w dorosłej piłce.
Czy budowanie drużyny w oparciu o zawodników z Wyszkowa może być fundamentem stabilności klubu?
Zdecydowanie tak. Nasza akademia liczy około 500 zawodników, od najmłodszych roczników do 2010. Naturalnie część z nich będzie trafiała do drużyny seniorów i dostawała szansę gry w pierwszym zespole. Chcemy, żeby młodzi zawodnicy wiedzieli, że droga do seniorskiej piłki nie kończy się w wieku 16–17 lat, tylko daje możliwość wejścia do pierwszej drużyny.
Bug Wyszków niedawno otrzymał srebrną gwiazdkę w programie certyfikacji szkółek PZPN. Co tak naprawdę oznacza to wyróżnienie dla klubu i młodych zawodników?
Przede wszystkim jest to potwierdzenie jakości szkolenia i pracy trenerów posiadających odpowiednie licencje. Ten proces tak naprawdę zaczął się dużo wcześniej, jeszcze w momencie, gdy Bug Wyszków posiadał brązową gwiazdkę. Wówczas wcześniejszy koordynator, Mariusz Szajczyk, bardzo dobrze przygotował klub do kolejnego etapu. Sam przeskok z brązowej na srebrną gwiazdkę nie był dla nas aż tak wymagający - nie musieliśmy wprowadzać radykalnych zmian. Ten proces przebiegał w sposób naturalny i łagodny. Można powiedzieć, że był to kolejny krok w dobrze obranym kierunku, a nie rewolucja.
Coraz częściej mówi się o tym, że dzieci wybierają ekran zamiast aktywności fizycznej. Jak Pan Prezes widzi tę sytuację z perspektywy Wyszkowa?
Zgadzam się z tym zdecydowanie, dzieci rzeczywiście spędzają coraz więcej czasu przed urządzeniami elektronicznymi. Dlatego rola takich stowarzyszeń jak nasze, ale też każdej formy sportu - czy to piłki nożnej, koszykówki czy siatkówki jest ogromna. Sport daje dzieciom coś więcej niż tylko ruch. Uczy mentalności - tego, że po przegranym meczu czy turnieju nie można się załamać, tylko trzeba wstać następnego dnia, pójść do szkoły, a potem wrócić na trening i dalej pracować. To buduje odporność psychiczną i sprawia, że młodzi ludzie są silniejsi w dzisiejszych czasach.
Co, zdaniem Pana Prezesa, może pomóc w przekonaniu dzieci do rozpoczęcia treningów sportowych?
Samo przekonanie dzieci nie jest największym problemem, bo praktycznie w każdej klasie jest ktoś, kto już trenuje i dzieci mają z tym styczność. Większym wyzwaniem bywają kwestie organizacyjne po stronie rodziców. Często brakuje czasu, pojawiają się problemy z dojazdami, godzinami treningów, zmianami w pracy. Czasami dziecko nie chce, ale bywa też tak, że chce, tylko zwyczajnie nie ma możliwości logistycznych, żeby je na trening dowieźć.
Czy na przestrzeni lat zauważa Pan wzrost zainteresowania treningami w Akademii Bugu Wyszków?
To jest trudne pytanie. Jako klub jesteśmy mocno ograniczeni infrastrukturą. Gdybyśmy mieli więcej boisk i możliwości organizacyjnych, na pewno akademia mogłaby być większa. Obecnie w każdym roczniku mamy po dwie grupy i staramy się, aby każda liczyła około 24 zawodników. Mamy też listy rezerwowe, więc zainteresowanie jest, natomiast ograniczenia infrastrukturalne nie pozwalają nam przyjąć wszystkich chętnych.
Jak na ten moment układa się współpraca klubu z władzami samorządowymi Wyszkowa?
Pierwsze spotkania i kontakty oceniam bardzo pozytywnie. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie się dalej rozwijać i układać w dobrym kierunku.
Jak przebiega typowy dzień w roli prezesa Bugu Wyszków?
Bardzo często zaczyna się już kilka minut po godzinie 5:00. Mamy grupę zarządu, na której wymieniamy pierwsze wiadomości - omawiamy to, co wydarzyło się poprzedniego dnia lub wieczorem i planujemy bieżące działania. Później to już praca „na bieżąco”, reagowanie na różne sytuacje: kontuzje, wyniki badań, problemy z boiskiem czy kwestie organizacyjne. Do tego dochodzi planowanie przyszłych działań. Tak naprawdę większość czasu to ciągłe funkcjonowanie w trybie operacyjnym.
,,Bugoholicy” to bardzo aktywna grupa kibiców. Jak Pan Prezes ocenia obecne relacje z fanami?
Nie miałem żadnych przykrych incydentów z,, Bugoholikami”. Przychodzą na mecze, dopingują drużynę i wspierają klub. Uważam, że relacje są dobre.
Zarządzanie ponad stuletnim klubem to ogromna odpowiedzialność. Co jest dla Pana Prezesa najtrudniejsze w tej roli?
Najtrudniejsze jest to, że nie mogę poświęcić klubowi w pełni swojego czasu. Nie jestem w stanie pracować tutaj od rana do popołudnia jak na etacie. Mam swoje życie zawodowe i prywatne, a funkcję prezesa pełnię po godzinach, często kosztem rodziny czy własnego czasu wolnego. Ten brak pełnej dyspozycyjności jest dla mnie największym wyzwaniem.
Gdyby miał Pan Prezes wskazać jedno sportowe marzenie dla klubu na najbliższe lata - co by to było?
Chciałbym, żeby pierwszy zespół w całości tworzyli ludzie z Wyszkowa - trener, asystenci, trener bramkarzy oraz wszyscy zawodnicy.
Co chciałby Pan Prezes przeczytać o Bugu Wyszków za rok, przy okazji kolejnej rocznicy istnienia klubu?
Chciałbym przeczytać o tym, iż obrany przez nas kierunek, oparty na stawianiu na własnych ludzi, okazał się trafiony i przynosi konkretne efekty. Młodzi zawodnicy występują w pierwszym zespole, rozwijają się, osiągają sukcesy, a co najważniejsze trafiają do klubów z wyższych lig. Naszym celem pozostaje wychowanie zawodnika, jego promocja oraz stworzenie mu możliwości dalszego rozwoju.
Jak zaczęła się Pana przygoda z piłką nożną?
Nie wiązałem swojej przyszłości z futbolem. W młodości grałem dosyć długo w siatkówkę. Natomiast życie, czyli rodzina i dzieci skierowały mnie w stronę piłki nożnej. Mam trzech synów, którzy trenują w Akademii Bugu Wyszków i od 2018 roku jestem związany z klubem. Miłość do sportu pozostała, tylko zmieniła się dyscyplina, siatkówka zeszła na dalszy plan, a piłka nożna stała się bliższa.
Czy piłka nożna towarzyszy Panu również poza pracą w klubie, czy zdarza się momentami poczucie przesytu tą dyscypliną?
Nie ma czegoś takiego jak przesyt, jeśli to jest pasja. Jeśli ktoś coś kocha, to tego nie ma za dużo. Piłka nożna w moim domu jest obecna cały czas. W weekendy obowiązkowo oglądam Ekstraklasę. To jest coś, z czego nie da się „wyleczyć”, to po prostu część życia.
Przesłanie do kibiców?
Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że będziemy robić wszystko, aby historia tego klubu nigdy nie zaginęła. Jeżeli zrealizujemy nasze cele, będziemy mogli być dumni z tego, że mamy klub oparty na naszych zawodnikach. A moim wielkim marzeniem jest to, żeby z naszego klubu wychodzili zawodnicy do wyższych lig.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze