To był wieczór pełen wzruszeń i zachwytu nad naturą zamkniętą w malarskich formach. 19 maja w galerii Wyszkowskiego Ośrodka Kultury „Hutnik” odbył się uroczysty wernisaż wystawy „Harmonia form” autorstwa Ireny Filipowicz – instruktorki artystycznej i kuratorki wystaw związanej z wyszkowskim ośrodkiem kultury od wielu lat.
Na ekspozycję złożyło się 26 obrazów powstających na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Jak się okazało – jeden z nich artystka ukończyła niemal tuż przed samym wernisażem. – A ostatni kończyłaś… – mówiła otwierająca wydarzenie Justyna Pochmara z WOK „Hutnik”. – W ostatnią niedzielę – dopowiedziała Irena Filipowicz.
Już od pierwszych chwil dało się wyczuć, że nie będzie to zwykła prezentacja obrazów, lecz spotkanie wokół emocji, osobistych historii i wrażliwości na naturę. – Jedna z pań podeszła do mnie i powiedziała: „to takie nasze, nadbużańskie tereny, swojskie”. Być może dla wielu z nas będą to krajobrazy i tematy bliskie naszemu sercu – mówiła Justyna Pochmara.
Podczas wernisażu odczytano również list dyrektora WOK „Hutnik” Wiktora Czajkowskiego, który nie mógł uczestniczyć w wydarzeniu osobiście. Jego słowa miały bardzo osobisty i pełen sympatii charakter.
"Na co dzień wprowadza pani do ośrodka kultury ciepło i słońce. Pani pozytywna energia i zapał motywują nas wszystkich do pracy, a dzięki empatii odbywa się to w najlepszych możliwych warunkach. Tak bardzo się cieszę, że dzięki otwieranej dziś wystawie zostanie pani z nami na dłużej" – napisał dyrektor.
W liście nie zabrakło też humorystycznego akcentu.
"Wśród obrazów jest jeden, który pokochałem w sposób szczególny, ale przeglądając rano pozostałą twórczość uznałem, że konieczne jest rozdzielenie tej miłości także na pozostałe prace. Słownikowo określa się to poliamorią" – żartował Wiktor Czajkowski, by po chwili dodać: "Piękne obrazy pięknej osoby".
Dyrektor podkreślał również znaczenie współpracy z artystką dla działalności ośrodka. "Dzisiejszy dzień jest świętem naszej galerii, świętem Wyszkowskiego Ośrodka Kultury, a przede wszystkim tego, że wciąż i nieustannie możemy liczyć na pani talent i współpracę. Bardzo pani dziękuję" – napisał.
Centralnym motywem twórczości Ireny Filipowicz pozostaje natura – obserwowana uważnie, interpretowana emocjonalnie i przetwarzana przez wyobraźnię artystki. Sama autorka podkreślała, że inspiracje odnajduje w najprostszych detalach otaczającego świata.
– Inspiracją dla mnie jest natura. Wszystko jest zaczerpnięte z życia wokół nas. Zachwycę się strukturą drzewa, liściem czy suchą trawą i to przenoszę na swoje obrazy. Oczywiście jest wiele niuansów – kompozycja, kolorystyka, kontrasty – ale myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie – mówiła Irena Filipowicz.
Artystka nie ukrywała również, jak ważną rolę w jej drodze twórczej odegrała Iwona Dyl-Ostrowska, malarka i mentorka, pod której opieką rozwijała swój warsztat w Akademii Umiejętności Pan Hilary.
– Moje malarstwo w takiej formie, w jakiej jest tutaj, w dużej mierze jej zawdzięczam. Przez kilka lat była moją mentorką, pod jej okiem malowałam i mnie ukierunkowała – podkreślała.
Sama Iwona Dyl-Ostrowska w opisie towarzyszącym wystawie zwraca uwagę, że twórczość Ireny Filipowicz balansuje pomiędzy abstrakcją a malarstwem przedstawieniowym, koncentrując się przede wszystkim na emocjach, intuicji i budowaniu atmosfery obrazów. Podkreśla, że artystka świadomie upraszcza formy i odchodzi od dosłowności, tworząc własną rzeczywistość. Jak zaznacza, obrazy Filipowicz nie są wiernym odtwarzaniem pejzażu, lecz próbą uchwycenia nastroju, ulotnej chwili i emocjonalnego doświadczenia odbiorcy.
W twórczości prezentowanej na wystawie pojawił się również bardzo osobisty wątek związany ze stratą męża artystki. Irena Filipowicz opowiedziała o cyklu mazurskim, który powstał po jego śmierci.
– Niektóre obrazy są malowane z potrzeby chwili. „Ostatni rejs na Mazurach” czy „Wyspa kormoranów” to nawiązania do naszych wspólnych wypraw. Poza tym pejzaż mnie zachwyca i to staram się przekazać – mówiła wzruszona.
Wernisaż stał się nie tylko prezentacją sztuki, ale też spotkaniem ludzi związanych z lokalnym środowiskiem artystycznym. Malarkę obsypano kwiatami i gratulacjami. Wyrazy uznania płynęły od przyjaciół, bliskich, lokalnych twórców oraz mieszkańców, którzy licznie pojawili się w galerii.
Wieczór dopełniła muzyczna niespodzianka przygotowana przez Adama Karpińskiego – artystę plastyka i muzyka, który wykonał gitarowe kompozycje przywodzące na myśl mazurskie rejsy i pejzaże obecne w obrazach Ireny Filipowicz.
Wystawę „Harmonia form” można oglądać w galerii WOK „Hutnik” do 21 czerwca.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze