To nie odwołanie, lecz — jak podkreśla sama zainteresowana — świadoma i dobrze przemyślana decyzja. Alicja Staszkiewicz przestaje pełnić funkcję zastępcy burmistrza Wyszkowa i obejmie stanowisko pełnomocnika ds. promocji, kultury i sportu. W rozmowie z nami zarówno ona, jak i burmistrz Piotr Płochocki tłumaczą kulisy zmian, odnoszą się do niektórych zarzutów oraz komentują szeroko dyskutowane kontrowersje.
Od marca urząd będzie miał jednego zastępcę burmistrza oraz dwoje pełnomocników. Jak podkreśla Alicja Staszkiewicz — to nie efekt politycznego przesilenia, lecz jej osobisty wybór po niemal dwóch latach pracy na stanowisku wiceburmistrza.
Agnieszka Jaros: Dlaczego teraz? Co było bezpośrednim powodem decyzji o zmianach w kierownictwie urzędu? Czy to była decyzja planowana od dawna, czy efekt ostatnich napięć politycznych?
Piotr Płochocki: Pewne rzeczy były konsekwencją wydarzeń wcześniejszych, a inne nie. Taką konsekwencją wydarzeń wcześniejszych jest decyzja i porozumienie z drugim wiceburmistrzem Piotrem Eychlerem. Tutaj sprawa jest jasna. Na jesieni zakończyła się koalicja. I w momencie jej zrywania, kiedy zapytałem moich jeszcze wówczas koalicjantów, co w takim razie — jeżeli ją zrywacie — ma się stać z drugim zastępcą burmistrza, powiedzieli, że właściwie ich to nie interesuje, co ja z nim zrobię. (A Piotr Eychler w ogóle został poinformowany o tej sytuacji przez nich już po fakcie).
Usiedliśmy więc do rozmowy i ustaliliśmy z Piotrem, że nie może być tak, że jakieś — w mojej opinii — działania polityczne będą miały wpływ na pracę urzędu, że nagle z dnia na dzień byli koalicjanci będą takim posunięciem politycznym decydować o tym, kto w nim będzie pracował, a kto nie. Stwierdziliśmy z burmistrzem Eychlerem, że na spokojnie, do końca roku, doprowadzi wszystkie sprawy do końca. I na początku przyszłego roku ustalimy, co robimy dalej. Do lutego zakończył wszystko, co miał zaplanowane, czym wówczas się zajmował. Ustaliliśmy, że formuła wygasła i zgodziliśmy się, że trzeba będzie tę współpracę dżentelmeńsko zakończyć.
Pan burmistrz szybko uprzedził moje drugie pytanie, które miało dotyczyć właśnie bezpośrednio tej współpracy. To teraz wróćmy do czasu nominacji obecnej pierwszej zastępczyni burmistrza. Wtedy padły słowa, że Alicja Staszkiewicz będzie właściwie „drugim burmistrzem”. Dziś zostaje pełnomocnikiem. Czy to oznacza ograniczenie realnego wpływu? Czy Pani zakres decyzyjności się zmniejsza?
Alicja Staszkiewicz: Naturalnie, że się zmniejsza. Moja decyzyjność będzie wynikać z umocowania jako pełnomocnika i będzie dotyczyć obszaru kultury i sportu, w tym współpracy z NGO. Jako zastępca burmistrza byłam zaangażowana w mniejszym lub większym stopniu we wszystkie obszary działania Gminy.
Skąd ta decyzja?
Przede wszystkim, chcę podkreślić, że to była wyłącznie moja, dobrze przemyślana decyzja. Obejmując to stanowisko miałam jakieś wyobrażenia, jak to może wyglądać, z czym trzeba będzie się mierzyć zarówno jeśli chodzi o zakres pracy jak i kwestie związane z samą polityką lokalną, bo chcąc nie chcąc na tym eksponowanym stanowisku nie sposób uniknąć polityki. Z perspektywy prawie dwóch lat mogę powiedzieć jedno: nikt, kto tego nie doświadczył na własnej skórze, nie może mieć pojęcia, jaki wpływ bycie na tym stanowisku ma na nie tylko na osobę sprawującą tę funkcję, ale też na funkcjonowanie całej rodziny. W pewnym momencie, doszłam do wniosku, że ten bilans dla mnie i dla mojej rodziny, wychodzi negatywnie.
Jednocześnie chcę powiedzieć, że sama praca w urzędzie, współpraca z Burmistrzem i kadrą kierowniczą, pracownikami czy naszymi jednostkami oraz NGOsami to prawdziwy zaszczyt i przyjemność. Absolutnie nie żałuję tych prawie dwóch lat. To były niezwykle intensywne dwa lata zarówno uczenia się jak i bardzo ciężkiej, ale owocnej pracy. Zrobiliśmy wspólnie wiele dobrych rzeczy, rozpoczęliśmy wiele dużych projektów, których efekty mam nadzieję będziemy mogli w najbliższych latach oglądać. W niektórych z tych projektów nadal będę współpracować z Burmistrzem.
Pełnomocnik burmistrza ds. promocji, kultury i sportu. Czy nie jest trochę tak, że to będzie jakby „naczelnik wydziału promocji”?
P.P: Może wydawać się to podobne, ale to nie jest funkcja naczelnicza.
A.S.: To będzie stanowisko doradczo - koordynacyjne. Będę współpracować zarówno z Wydziałem Promocji jak i naszymi miejskimi jednostkami kultury i sportu.
Czyli zdecydowanie nie będzie to już praca stricte w urzędzie, a Pani burmistrz zmienia swoje stałe zatrudnienie. Pytanie oczywiście: od kiedy i gdzie?
A.S.: Miałam kilka ciekawych propozycji zatrudnienia, w tym w mojej byłej firmie. Od 1 marca wracam tam, gdzie drzwi pozostawały dla mnie tak długo otwarte – do P - mint (dawniej Quad Graphics). Byłam cały czas w kontakcie z zarządem, rozstaliśmy się w bardzo dobrych relacjach i zrozumieniu. Podczas mojej pracy w Urzędzie kilkukrotnie otrzymywałam konkretne propozycje pracy od byłego – przyszłego pracodawcy. I w końcu nadszedł czas, kiedy zdecydowałam, by z takiej propozycji skorzystać.
P.P: W tej zmianie z zastępcą burmistrza w dużej mierze chodzi nie o decyzyjność, bo decyzyjność tego najbardziej newralgicznego obszaru pozostaje, a bardziej o obciążenie, które wiąże się z tym, że będąc osobą publiczną, jest się osobą bardzo eksponowaną. Doświadczaliśmy i doświadczamy w związku z tym różnych trudnych sytuacji, oskarżeń, prób przyporządkowania odpowiedzialności za rzeczy, z którymi nie mieliśmy nic wspólnego, przestawiania sytuacji inaczej, niż było faktycznie. To jest na dłuższą metę bardzo obciążające.
Natomiast w urzędzie atmosferę mamy bardzo dobrą. Ludzie są zadowoleni. Udało nam się złapać bardzo dobre porozumienie. Jeśli ktoś próbuje sprzedawać to inaczej i jeszcze dokładać jakieś fantastyczne teorie, że wewnętrzna atmosfera jest zła i ludzie stąd odchodzą, to chciałbym powiedzieć, że nie ma to pokrycia w faktach. Ludzi nie wyczerpuje praca (choć nie zawsze jest łatwa i jest jej dużo), ale otoczka, w której tę pracę się wykonuje. Najlepszym dowodem jest to, że nawet jak ktoś odchodzi, bo trudno wytrzymać pewne napięcie czy ataki np. ze strony niektórych mediów czy radnych, to te osoby bardzo często decydują się jednak w pewnym obszarze zostać. Mamy takie przypadki, że współpraca po rezygnacji jest kontynuowana na innym polu.
Będziemy mieli nowego wiceburmistrza. Jak to niektórzy komentują — „pochodzącego spoza dotychczasowego układu”. Czy to oznacza, że dotychczasowy model współpracy się nie sprawdził, że potrzebny jest ktoś z zewnątrz? Jakie konkretne kompetencje wnosi nowy wice? Czego brakowało w obecnym składzie?
P.P: W obecnym składzie niczego nie brakowało. Nowy wiceburmistrz jest konsekwencją decyzji Alicji. Musiałem poszukać osoby, którą z jednej strony mogę obdarzyć zaufaniem, a z drugiej — takiej, która w obecnej sytuacji polityczno-społecznej w Wyszkowie będzie w stanie funkcjonować. Artur Laskowski jest osobą, z którą miałem okazję w różnych interwałach czasowych, z przerwami kilkuletnimi, współpracować zarówno w Wyszkowie, jak i w Radzyminie. Mam go za osobę z dobrym backgroundem społeczno-samorządowym, człowieka, który doświadczył tego, jak funkcjonuje samorząd. Pracował w urzędzie miejskim tutaj, był dyrektorem WOK „Hutnik”, pracował też w innych instytucjach w Wyszkowie i Radzyminie. Uznałem, że jego rys osobowości pozwala mu na to, żeby skutecznie się wybronić z tej pozycji doświadczeniem.
Po drugie, potrzebowałem kogoś kto jest człowiekiem równie kreatywnym i pracowitym co Alicja, a bardzo ciężko taką osobę znaleźć, tym bardziej do pracy w samorządzie. Artur jest człowiekiem pomysłowym, jest też pracowity i ambitny. Oczywiście jest też osobą, z którą trzeba umieć współpracować — to nie tak, że każdemu może się super współpracować — ale my nawet, jak się kłóciliśmy, to szybko się godziliśmy. To człowiek, który potrafi być nakierowany na cel.
A.S.: Wracając do pytania – teraz można samemu odpowiedzieć sobie na pytanie ile był warty ten stos domysłów upatrujących przyczyny zmian w jakimś rozłamie, złej współpracy czy politycznej strategii. Nam się bardzo dobrze współpracowało, dlatego tę współpracę zamierzamy kontynuować. Cieszę się, że będę mogła nadal współpracować z Burmistrzem dla dobra naszej gminy i cieszę się, że to Arturowi „przekazuję pałeczkę” zastępcy.
Opinie, przynajmniej w przestrzeni internetowej, po pierwszym komunikacie urzędu są pozytywne.
P.P: Artur jest osobą dobrze kojarzoną w Wyszkowie: to on zakładał Wyszkowski Teatr Tańca, Uniwersytet Trzeciego Wieku czy spółdzielnię socjalną „Szron”. To osoba, która dała podwaliny pod wiele świetnych organizacji. Jednocześnie, przez parę lat funkcjonował poza Wyszkowem i przez to można powiedzieć, że jest człowiekiem bardziej neutralnym, trochę z zewnątrz.
Ale nie było w tej sprawie żadnych konsultacji, jeśli chodzi o wybór tego stanowiska? Czy był jakiś „organ doradczy”?
P.P: Decyzji o najbliższym współpracowniku nie podejmuje się w szerokim gronie, to powinna być przede wszystkim własna decyzja i taka była. Z oczywistych względów konsultowałem ją jedynie z Alicją.
Wiadomo, że burmistrz nie ma obowiązku konsultować się w takiej sprawie np. z Radą Miejską, ale to też było burmistrzowi ostatnio zarzucane — że tego dialogu, w niektórych kluczowych momentach dla miasta, między burmistrzem a radą nie ma. Tutaj też nie było rozmowy?
P.P: Musimy sprostować kwestię „że nie ma dialogu między burmistrzem a Radą”. Tak jakby chodziło o całą radę, a przecież tak nie jest. Jest oczywiście frakcja, która była frakcją dla mnie koalicyjną przez pewien okres, a teraz chce być bardziej opozycyjna niż jakakolwiek wcześniejsza. Jest to klub WIS–PiS. Doświadczenie nauczyło mnie, że konsultowanie z nimi czegokolwiek nie ma, w mojej opinii, głębszego sensu. Cokolwiek usiłuję z nimi konsultować, z zasady i tak się im nie podoba, bo to jest teraz ich materiał polityczny.
A.S.: Warto oddzielać też to, co wynika po prostu z kompetencji danego organu. Bardzo wiele rzeczy należy i konsultuje się z radą — i takie konsultacje odbywają się bardzo często. Chcę dać odpór tej propagandzie, że „burmistrz się nie konsultuje”, ponieważ są regularnie prowadzone u burmistrza spotkania z radnymi w różnych ważnych kwestiach. Inną sprawą jest wspomniana przez Burmistrza konstruktywność tych konsultacji. Natomiast wybór swojego własnego zastępcy, o ile nie jest to stanowisko politycznie obsadzane, należy wyłącznie do Burmistrza.
W przestrzeni publicznej, zwłaszcza internetowej, pojawiają się zarzuty, że zmiany personalne to próba odcięcia się od kontrowersji, nieudanych decyzji, rzeczy, które były głośne czy niekorzystne — np. mocno dyskutowany Bug Nature Festival czy kłopot z budową PSZOK i konflikt ze starostwem. Padły sformułowania, że to trochę „pokazówka”.
A.S.: To jest bardzo ciekawe zjawisko, bo pokazuje, że niektórym nie mieści się w głowie, że w ogóle można dobrowolnie zrezygnować z takiego stanowiska. Otóż można. I wobec tego faktu wszystkie wspomniane teorie i interpretacje upadają. I to najlepiej pokazuje, ile one są warte.
P.P.: Dla mnie istotne jest to, że nie mogłoby to nawet mechanicznie zaistnieć — że jakakolwiek próba zmiany osoby na stanowisku kierowniczym byłaby próbą odcięcia się od jakichś decyzji. Każda z tych decyzji była przecież moja, a nie kogoś innego.
Po drugie, jeśli oprzeć się tylko na tych dwóch przykładach z brzegu — problem z PSZOK-iem jest nie naszym problemem, a problemem starostwa z wydaniem pozwolenia na budowę. My ze swojej strony nie mieliśmy żadnych innych problemów. Starostwo, pomimo tego, że dostało nawet wykładnię od wojewody, co powinno sądzić, jeśli chodzi o zgodność z miejscowym planem zagospodarowania, nadal ma mniejsze lub większe wątpliwości.
Z BNF? Też uważam, że problemu de facto nie widzę w naturze „robić czy nie robić”, tylko raczej w tym, w jakiej formie ma się odbywać; czy jest biletowany, w jakim zakresie. My już podjęliśmy decyzję w zeszłym roku, że będziemy go kontynuować. Decyzja była podjęta w oparciu o konsultacje przeprowadzone w formie ankiety. Wzięło w nich udział ponad 300 osób. Ja nie pamiętam konsultacji społecznych, na których było aż 300 osób. Na bazie tych konsultacji w tym roku BNF odbędzie się w nieco zmodyfikowanej formule.
Niektórzy mówili, że 300 to mało.
P.P.: Niektórzy radni tak mówią. Dlatego sugeruję im, żeby przypomnieli sobie, ile osób zagłosowało na poszczególnego radnego. Czasami to 140 głosów, czasami 200, czasami ktoś miał 400. To są liczby porównywalne. Trzeba mieć więc szacunek do tej liczby i oprzeć się na niej — na tych, którzy zechcieli tę opinię wyrazić, a nie zajmować się opinią tych, którzy jej nie wyrazili.
Podsumowując — teraz będziemy mieli jednego zastępcę burmistrza, ale dwoje pełnomocników: pan Adam Grześkiewicz, który jest pełnomocnikiem burmistrza ds. nadzoru właścicielskiego nad spółkami, i obecna jeszcze wiceburmistrz — od spraw promocji, kultury i sportu.
P.P.: Burmistrz ma prawo powoływać pełnomocników i z tej możliwości korzysta. Pełnomocnik jest po to, by realnie wspomagać działania Burmistrza w danym obszarze. Daje mu się pełnię mocy w jego zakresie działań.
A.S.: Na mocy tego pełnomocnictwa będę reprezentować burmistrza na styku różnych obszarów współpracy z jednostkami, jak biblioteka, „Hutnik”, WOSiR, przy współpracy z NGO-sami, w tym oczywiście również współpracy z wydziałem promocji.
Czyli gabinet pani burmistrz, w którym teraz rozmawiamy, będzie…?
A.S.: Nowego zastępcy.
P.P: Jedynego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze