Kilka tygodnie temu podczas Dni Wyszkowa odbyła się konferencja "Świadkowie czasu - koleje losu" w ramach której uczestnicy mogli usłyszeć kilka świetnych wykładów dotyczących dziejów Wyszkowa i okolic. Ponieważ nie każdy mógł wziąć w niej udział poprosiliśmy organizatorów o możliwość opublikowania tych artykułów na łamach WDI24.pl. Dziś pierwszy z nich - autorstwa Alicji Staszkiewicz - dotyczący niemieckiej ludności Marianowa.
Wyobraźcie sobie malowniczą miejscowość, pięknie położoną wśród rozległych łąk i bujnej zieleni otaczających ją wierzb. Pośród kilkudziesięciu domostw, dumnie stoi pokaźnych rozmiarów drewniany kościół ze smukłą wieżą. W każdy piątek i niedzielę bicie dzwonów zaprasza lokalną społeczność na nabożeństwo. Z naprzeciwka wyraźnie słychać wesołe okrzyki dzieci wybiegających z okazałego budynku szkoły. Z oddali dochodzą odgłosy miejscowej kuźni. Stary Lejbke sprząta swoją tawernę przygotowując się na popołudniowych gości, którzy wpadną tu jak zwykle na kieliszek schnappsa. Karl Kruger zwany „Krasnoludem” prowadzi konia do zagrody. farmer Paul Rinas z dumą przechadza się koło swojego domu, uważanego za najpiękniejszy w okolicy.
Szewc Heymann przyjmuje od garbarza kolejną partię skór. Wdowa Zitlau zagadała się z sąsiadką przy mostku nad kanałem. Burmistrz August Rymatzki, trzymając w ręku wielką księgę, maszeruje na spotkanie z pastorem Lange. Lokalna orkiestra dęta czyści instrumenty przed wieczorną próbą. Ich niedzielny występ z okazji święta „Rageolle” zgromadzi z pewnością kilkaset osób.
Brzmi jak opowieść o dalekiej krainie? Otóż ta urocza niemiecka wieś nazywała się Marianowo i leżała ledwie 20 km od Wyszkowa. Dziś z jej ponad 100-letniej historii nie został prawie żaden ślad…
Osadnictwo niemieckie na ziemiach polskich ma długą historię, według niektórych źródeł sięgającą XII wieku. Często zwane jest osadnictwem olęderskim, jednak jest to określenie nieprecyzyjne. Wzięło się to stąd, iż Holendrzy stanowili pierwsze fale nowożytnego osadnictwa rolnego, które docierały na Mazowsze już na przestrzeni XVI wieku i początkach XVII wieku, sprowadzani tu jako specjaliści do zagospodarowywania trudnych terenów zalewowych i bagnistych przez polskich feudałów, a także do wsi królewskich[1]. Kolejne fale osadnictwa to już w zasadzie wyłącznie osadnictwo niemieckie, lecz potocznie nadal określano „olędrami” wszystkich przybyszów z ziem zachodnich, którzy posiadali umiejętność melioracji i potrafili efektywnie zagospodarowywać bagna i lasy. Generalnie, proces osadnictwa niemieckiego można podzielić na trzy najintensywniejsze etapy: 1795–1806 (czasy regencji pruskiej), 1807–1830 (nasilona kolonizacja w dobrach rządowych Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego) oraz lata 1830–1860, kiedy inicjatywa osadzania kolonistów przeszła w ręce prywatne[2].
Nas interesuje w szczególności trzeci okres, kiedy zarówno władze Królestwa Kongresowego, jak i poszczególni właściciele ziemscy zabiegali o zasiedlenie nieużytków, licząc na odbudowę produkcji rolniczej po wyniszczającym okresie wojen napoleońskich. Niemieccy rolnicy, poza tym, iż potrafili prowadzić niezwykle efektywną uprawę nawet na obszarach z pozoru nieuprawnych, zapewniali dodatkowo bardzo stabilne wpływy z podatków. Sprzedając swoją ziemię w Prusach, koloniści mogli nabyć w Królestwie znacznie większy obszar gruntu, gdyż wartość zarówno pieniądza pruskiego, jak i ziemi pruskiej była wyższa. W okresie międzypowstaniowym (1832–1862) w ręce osadników przeszło około 60 tys. morgów gruntów[3]3. W pierwszej połowie XIX wieku w dawnym powiecie pułtuskim i ostrowskim powstało kilkadziesiąt wsi założonych przez osadników niemieckich. Materiały dostępne w Archiwum Akt Nowych wskazują daty założenia niektórych osad, np. 1810 rok – Wincentowo (obecnie gmina Rząśnik), 1834 rok – Nury (obecnie gmina Rząśnik) oraz 1840 rok – Marianowo (obecnie gmina Długosiodło)[4]. Co ciekawe, są to obecnie jedyne miejscowości na terenie Pulw, gdzie zachowały się jeszcze cmentarze osadników niemieckich, z pojedynczymi, zdekompletowanymi i bardzo zaniedbanymi nagrobkami. to właśnie te trzy cmentarze były przez wiele lat jedynymi namacalnymi dowodami istnienia w tych okolicach osadnictwa niemieckiego. Poza pojedynczymi strzępami informacji znajdującymi się w archiwach i materiałach źródłowych oraz tablicy informacyjnej w Wincentowie błędnie informującej o „Olędrach,” trudno było znaleźć jakiekolwiek dodatkowe informacje. Do czasu, kiedy pewnego dnia, w odmętach Internetu udało mi się natrafić na niezwykle cenny materiał wspominkowy, prawdziwy Święty Graal historii osadnictwa na ziemi wyszkowskiej i pułtuskiej. Tym materiałem jest relacja Friedricha Guderiana, potomka pierwszych kolonistów niemieckich przybyłych na tereny Pulw, który urodził się i spędził w Marianowie, a potem w pobliskim Grodzicznie, pierwszą połowę swojego życia. W poniższym tekście postaram się przybliżyć esencję opowieści zatytułowanej: Marianowo – Bericht über ein deutsches Dorf im Narewgebiet Polens, czyli Marianowo – raport o niemieckiej wiosce z terenu nadnarwiańskiego w Polsce. a zaczyna się ona tak:
Gdyby tylko niemieccy rolnicy, pracownicy, rzemieślnicy i kupcy, którzy wyemigrowali do Polski, wiedzieli, jak krótko owoce ich ciężkiej pracy przetrwają w tym kraju, na pewno zastanowiliby się dwa razy […] nim zdecydowali opuścić swoich sąsiadów i przyjaciół w poszukiwaniu nowego domu w nieznanej krainie. Jakiekolwiek inne powody kierowały człowieka ku emigracji, był on przede wszystkim przekonany, że na nieznanym lądzie czeka go szczęście i większe możliwości. Wielu spełniło swe oczekiwania w ciągu kilku lat, inni przez całe dekady walczyli o to, by doczekać momentu, kiedy nie musieli się martwić o chleb powszedni. To, że ludzie i ich potomkowie, którzy niegdyś wyemigrowali do Polski, nigdy nie znaleźli tam swego prawdziwego domu, zostało niestety przypieczętowane Drugą Wojną Światową. W niniejszym raporcie, jeśli mogę to tak nazwać, nie chcę mówić o wszystkich Niemcach. Opowiem o ludziach z Niemiec, którzy na początku XIX wieku przybyli do Polski i osiedlili się pomiędzy rzekami Bug i Narew[5].
Friederich Guderian opisuje losy grupy osadników z Prus Wschodnich, którzy za namową pośredników, wysłanych przez właścicieli terenów dawnego powiatu pułtuskiego, podjęli się znoju wielotygodniowej podróży poprzez trudne i niebezpieczne do przebycia tereny. Wędrowali pieszo, całymi rodzinami, niejednokrotnie tylko z małym tobołkiem lub ręcznie ciągniętym wózkiem, na który spakowali najpotrzebniejsze przedmioty.
Kiedy dotarli na miejsce, otrzymali co prawda obiecany areał, ale była to nieuprawna ziemia w postaci terenów gęsto zalesionych lub zakrzaczonych bagien. Nie mieli domów, nie mieli zwierząt gospodarskich ani wystarczających narzędzi. jedyne, co posiadali, to ograniczone fundusze ze sprzedaży swoich gospodarstw w Prusach oraz własne ręce do pracy. Według wspomnień przekazywanych przez tzw. wczesnych osadników, jedna z rodzin przez pierwszy rok zagospodarowywania dzikich terenów mieszkała w pustym pniu ogromnego dębu. Inne zamieszkały w prowizorycznych chatkach – szałasach. Mimo tych trudnych do wyobrażenia początkowych warunków, zaradni i niezwykle pracowici niemieccy rolnicy bardzo szybko organizowali swoją społeczność w danym miejscu. Pierwotnie opisywana grupa trafiła do Wielgolasu, wsi w dzisiejszej gminie Obryte. Dotarli tam najprawdopodobniej już w pierwszej lub drugiej dekadzie XIX wieku. Osadnicy przebywali tam do roku 1840, w którym postanowili opuścić Wielgolas, gdyż mimo ich tytanicznej pracy, ziemie wyjątkowo ciężkie w uprawie dawały bardzo małe plony. Zanim jednak rodzina Friedricha Guderiana trafiła do Marianowa, po opuszczeniu Wielgolasu przez 10 lat przebywali w Sieczychach, a potem w niedalekim Kalinowie (osada założona w 1850 roku). W obydwu tych miejscowościach udało im się osiedlić i zbudować szkołę i kaplicę oraz założyć cmentarz, ale nadal nie były to miejsca zapewniające wystarczające do rozwoju uprawy. Pradziad Guderiana zmarł i został pochowany jeszcze w Kalinowie w 1858 roku, a w 1870 roku osadnicy ostatecznie opuścili wieś w poszukiwaniu lepszych do zamieszkania miejsc. Dziadek autora materiałów, Christian Guderian, właśnie w tym roku trafił do Marianowa, gdzie podjął pracę jako kowal. O ile w innych założonych przez przybyszów osadach zamieszkiwały czasem polskie rodziny, o tyle Marianowo było wioską wyjątkową, zamieszkaną wyłącznie przez Niemców oraz, co ciekawe, kilka rodzin żydowskiego pochodzenia. Od początku zaplanowane było jako centrum dla całej osadniczej okolicy, z wieloma rozchodzącymi się w różne strony drogami oraz terenem specjalnie wyznaczonym pod kościół, szkołę, kuźnię, siedlisko burmistrza oraz tawernę. W 1843 roku założono w Marianowie parafię ewangelicką (kantorat) oraz cmentarz. Ziemie uprawne, ogromnym nakładem pracy wydarte terenom bagiennym, okazały się niezwykle urodzajne. Konsekwentnie prowadzono prace melioracyjne pozwalające na zwiększanie upraw rolnych. Często mieszkańcy kilku osad organizowali się, by pracować wspólnie przy budowie nowych dróg, jak np. tej do dziś łączącej Marianowo, Adamowo, Zygmuntowo i Sieczychy. Drogi przebiegające między osadami były w zasadzie groblami, pozwalającymi przemieszczać się suchą stopą po bagnach. Ich budowa wymagała żmudnej i wymagającej nadludzkich wysiłków pracy, polegającej na wytyczaniu w moczarach szlaków wykładanych kilkoma warstwami ściętych pni brzóz, następnie gałęzi, na które trzeba było nawozić ogromne ilości piasku. Pomimo życia upływającego głównie na ciężkiej pracy, wieś rozwijała się nadzwyczaj dobrze, populacja rosła, udawało się zapewnić dzieciom edukację w rodzimym języku, dbano o kultywowanie narodowych tradycji. Religijna społeczność ewangelicka regularnie uczęszczała na nabożeństwa. W 1907 roku założono w Marianowie orkiestrę dętą, która zapewniała uroczystą oprawę ważniejszym wydarzeniom. Choć społeczność niemiecka nie asymilowała się z polską i nie występowały przypadki małżeństw mieszanych, stosunki sąsiedzkie z Polakami były bardzo dobre. Wielu osadników potrafiło porozumiewać się w języku polskim, ale również niektórzy polscy sąsiedzi nauczyli się języka niemieckiego i korzystali z pobliskiej tawerny, gdzie oprócz trunków można było zakupić różne produkty potrzebne w domu i gospodarstwie. Co warte odnotowania, tawerna prowadzona była przez rodzinę żydowską, która doskonale porozumiewała się po niemiecku, na co dzień jednak używała języka jidysz. Można więc powiedzieć, że zamieszkałe części Pulw przełomu XIX i XX wieku były pewnego rodzaju tyglem kulturowym. Ta sielanka trwała aż do I Wojny Światowej. Zły omen pojawił się już w 1914 roku, kiedy to doszczętnie spłonęła kaplica w Marianowie. W styczniu 1915 roku wszyscy mężczyźni powyżej 16 roku życia otrzymali nakaz stawienia się w Ostrowi Mazowieckiej, skąd zostali przez armię rosyjską przewiezieni do aresztu w Białymstoku, a następnie deportowani na Syberię. Wkrótce, wraz ze zbliżającym się frontem, nakazano opuścić domy pozostałym w Marianowie niemieckim kobietom, dzieciom i starcom. Guderian relacjonuje tamte straszne dni następująco:
Pamiętam bardzo dobrze, jak mama zapakowała nas wszystkich na niewielki wóz, ale sama wróciła do domu. Po chwili wygramoliłem się z wozu i poszedłem za nią. Przez szczelinę w drzwiach zobaczyłem obraz, którego nie potrafię wymazać z pamięci. Na środku dużego pokoju klęczała moja matka, modląc się. Kiedy mnie zauważyła, szybko wstała. Spostrzegłem łzy w jej oczach i zapytałem: „Mamo, dlaczego płaczesz?”, na co odpowiedziała: „Już nie płaczę, dziecko”. Kiedy zapytałem, dlaczego musimy uciekać, odpowiedziała drżącym głosem: „Bo jesteśmy Niemcami”[6].
Niemieckie rodziny zostały przetransportowane do miejscowości Wolsk nad Wołgą. Niewiele wiadomo o tamtym okresie, poza tym, że przebywały na terenie Rosji prawie trzy lata, w trakcie których udało się mężczyznom wywiezionym na Syberię dołączyć do kobiet i dzieci przebywających w rejonie Wolska. Na początku 1918 roku niemieckim rodzinom pozwolono wrócić do Polski. Grupa, w której była rodzina Guderiana, składała się z czternastu rodzin z Marianowa. Według relacji, podróż powrotna zajęła im szesnaście dni. Powojenna rzeczywistość opuszczonej wsi była niezwykle trudna – gospodarstwa były zdewastowane, nieuprawiane pola zarosły, brak było jakichkolwiek zwierząt gospodarskich. Mieszkańcy osadniczych wsi musieli zaczynać wszystko od nowa, jednak ich niezwykła determinacja i pracowitość sprawiły, że w ciągu kolejnej dekady Marianowo znowu rozkwitło. W 1928 roku wznowiły działalność orkiestra dęta oraz chór parafialny, a rok później oddano do użytku nowy kościół. Założono cmentarz żołnierzy poległych w I Wojnie Światowej (około 200 grobów, z których jedną trzecią stanowili żołnierze niemieccy). Według Friedericha Guderiana, pod koniec lat dwudziestych XX wieku Marianowo liczyło ponad sześćdziesiąt gospodarstw, czyli o przeszło jedną czwartą więcej niż w początkowych latach zasiedlania, kiedy to liczba zamieszkujących rodzin wynosiła 42[7]. Do kantoratu w Marianowie należeli również mieszkańcy pobliskich wsi: Adamowo, Dozin, Nowa Wieś, Stasin, Zygmuntowo, Olszaki oraz Grądy Szlacheckie. Autor zapisków szacuje liczbę parafian na około pięćset osób, z czego połowę stanowili mieszkańcy wsi Marianowo. Ciekawostką może być fakt, iż sąsiadujące parafie w Wincentowie i Nurach odrzuciły zwierzchnictwo Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego i założyły własny Wolny Kościół Ewangelicki. W społecznościach niemieckich kwitła nie tylko wolność religijna, ale też gospodarka rolna i rozwój społeczny. Stosunki z polskimi sąsiadami układały się tak dobrze jak przed wojną. Niestety powstanie III Rzeszy zakłóciło tę spokojną i bezproblemową dotąd kohabitację. W pierwszej połowie lat trzydziestych nastąpiło znaczne ożywienie działalności partii narodowo-niemieckich w Polsce. Wcześniej nieznane na tych terenach Deutsche Volksverband (DVV) czy Jungdeutsche Partei zaczęły aktywnie rekrutować w swe szeregi nawet mieszkańców małych wiosek. Jak intensywne były to działania, pokazują dane: liczba terenowych organizacji DVV w Polsce wzrosła z 294 w 1932 roku do 345 w 1937 roku, a liczba członków wynosiła ponad dwadzieścia tysięcy. W 1936 roku powstała kierownicza placówka DVV w Białymstoku, z licznymi placówkami terenowymi, w tym jedną w Marianowie[8]. Narastały napięcia między społecznością polską i niemiecką.

Orkiestra dęta z Marianowa. Lata 30. XX wieku. Fot. z publikacji F. Guderian "Marianowo, Report of a German village in the area of Narew, Poland"
Wraz z wybuchem II Wojny Światowej sytuacja niemieckiej mniejszości zmieniła się diametralnie. Już w pierwszych dniach września grupę mieszkańców z Marianowa przegnano nad brzeg Narwi, gdzie polscy żołnierze zastrzelili mężczyzn, pozostawiając kobiety i dzieci na pastwę losu i zbliżającego się frontu. Pozostali mieszkańcy postanowili się ewakuować wraz z niemieckimi oddziałami, które zaczęły się wycofywać z terenów nadnarwiańskich, kierując się w okolice Płocka. Tam zostali tymczasowo ulokowani w gospodarstwach opuszczonych przez Polaków. I choć granica wpływów rosyjskich zatrzymała się 5 km na wschód od Marianowa, żaden z niemieckich mieszkańców nigdy do Marianowa podczas wojny nie powrócił. Co oczywiste, nie mogli powrócić tam też po wojnie.
My, ludzie zwani niemieckimi protestantami, urodzeni w Polsce, ten właśnie kraj nazywamy domem […]. Tu się urodziliśmy i wydaliśmy z siebie pierwszy dźwięk, tu spędziliśmy dzieciństwo, tu żyli i umarli nasi rodzice i dziadkowie, tu chodziliśmy do szkoły, tu w radosnej młodości się wygłupialiśmy, tu jako obywatele państwa płaciliśmy podatki i wiernie wypełnialiśmy inne obowiązki, tu pielęgnowaliśmy mienie pozostawione przez przodków […], tu jest nasz dom![9].
Społeczność tej niegdyś kwitnącej wsi rozproszyła się po 1945 roku po terenach Niemiec, ale też wielu innych stron świata od Afryki po Kanadę. Domy pozostawione przez niemieckich osadników, które przetrwały wojnę, zostały zasiedlone przez Polaków.
Wygnańcy z Marianowa do końca swych dni uznawali Marianowo i Polskę za swą ojczyznę. Dziś o obecności osadników niemieckich na terenach Pulw przypominają szpalery wierzb głowiastych oraz pozostałości trzech cmentarzy – w Nurach, Wincentowie i Marianowie. Zachował się w Marianowie budynek dawnej szkoły, przez jakiś czas wykorzystywany na cele społeczne, obecnie niszczejący pustostan. Kościół ewangelicki, zbudowany w 1929 roku, został przeniesiony już w sierpniu 1945 roku do Kunina, gdzie stoi do dziś.
In Marianowo stood a house
Where I was born
It looked as good as butter,
But it tasted much better.
In the yard stood a linden tree,
With large, sprawling branches.
And under the tree was a bench,
Where we could sit.
It was beautiful all around
When grass and stalk rubbed each other
The meadow flowers bowed silently
As if to say:
This house is a fairy tale castle,
With its large rooms
As blessed as a mother’s lap,
You can sleep well there
Alicja Staszkiewicz
Tekst pochodzi z publikacji pokonferencyjnej "Świadkowie czasu. Koleje losu" wydanej z okazji tegorocznych Dni Wyszkowa.

Bibliografia:
1. Bożyk I., Osadnictwo niemieckie na terenach wiejskich między Pilicą a Wisłą w latach 1815–1864, Kielce 2015.
2. Cygański M., Mniejszość niemiecka w Polsce w latach 1918–1939, Łódź 1962.
3. Guderian f., Marianowo, report of a German village in the area of Narew, Poland, Publications of the east German research agency in Nordheim-Westfalen, Dortmund 1966. Tłumaczenie własne z wersji angielskiej (Guderian j., Ontario, Kanada 2013).
4. Szczepański J., Ewangelicy w Pułtusku i okolicy, w: Ewangelicy na północno-wschodnim Mazowszu w XIX i XX w., Studia i materiały, pod red. M. Gnatowskiego, Łomża 2006.
5. Żychowski M., Osadnictwo rolnicze kolonistów niemieckich w Królestwie Polskim w latach trzydziestych – sześćdziesiątych XIX w., „Kwartalnik Historyczny” 1957, nr 3.
[1] I. Bożyk, Osadnictwo niemieckie na terenach wiejskich między Pilicą a Wisłą w latach 1815–1864, Kielce 2015.
[2] M. Żychowski, Osadnictwo rolnicze kolonistów niemieckich w Królestwie Polskim w latach trzydziestych – sześćdziesiątych
[3] J. Szczepański, Ewangelicy w Pułtusku i okolicy, w: Ewangelicy na północno-wschodnim Mazowszu w XIX i XX w., Studia
[4] Archiwum Akt Nowych w Warszawie, Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, sygn. 1292, k.78.
[5] F. Guderian, Marianowo, Report of a German village in the area of Narew, Poland., Publications of the East German Research Agency in Nordhein-Westfalen, Dortmund, 1966. tłumaczenie własne z wersji angielskiej (F. Guderian, Ontario, Canada 2013).
[6] F. Guderian, op. cit.
[7] J. Szczepański, op. cit.
[8] M. Cygański, Mniejszość niemiecka w Polsce w latach 1918–1939, Łódź 1962.
[9] F. Guderian, op. cit.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze