Reklama

Mord na Fideście

Redakcja wdi24
22/05/2026 08:40

Kilka tygodni temu podczas Dni Wyszkowa odbyła się konferencja "Świadkowie czasu - koleje losu" w ramach której uczestnicy mogli usłyszeć kilka świetnych wykładów dotyczących dziejów Wyszkowa i okolic. Ponieważ nie każdy mógł wziąć w niej udział poprosiliśmy organizatorów o możliwość opublikowania tych artykułów na łamach WDI24.pl. Dziś piąty z nich - autorstwa Andrzeja Biernackiego pt. "Mord na Fideście. Na podstawie wspomnień ojca jego syn Andrzej opowiada o okrutnych wydarzeniach 1943 roku".

Andrzej Biernacki

Mord na Fideście. Na podstawie wspomnień ojca jego syn Andrzej opowiada o okrutnych wydarzeniach 1943 roku.

Tragiczna historia, którą dziś opisuję, jest tylko jednym – a zarazem aż jednym – z wydarzeń z tamtych okropnych lat. Jest piątek, 28 maja 1943 roku. Rybienko Leśne, willa „Janeczka”, w której drukowane są pisma „Do Celu” oraz „Biuletyn Informacyjny”. Po nieprzespanej nocy 25-letni żołnierz AK, podporucznik Stanisław Wróbel ps. Jaskółka, kończy służbę przy ubezpieczaniu tajnej drukarni i kieruje się na pobliską stację kolejową w Rybienku, aby wrócić do domu w Wyszkowie.

Jest pogodny ranek. Ptaki śpiewają, a rześki poranny wiaterek budzi wszystko do życia. Wiosna w pełni. Nic nie zapowiada tego, co ma nastąpić. Na stacji dołączają dwie łączniczki – z Zabrodzia i Kamieńczyka. Umówiony gwizd lokomotywy informuje, że w pociągu nie ma żandarmów. Jedna z łączniczek, Janeczka Siekówna, trzyma w ręku stary tornister ze świeżo wydrukowanymi ulotkami i wsiada do pociągu. Jest tam także łączniczka z Wyszkowa, wioząca do rozdzielni „Biuletyn Informacyjny” i „Rzeczpospolitą Polską”[1].

Reklama

Stach jest wraz z nimi w tym samym zatłoczonym przedziale. Pociąg rusza, by po krótkim czasie z piskiem zatrzymać się na moście kolejowym na Bugu. Dobrze ukryci w zaroślach niemieccy żandarmi zatrzymują pociąg i rozpoczyna się rewizja. Bardzo zdenerwowana Janeczka blednie, trzymając w ręku nieszczęsny tornister. W wagonach panuje straszny tłok – nie ma, jak pozbyć się towaru. Widząc tę sytuację, Stanisław odbiera jej tornister i wyrzuca przez okno do rzeki. Niestety ktoś wskazuje Niemcom Stanisława jako tego, który wyrzucił tornister. Na rzece znajduje się rybak w łodzi. Na polecenie Niemców wyławia tornister i przynosi go na most. Później tata wspominał, że przerażony rybak zamiast popchnąć pakunek i zatopić go w rzece przyniósł tornister Niemcom. Pakunek zostaje otwarty i zaczyna się gehenna. Stanisław zostaje skuty, bity kolbami, łamią mu rękę i wywlekają z pociągu. Chcąc ratować łączniczki, bierze winę na siebie, przyznając się do obu pakunków. Później milczy. Wszyscy pasażerowie zostają wyrzuceni z pociągu na przyczółek po stronie Wyszkowa. Następuje segregacja. Jedni pakowani są do trzech czekających już samochodów ciężarowych – „bud”, inni zostają zwolnieni. Łączniczkom udaje się dołączyć do zwolnionych. Stach i pozostali trafiają na teren niemieckiej żandarmerii, mieszczącej się nieopodal przejazdu kolejowego przy ulicy Pułtuskiej. Część zatrzymanych trafia do ówczesnego budynku sądu przy tej samej ulicy. Tam wszyscy przetrzymywani są bez jedzenia i picia do następnego dnia – 29 maja 1943 roku. Stanisław w budynku żandarmerii poddawany jest potwornym torturom – Niemcy biją go do nieprzytomności, cucą i znowu biją. Niczego jednak im nie ujawnia. Mój tata miał ze Stanisławem Wróblem bezpośredni kontakt w tzw. „trójce”. Oznaczało to, że dwie osoby znały się wzajemnie, ale żadna z nich nie znała trzeciej. Była to żelazna zasada struktur AK i sposobu łączności. Bardzo szybko środowisko AK dowiedziało się o całej sytuacji – wieść rozeszła się błyskawicznie. Mój tata oraz drugi łącznik z „trójki” dostali polecenia, aby natychmiast opuścić domy rodzinne na wypadek wpadki. Dlaczego? Dlatego, że gdy łącznicy zmieniali miejsca kontaktowe, niemiecki aparat bezpieczeństwa tracił możliwość prześledzenia i rozpracowania całej sieci konspiracyjnej.

Reklama

Stacja kolejowa w Rybienku Leśnym, fot. Andrzej Biernacki, zbiory prywatne autora.

 

Po latach często wspominał, że Stanisław Wróbel „Jaskółka” nie pisnął ani słowa, niczego Niemcom nie ujawnił. Jak to określił: „zaniemówił – bądź udał, że zaniemówił”. Rankiem następnego dnia, 29 maja 1943 roku, około godziny 4.00, żandarmi pakują pierwszych 17 zatrzymanych na pakę ciężarówki i w eskorcie wiozą do lasu za skrzyżowaniem w Rybienku Leśnym, na Fidest. Tam nakazują kopać dół – przyszły grób. Dwóch z nich próbuje ucieczki. Jeden ginie, drugi – Antoni Morka – trzykrotnie postrzelony ucieka w zagajnik i cudem zostaje ocalony. Jest ciężko ranny. Pomoc otrzymuje w Skuszewie u Jana Nowakowskiego, a później przechodzi operację w Jadowie. Dzięki opatrzności Boskiej i pomocy ludzi przeżywa.

Reklama

Niemcy tego dnia konsekwentnie rozstrzeliwują pozostałych zatrzymanych. Po zakończeniu egzekucji na miejsce kaźni trafia kilku mieszkańców Skuszewa, w tym Edward Bala. Widzą trzy groby: jeden przy młodniku i dwa w głębi lasu. Ciała są tylko lekko przysypane piaskiem. Ustalają w pośpiechu: w pierwszym grobie 16 ciał, w drugim 18, w trzecim 22 – łącznie 56 osób. Następnego dnia, a prawdopodobnie jeszcze i trzeciego, organizowane są kolejne łapanki w Wyszkowie. Ludzie przywożeni są na to samo miejsce i tam rozstrzeliwani. W jednej z tych łapanek, która miała miejsce na stacji kolejowej w Wyszkowie 30 lub 31 maja 1943 roku, zostaje zatrzymana i skierowana do transportu na Fidest moja ciocia – Helenka Biernacka. Helenka Biernacka była wówczas narzeczoną Wacława Bajorka. Rodzina Bajorków była znana jednemu z żandarmów – Heńkowi, ponieważ wykonywała usługi rzeźnicze i masarskie dla Niemców. W ostatniej chwili udało się im zaalarmować tego żandarma i ciocia Helenka została zwolniona. W ten sposób udało się uratować ludzkie życie. Po dwóch lub trzech egzekucjach Niemcy zaprzestali dalszych mordów na Fideście. Ze wspomnień mojego taty wynika, że gdyby doszło do kolejnego transportu, na nieprzygotowanych Niemców czekał już przygotowany oddział AK. Historia tej ziemi mogłaby wtedy wzbogacić się również o groby oprawców. Ciężko pobity, zmasakrowany Stanisław w niedzielę widziany był jeszcze żywy – leżał pod okapem budynku żandarmerii. Padał deszcz. Scenę tę widział Wacław Bajorek, późniejszy mąż Helenki Biernackiej. W poniedziałek, 31 maja 1943 roku, Stanisław zostaje wyciągnięty przez gestapo do samochodu. Ma być przewieziony do Ostrowi Mazowieckiej, niestety w trakcie drogi Stanisław umiera. W miejscowości Ojcowizna, niedaleko Trzcianki, Niemcy zatrzymują samochód, wyrzucają ciało i nakazują je zakopać.

Padają tu słowa: „Das ist ein polnischer Bandit”, co znaczy „to jest polski bandyta”.

Reklama

Miał zaledwie 25 lat. Spoczywa na parafialnym cmentarzu w Wyszkowie. Między innymi z inicjatywy naszego stowarzyszenia, z pomocą nauczycieli i rodziców, Stanisław Wróbel „Jaskółka” został patronem Szkoły Podstawowej nr 3 w Rybienku Leśnym. Szacuje się, że na Fideście pochowanych jest około 250 osób.

„Na pomniku, przy którym odbyła się uroczystość, zapisano, że zamordowano ok. 250 osób. Dziś wiadomo, ta liczba jest prawdopodobnie zawyżona: - Jedyna pewna informacja jest taka, że w pociągu zatrzymano niespełna 60 osób. Gdy lokalne struktury AK prowadziły własne śledztwo, komendant dostał meldunek, że tu mogło być pochowanych ok. 80 osób. Liczby na pewno nie będziemy już w stanie ustalić” – mówił podczas uroczystości upamiętniającej 80. rocznicę mordu na Fideście Adam M. Mickiewicz[2].

Reklama

Na miejscu kaźni stanęły obelisk i krzyże upamiętniające zamordowanych. W 1947 roku ustawiono także duży dębowy krzyż. Obecnie, po odrestaurowaniu przez nasze stowarzyszenie, znajduje się on na cmentarzu w Rybienku Leśnym.

Chwała bohaterom.

Cześć ich pamięci.

 

Obelisk i krzyże upamiętniające ofiary zbrodni na Fideście, fot. Andrzej Biernacki, zbiory prywatne autora.

 

Krzyż dębowy z 1947 roku na cmentarzu parafialnym w Rybienku Leśnym, fot. Andrzej Biernacki, zbiory prywatne autora.

 

 

Bibliografia:

1. Biernacki S.J. (ps. Sęp, żołnierza ZWZ i AK obwód „Rajski Ptak”), ustna relacja na temat wydarzeń z 1943 roku (przekazana A. Biernackiemu - notatki w jego posiadaniu).

Reklama

2. Grzybowski S., Nadzieja z tamtych lat, Warszawa 1990.

3. Bardyszewska S., ŚP. Tu rozstrzelano. 29.05.43. Polacy zabrani z pociągu, „Nowy Wyszkowiak”, https://nowywyszkowiak.pl/wydarzenia/sp-tu-rozstrzelano-290543-polacy-zabrani-zpociagu-foto.html, dostęp: 27.02.2026 r.

 


[1] 1 S. Grzybowski, Nadzieja z tamtych lat, Warszawa 1990, str. 121.

[2] 2 S. Bardyszewska, ŚP. Tu rozstrzelano. 29.05.43. Polacy zabrani z pociągu, „Nowy Wyszkowiak”, https://nowywyszkowiak.

 

 

Tekst pochodzi z publikacji pokonferencyjnej "Świadkowie czasu. Koleje losu" dofinansowanej przez Fundację Fundusz Współpracy i Gminę Wyszków. 

Reklama

Konferencja „Świadkowie czasu. Koleje losu” została zorganizowana przez Stowarzyszenie Akademia Rozwoju Społecznego KLUCZ we współpracy z Gminą Wyszków, Miejsko-Gminną Biblioteką Publiczną im. C. Norwida w Wyszkowie, Centrum Kształcenia Ustawicznego im. Jana Kochanowskiego w Wyszkowie i Zespołem Szkół nr 3 im. Jana Kochanowskiego w Wyszkowie w ramach Dni Wyszkowa z okazji 524. rocznicy nadania praw miejskich.


 

 

 

 

 

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/05/2026 08:40
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości