Reklama

Kamieńczyk chce świetlicy, nie pensjonatu. Gorąca dyskusja na sesji rady miejskiej

Redakcja wdi24
25/05/2026 18:57

Sprawa świetlicy w Kamieńczyku wróciła na sesji Rady Miejskiej w Wyszkowie w atmosferze rozczarowania, niepokoju i wyraźnego napięcia między mieszkańcami a władzami gminy. Temat pojawił się dopiero w niemal siódmej godzinie obrad, ale szybko stał się jedną z ważniejszych dyskusji. Chodzi o planowaną od miesięcy budowę miejsca, które miałoby służyć lokalnej społeczności. Mieszkańcy mówią jasno: potrzebują świetlicy. Tymczasem przedstawiona im koncepcja zakłada połączenie funkcji świetlicowej z pokojami na wynajem krótkoterminowy.

"Zaskoczyło nas to"

Temat rozpoczęła radna Justyna Tchórzewska, zwracając uwagę na obecność sołtysa.  – Jest mi go żal, że musiał tyle czekać – powiedziała radna.

Przypomniała, że dzień wcześniej odbyło się kolejne spotkanie dotyczące planowanej budowy świetlicy. Tym razem nie w urzędzie, ale w siedzibie WTBS, z udziałem prezesa spółki. – Mieszkańcy bardzo zabiegają o to, żeby ona powstała, dowiadują się, czekają, jeżdżą na wszelkie spotkania. Byliśmy nawet z radnymi i pracownikami urzędu w gminie Klembów, oglądaliśmy, jak wyglądają świetlice w tej gminie – mówiła Justyna Tchórzewska.

Reklama

Jak relacjonowała, mieszkańców i radnych zaskoczyła propozycja przedstawiona podczas spotkania.

– Przede wszystkim zaskoczyło nas to, że padł pomysł wybudowania czegoś w rodzaju pensjonatu, który nie spełniałby oczekiwań mieszkańców. A oczekiwania są zwyczajne: prowadzenie działalności lokalnej, aktywizującej młodzież i mieszkańców, izba pamięci, wydzielone pomieszczenie z oddzielnym wejściem, które można byłoby komuś wynająć, może jakieś biuro księgowe czy coś w tym rodzaju – mówiła radna.

Według niej koncepcja zaprezentowana przez prezesa WTBS nie przypominała klasycznej świetlicy wiejskiej. –  Chodzi o wynajem krótkoterminowy. Przewidziane są trzy pokoje dwuosobowe na górze, a na dole – w gabarytach obecnego fundamentu budynku po bibliotece – wspólna przestrzeń. Jeśli ktoś z zewnątrz wynająłby pokoje na krótki termin, to mieszkańcy nie mają się gdzie podziać. Wtedy ta świetlica nie ma racji bytu. Albo to świetlica dla mieszkańców i spełnia te oczekiwania, albo budujemy pensjonat – podkreśliła.

Reklama

Radna zapytała również, dlaczego sprawą zajął się prezes WTBS, a nie – jak dotąd – urząd i jego pracownicy.

Burmistrz: pomysł WTBS miał być kompromisem

Burmistrz Piotr Płochocki przekonywał, że sprawa jest „absolutnie bardzo prosta”. Przypomniał, że po nasileniu się oddolnych działań mieszkańców Kamieńczyka naturalnym kierunkiem było rozważenie wykorzystania gminnej działki z budynkiem po dawnej bibliotece. – Stan i gabaryt tego budynku nie pozwalają, żeby go zaadaptować na przestrzeń, która byłaby dla mieszkańców sensowna w użytkowaniu. Gmina od jakiegoś czasu planowała rozebrać ten budynek. Grozi zawaleniem, strop się częściowo zawalił. To budynek drewniany, powojenny – mówił burmistrz.

Reklama

Jak wyjaśniał, kiedy mieszkańcy przyszli do niego z pomysłem budowy świetlicy, przedstawili szeroki katalog potrzeb, jak mówił. "bardzo wygórowanych". - Mówili mi państwo o sali na 300 osób. Powiedziałem: dobrze, ale wtedy mówimy o rozmiarach domu weselnego – relacjonował.

Następnie powołano zespół, który miał wypracować kompromis. W jego skład weszli pracownicy urzędu, mieszkańcy Kamieńczyka, sołtys oraz radni. Burmistrz zaznaczył, że nie uczestniczył bezpośrednio w pracach zespołu, ale przedstawiono mu podsumowanie ustaleń. Według niego wynikało z niego, że część potrzeb dałoby się zrealizować w formule przeciętnej świetlicy.

Reklama

Druga część historii – jak mówił – zaczęła się, gdy zgłosił się do niego prezes WTBS. – Powiedział, że osobiście widzi ogromny potencjał w Kamieńczyku. To historyczna miejscowość, niegdyś miasto, malownicze położenie, jedyne nasze sołectwo, które posiada rynek. Jest ogromna perspektywa – mówił burmistrz.

Prezes miał przedstawić koncepcję większego budynku, murowanego, ale z elementami drewna i werandami, wpisującego się w charakter rynku w Kamieńczyku. Zakładała ona połączenie funkcji świetlicowej z możliwością krótkoterminowego wynajmu pokoi.

Reklama

– Mówił, że ma pomysł, żeby zwiększyć bazę lokalową dla odwiedzających, bo jest bardzo szczupła, jeśli chodzi o Kamieńczyk. Jednocześnie mówił, że byłoby idealnie połączyć to z zapotrzebowaniem na świetlicę – tłumaczył Piotr Płochocki.

Według burmistrza góra budynku mogłaby zostać zaadaptowana na trzy samodzielne pomieszczenia na wynajem, a dół miałby pełnić funkcję wspólną i użytkową. Mówił też o kuchni, jadalni, pomieszczeniach ogólnoużytkowych i patio, gdzie mogłyby odbywać się m.in. warsztaty szkutnicze, nawiązujące do tradycji Kamieńczyka. – Uznałem, że to jest świetna alternatywa. Dwa pomysły bardzo podobne są w stanie się uzupełnić i spotkać po środku – powiedział burmistrz.

Reklama

Jednocześnie zaznaczył, że podczas kolejnych spotkań oczekiwania mieszkańców miały – w jego ocenie – wzrosnąć. – To nie jest tak, jak pani mówi, że mają zwyczajne oczekiwania. Tam była sala na 150 osób, scena, być może punkt apteczny, weterynaryjny, zaplecze sceniczne, miejsca na siedziby poszczególnych stowarzyszeń i miejsce dla sołtysa. Wchodzimy już naprawdę w taki dom kultury z zapleczem komercyjnym – mówił.

Burmistrz ocenił, że taki zakres przekracza możliwości gminy i samej działki. – Już ten budynek szacowaliśmy na około 2 miliony złotych z całym wyposażeniem, patio itd., i to też, biorąc pod uwagę obecne ceny, jest optymistyczna kwota. A gdy mówimy o takim większym budynku, koszt wzrasta pewnie 2,5-krotnie – wskazywał.

Reklama

Dodał również, że jego zdaniem obecna skala działalności stowarzyszeń w Kamieńczyku nie uzasadnia budowy obiektu o tak dużych parametrach. – Niech się na mnie obrażą mieszkańcy Kamieńczyka, ale nie uważam, żeby była potrzeba takiego obiektu na tę chwilę. Działalność stowarzyszeń kamieńczykowskich moim zdaniem jeszcze nie jest w stanie wypełnić sali na 150 osób w określonym cyklu – powiedział burmistrz.

Czytaj też: Mieszkańcy Kamieńczyka chcą Domu Kultury. Burmistrz: Piłka jest po stronie Wspólnoty

Reklama

Radny Karłowicz: "Jak to ma wspólnie funkcjonować?"

Do dyskusji włączył się radny Karłowicz, który podkreślił, że uczestniczył w pracach zespołu od pierwszego posiedzenia. – Może mi pan wyjaśnić, co za raport powstał dotychczas z tych posiedzeń, bo ja się z tym raportem nie zetknąłem – mówił.

Jak relacjonował, ostatnie posiedzenie zespołu odbyło się we wrześniu 2025 roku i zakończyło się konkluzją, że dalsze działania zostają zawieszone do czasu zmian planistycznych. – Temat zostaje w zawieszeniu. Nagle okazuje się, że w październiku 2025 roku powstaje koncepcja odtworzenia z rozbudową budynku o trzy pomieszczenia na poddaszu, z przeznaczeniem na najem krótkoterminowy. Proszę państwa, jak to skleić ze świetlicą? Jak? – pytał radny.

Reklama

Jego zdaniem zaproponowana formuła jest sprzeczna z oczekiwaniami mieszkańców. – Trzy pokoje na górze, na dole jadalnia, kuchnia, łazienki, część powiedzmy telewizyjna – jak to ma wspólnie funkcjonować? – pytał.

Radny nie krył zaskoczenia. – Wydawało mi się, że wiele rzeczy już mnie nie potrafi zaskoczyć. Ale to mnie zaskoczyło totalnie. Jak można mieszkańcom zaproponować jako świetlicę budynek przeznaczony na najem krótkoterminowy? – mówił.

Zwracał też uwagę, że w przedstawionej koncepcji pojawiły się już nawet koszty i cennik. – Czy gmina jest powołana do tworzenia miejsc najmu krótkoterminowego? Czy to jest naprawdę zaspokajanie potrzeb mieszkańców? Tworzenie budynku, który można wynająć na osiemnastki, na kawalerskie? Trzeba sobie zdawać sprawę, że to będzie duże ryzyko, że będzie to też miejsce zabaw – mówił radny.

Reklama

Odnosząc się do argumentu o kosztach, Karłowicz podkreślił, że gmina nie powinna bać się dużych inwestycji, jeśli są one dobrze przemyślane i mają realnie służyć mieszkańcom. – My się nie bójmy tych milionów. Ciągle podchodzimy wręcz z przerażeniem, że coś ma kosztować 4 miliony, 10 milionów. Tyle kosztuje. Naszą rolą jest te środki pozyskiwać – mówił.

Jako przykłady wskazywał inne samorządy, które pozyskują wielomilionowe dofinansowania.

"To nie jest tak, że tak musi być"

Burmistrz odpowiadał, że żadna decyzja o budowie takiego obiektu jeszcze nie zapadła. – To nie jest tak, że my już zdecydowaliśmy się na taki budynek. Po prostu pojawiła się taka oferta WTBS-u. Taki pomysł ma pan prezes i tu jest wybór mieszkańców. To jest oferta, którą możemy złożyć. Pan prezes mówi, że jest w stanie ten temat pociągnąć – tłumaczył.

Jak dodał, uznał, że pomysł może spotkać się z zapotrzebowaniem mieszkańców. – Ale to nie jest też tak, że tak musi być. Taki jest pomysł na tę chwilę. Ten pociąg może odjechać, ale czy przyjedzie następny i kiedy – zobaczymy. Takie są na tę chwilę nasze możliwości – mówił Piotr Płochocki.

Odnosząc się do zarzutu dotyczącego komercyjnego charakteru inwestycji, burmistrz stwierdził, że podobne pytania można byłoby postawić również przy postulatach mieszkańców dotyczących punktu aptecznego, weterynaryjnego czy innej działalności usługowej. – Ja nie widzę wielkiej różnicy, że będziemy mieli hipotetycznie najem krótkoterminowy, jeśli zestawimy to z punktem aptecznym czy inną działalnością komercyjną – mówił.

W jego ocenie propozycja WTBS to "pewnego rodzaju kompromis". - Moim zdaniem wpisał się w warstwie komercyjnej i niekomercyjnej w zapotrzebowanie. I dawał możliwość wykorzystania akurat tej naszej działki – powiedział burmistrz. Dodał, że obecnie jedyną pewną rzeczą, jaką gmina może zrobić, jest rozbiórka istniejącego, zniszczonego budynku.

Potrzebna jest szersza koncepcja 

Przewodniczący Rady Miejskiej Adam Szczerba zwrócił uwagę, że dyskusja nie powinna ograniczać się wyłącznie do Kamieńczyka, bo problem świetlic dotyczy wielu miejscowości. – Dyskusja toczy się wokół jednej świetlicy. Natomiast to jest zaskakujące, bo jeszcze niedawno mówiliśmy, że powinna być wypracowana szersza koncepcja podejścia do świetlic – mówił. Wymienił m.in.. Leszczydół, Olszankę, Łosinno i Rybienko jako miejscowości, z których również pojawiały się potrzeby i wnioski dotyczące świetlic.

"Nie pokoje, nie agroturystyka"

Głos zabrał również sołtys Kamieńczyka Adam Bodzan. Wyraźnie rozróżnił on stały lokal usługowy od wynajmu pokoi. – Komercyjne wykorzystanie – okej. Jakiś weterynarz czy punkt apteczny to jest stały najemca. Ale nie pokoje, nie agroturystyka. To kolizyjne. Jak by to było, że tu KGW działa, a tam ktoś pokój wynajął i wszyscy się spotykają we wspólnym aneksie kuchennym? – mówił sołtys.

Podkreślił też, że nie można stale odsyłać mieszkańców do sali OSP. – Inni mają np. szkoły, mają tam zebrania, spotkania, a u nas wszystko dzięki uprzejmości OSP – powiedział Adam Bodzan.

Mieszkańcy: "Chcemy świetlicy, nie pensjonatu"

Po sesji przedstawiciele mieszkańców Kamieńczyka nie kryli rozczarowania. W ich ocenie koncepcja połączenia świetlicy z pokojami na wynajem krótkoterminowy mija się z pierwotnym celem.

Mieszkańcy podkreślają, że nie sprzeciwiają się każdej formie komercyjnego wykorzystania części budynku. Proponują jednak zupełnie inny model: lokal dla jednego stałego najemcy, np. punkt apteczny, gabinet dentystyczny w ramach NFZ, punkt gastronomiczny, kawiarenkę lub niewielką usługę. Ich zdaniem taki najem mógłby wspierać bieżące utrzymanie obiektu i nie kolidowałby z działalnością świetlicową.

Najem krótkoterminowy oceniają zupełnie inaczej. Ich zdaniem kwatery na wynajem i świetlica będą sobie przeszkadzać. Problemem miałby być szczególnie wspólny aneks kuchenny oraz fakt, że wydarzenia społeczne odbywają się najczęściej w weekendy – czyli dokładnie wtedy, kiedy najchętniej korzystają z obiektów osoby wynajmujące pokoje.

Mieszkańcy wskazują również na ryzyko, że taka formuła utrudniłaby pozyskiwanie dotacji na budowę i późniejsze funkcjonowanie obiektu. Obawiają się też, że gmina, prowadząc wynajem pokoi, mogłaby wejść w konkurencję z prywatnymi osobami, które chciałyby rozwijać agroturystykę w Kamieńczyku.

"Nasze oczekiwania są duże, bo mamy dużo pomysłów"

Mieszkańcy nie zgadzają się z oceną, że ich oczekiwania są przesadzone. Jak mówią, potrzeby wynikają z realnej aktywności lokalnej społeczności, która dziś nie ma gdzie się rozwijać.

Wskazują na warsztaty palemkowe, zajęcia z makramy, tworzenie stroików bożonarodzeniowych, warsztaty szkutnicze, rękodzieło dla dzieci i dorosłych, prelekcje zdrowotne dla seniorów, kółko teatralne, spotkania KGW czy działania stowarzyszeń.

Część tych aktywności odbywała się dotąd na plebanii, w prywatnych domach, w sali konferencyjnej Zakładów Mięsnych Kamieńczyk, w dawnym ośrodku zdrowia albo w remizie OSP. Problem polega na tym, że wiele z tych miejsc jest dostępnych tylko sezonowo lub dzięki uprzejmości właścicieli.

Mieszkańcy zwracają uwagę, że remiza OSP nie jest ocieplona i nie ma centralnego ogrzewania. Zimą temperatura miała spadać tam poniżej zera, przez co zawieszono m.in.. sekcję fitness. Zajęcia i spotkania nie mogą więc odbywać się regularnie przez cały rok.

Podkreślają też, że przy wydarzeniach organizowanych w Kamieńczyku frekwencja potrafi być znaczna. Przy imprezach z udziałem magika czy grupy teatralnej uczestniczyło ponad 100 osób, a wydarzenia plenerowe przyciągały nawet około 300 osób.

Co z komunikacją?

Istotnym zarzutem mieszkańców jest również sposób komunikowania sprawy. Przypominają, że zespół do spraw budowy świetlicy został powołany przez burmistrza w czerwcu 2025 roku. W jego skład weszli mieszkańcy wybrani na zebraniu wiejskim, radni, urzędnicy oraz sołtys.

Ostatnie spotkanie zespołu odbyło się faktycznie we wrześniu 2025 roku. Według mieszkańców zakończyło się informacją, że trzeba czekać na zmiany planistyczne. Tymczasem, jak wynikało z dyskusji na sesji, już w październiku 2025 roku pojawiła się koncepcja WTBS dotycząca budynku z funkcją najmu krótkoterminowego. Mieszkańcy twierdzą, że o tym pomyśle dowiedzieli się dopiero na początku kwietnia 2026 roku, czyli po około pół roku.

Szczególnie źle odebrali także fakt, że na ostatnim spotkaniu w siedzibie WTBS nie pojawił się żaden przedstawiciel urzędu. Ich zdaniem było to potwierdzenie braku realnego zaangażowania władz gminy w sprawę Kamieńczyka.

"To ostatnie miejsce, na które społeczność może mieć wpływ"

Dla mieszkańców Kamieńczyka sprawa świetlicy ma także wymiar symboliczny i historyczny. Przypominają, że lokalna społeczność przez lata korzystała z budynków szkoły, przedszkola i biblioteki. Jak podkreślają, obiekty te były budowane rękami mieszkańców i miały służyć właśnie im.

Po zmianach administracyjnych i likwidacji dawnej gminy Kamieńczyk budynki przeszły pod własność gminy Wyszków. Z czasem utraciły swoje pierwotne funkcje. W budynku szkoły mieści się obecnie dom opieki, budynek po przedszkolu został rozebrany, a ostatnim miejscem, które mogłoby zostać wykorzystane na cele społeczne, jest działka i budynek po dawnej bibliotece.

Mieszkańcy podkreślają, że nie oczekują luksusowego domu kultury ani sali na 200 osób. Chcą miejsca, które będzie służyć codziennej integracji, warsztatom, spotkaniom, pracy stowarzyszeń i lokalnej aktywności. – Potrzebujemy po prostu miejsca integracji mieszkańców, które będzie tętniło życiem. O to, że tak będzie, burmistrz nie musi się martwić – podkreślają przedstawiciele społeczności Kamieńczyka.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 25/05/2026 19:27
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości