Kilka tygodni temu podczas Dni Wyszkowa odbyła się konferencja "Świadkowie czasu - koleje losu" w ramach której uczestnicy mogli usłyszeć kilka świetnych wykładów dotyczących dziejów Wyszkowa i okolic. Ponieważ nie każdy mógł wziąć w niej udział poprosiliśmy organizatorów o możliwość opublikowania tych artykułów na łamach WDI24.pl. Dziś czwarty z nich - autorstwa Michała Depty pt. "Na torach konspiracji - kolejarz w szeregach Armii Krajowej".
Michał Depta
Przegrana kampania wrześniowa i następująca po niej okupacja hitlerowska stanowiły szok dla polskiego społeczeństwa. Okupacja niosła za sobą system represji, dotykając niemal każdej sfery życia społecznego. Nie inaczej było na płaszczyźnie życia zawodowego. Wiele miejsc pracy, zwłaszcza w instytucjach kultury, urzędach czy szkołach, zlikwidowano bądź ograniczono. Wyjątkowy status przysługiwał jednak m.in. pracownikom kolei.

Propagandowy fotomontaż, przygotowany przez niemieckie Koleje Wschodnie Ostbahn, ukazujący zmiany na kolei w rok po jej przejęciu. Źródło: P. Łepkowski, Polscy kolejarze byli bohaterami w czasie II wojny światowej, „Rzeczpospolita”
Transport kolejowy był jednym z kluczowych narzędzi w machinie wojennej III Rzeszy. Pociągi były podstawowym filarem logistyki, uzupełnianym jedynie przez transport samochodowy czy lotniczy. 19 listopada 1939 roku przedwojenne PKP włączone zostały do niemieckich Kolei Wschodnich – Ostbahn. Przejęto cały polski tabor oraz infrastrukturę kolejową[1]. Kluczowe jednak dla sprawnego funkcjonowania przewozów było zaangażowanie lokalnej, przedwojennej kadry PKP, gdyż Niemcy nie posiadali wystarczającego personelu. Sam gubernator Hans Frank wyrażał wciąż obawę o to, co będzie, jeśli „Polaczki” przestaną obsługiwać pociągi. Stąd też w strukturach niemieckich kolei znalazło zatrudnienie około 145 tys. polskich pracowników[2].
W Wyszkowie tuż po opanowaniu miasta wszyscy przedwojenni kolejarze otrzymali od okupanta nakaz podjęcia pracy na dotychczasowych stanowiskach, pod groźbą surowych represji. Zresztą te nie były konieczne, gdyż poza osobistymi korzyściami w postaci stałego zatrudnienia oraz względnego bezpieczeństwa przed przypadkowym aktem terroru, praca stwarzała duże możliwości prowadzenia różnorakich akcji sabotażowych. Kolejarze dysponowali relatywną swobodą podróżowania i przemycania różnorakich konspiracyjnych przesyłek. Cenieni więc byli przez polskie podziemie niepodległościowe. Wielu też służyło w jego strukturach.
Na szczególną uwagę w omawianym kontekście zasługuje Zygmunt Majka. Tuż po zdaniu matury oraz odbyciu służby wojskowej przybył do Wyszkowa, gdyż tutaj odbywać miał praktykę kolejową. W początkach okupacji, jak wielu jemu podobnych, otrzymał nakaz stawienia się do pracy na kolei. Z racji swojego zawodu oraz wykształcenia, a także z uwagi na biegłą znajomość języka niemieckiego, otrzymał od okupanta awans na stanowisko zawiadowcy stacji Dalekie. Do pracy skierowano tam również Jana Januszewskiego, przedwojennego kasjera na stacji Wyszków, który przyjął młodego Majkę do swojego mieszkania w willi Fusieckich na parcelach przy ul. Zakolejowej. Tam Zygmunt nawiązał bliższą relację z córką Januszewskiego Haliną[3].

|
Zygmunt Majka po wojnie. Fotografia pochodzi ze zbiorów Zygmunta Majki, publikowana w: E.A. Daszkowski, Wyszkowskie wspomnienia, Szczecin 2000, s. 87. |
Owa stabilizacja miała jednak charakter pozorny, gdyż był już wówczas mocno zaangażowany w działalność konspiracyjną. Od 1939 roku należał do Związku Walki Zbrojnej, zaś po akcji scaleniowej otrzymał przydział do 13 pułku piechoty AK obwodu „Opocznik”. Przyjął też okupacyjny pseudonim Zapolski. W 1941 roku powierzono mu dowództwo nad plutonem dywersyjno-sabotażowym o kryptonimie Dary w Dalekiem. Jego kompetencje oraz spory zakres swobody, wynikającej z piastowanego stanowiska, pozwalały mu na przeprowadzanie różnorakich operacji. Działań takich Majka nie wahał się podejmować, zwłaszcza gdy w grę wchodziło ratowanie ludzkiego życia.
Rozbudowane struktury AK nie pozwalały na to, aby poza wąską grupą najbliższych towarzyszy ujawniać swój udział i miejsce w organizacji. Wynikało to ze względów bezpieczeństwa. Taką zakonspirowaną w strukturach osobą był porucznik Marian Strzelecki, ps. Morski – płatnik obwodu „Opocznik”. W zakresie jego obowiązków było prowadzenie obsługi finansowej obwodu, w tym realizowanie wypłat na wydatki rzeczowe w terenie[4]. W listopadowy wieczór 1943 roku, jak co miesiąc, wysiadł na stacji Dalekie z zamiarem udania się do miejscowego leśniczego, a zarazem terenowego skarbnika – Zacharowicza. W teczce miał 170 tysięcy okupacyjnych złotych, a co gorsza, listę 14 członków organizacji, przewidzianych do otrzymania wypłat. W tym czasie w leśniczówce żandarmi dokonali aresztowania synów wspomnianego leśniczego, urządzając przy okazji zasadzkę, tzw. kocioł, na ewentualnych wspólników zatrzymanych. Wkrótce Strzelecki zatrzymany został przez ukryty w lesie patrol. Niemcy doprowadzili go do obstawionej wojskiem poczekalni stacji, gdzie przetrzymywano już innych zatrzymanych. Rewizja była tylko kwestią czasu. Listę udało mu się wprawdzie, wykorzystując nieuwagę Niemców, zniszczyć, ale wciąż obciążała go zawrotna suma pieniędzy, które miał przy sobie.
Zygmunt Majka uważnie obserwował sytuację z pokoju kasowego. Prawdopodobnie zauważył wyraźne zdenerwowanie mężczyzny z teczką oraz być może moment zniszczenia listy. Zdeterminowało go to do natychmiastowego działania. Przez uchylone okienko kasowe dyskretnie poinformował Strzeleckiego, by jeżeli ma w teczce jakiekolwiek obciążające go materiały, natychmiast mu je oddał. Następnie przeprowadził zaskoczonego Strzeleckiego do służbowego pomieszczenia za kasą. Tam przekazał mu kolejarski mundur oraz worek, do którego polecił spakować cywilne ubrania oraz zwróconą teczkę. Dla ubranego w strój kolejarza Strzeleckiego ryzyko dekonspiracji uległo znacznemu ograniczeniu. Mógł więc bez przeszkód, w towarzystwie zawiadowcy stacji, ruszyć na peron. Tam Majka ulokował go w służbowym wagonie jadącego do Wyszkowa składu towarowego, wraz z poleceniem dla kierownika pociągu, aby bezpiecznie przetransportował pasażera na stację w Wyszkowie.
Jak już wspomniano, struktury AK były mocno zakonspirowane, stąd Strzelecki nie wiedział, kim była osoba, która udzieliła mu pomocy. Jeszcze w budynku poczekalni zapytał Majkę, dlaczego mu pomaga. W odpowiedzi usłyszał: „Już ja wiem, komu mam pomagać”. Dopiero w pociągu dowiedział się, że niespodziewanej pomocy udzielił mu zawiadowca stacji Zygmunt Majka. W konspiracyjnych realiach nic mu jednak to nie mówiło. Niespodziewane aresztowanie i późniejsze losy obu postaci nie pozwoliły na szybkie ponowne spotkanie i dopiero po 48 latach Marian Strzelecki miał okazję podziękować Zygmuntowi Majce za uratowanie życia[5].
Konsekwencją opisywanej obławy było w znacznym stopniu rozpracowanie konspiracji w rejonie Dalekiego. W toku śledztwa wyszkowska żandarmeria ustaliła, iż tamtejszy zawiadowca stacji jest w rzeczywistości aktywnym członkiem AK o ps. Zapolski. 7 czerwca 1944 roku na zmierzającego na wyszkowską stację zawiadowcę oczekiwał już niemiecki patrol. Dokumenty, potwierdzające jego ważne dla płynności ruchu stanowisko, nie zrobiły wrażenia na eskorcie, stąd przypuszczenie, że zatrzymanie nie było przypadkowe i nie miało czysto represyjnego charakteru. Zresztą wątpliwości co do tego rozwiało wkrótce stwierdzenie prowadzącego przesłuchanie komendanta żandarmerii: „No to mamy was, Zapolski”. W dalszym scenariuszu Majka mógł więc zakładać długie godziny brutalnych przesłuchań w celu wydobycia od niego zeznań i kontaktów, co w efekcie i tak najprawdopodobniej zakończyłoby się jego śmiercią. Instynkt nakazywał mu więc szukać okazji do ucieczki. Okazja taka nadarzyła się w toku wstępnych przesłuchań. Pewność bowiem, z jaką Zygmunt Majka zaprzeczał oskarżeniom, akcentując konsekwencje dla ruchu kolejowego, jakie mogą wyniknąć z powodu jego absencji w pracy, spowodowały, że przesłuchujący zawahał się. Wszak kolej w dalszym ciągu pozostawała niezwykle ważnym elementem machiny wojennej, a ewentualne komplikacje, zwłaszcza w kontekście zbliżającego się frontu, przynieść mogły znaczne szkody. W celu im zapobieżenia Niemiec zdecydował się zatelefonować na stację Dalekie, aby wyjaśnić sytuację. Moment ten zdeterminował Majkę do działania[6].

Willa Józefa Cudnego przy ul. Zakolejowej, zajmowana w czasie okupacji przez niemiecką żandarmerię. Fotografia pochodzi ze zbiorów Stanisława Grzybowskiego, publikowana w: S. Grzybowski, Nadzieja z tamtych lat. Dzieje Armii Krajowej na ziemi wyszkowskiej, Warszawa 1990, rys. 104.
Z pokoju przesłuchań na pierwszym piętrze, przez otwarte okno, zdołał wyskoczyć na podwórze, ogrodzone dalej płotem z potrójnym rzędem drutu kolczastego. Majka, pokonując następnie tę przeszkodę, zahaczył bluzą o zwoje drutu, co dało żandarmom okazję do strzału. Trafiony w przedramię zdołał wydostać się z bluzy, upadając po drugiej stronie ogrodzenia. Słysząc za sobą krzyki zdezorientowanych żandarmów, kontynuował ucieczkę ul. Zakolejową w kierunku wiaduktu. Kiedy wbiegał do ogrodu pobliskiego domu, znajoma kobieta poradziła mu zagłębić się w rosnące nieopodal łany żyta. Tam, z uwagi na opuszczające go siły, postanowił się ukryć. Wszystko w odległości ledwie 400 metrów od budynku żandarmerii.
Początkowo żandarmi byli zaskoczeni nagłą ucieczką zatrzymanego, który mimo postrzału zdołał pokonać ogrodzenie i uciec z zasięgu ich wzroku. Dało mu to chwilową przewagę. Jednakże Niemcy, dysponując psem tropiącym, podjęli pościg. Owczarek złapał wprawdzie trop, jednakże inny pies odwrócił jego uwagę, ściągając pogoń w kierunku poprzecznej ulicy, biegnącej dalej na parcele. Żandarmi nabrali wtedy mylnego przekonania, że więzień uciekł w stronę Olszanki i na tym kierunku urządzili obławę z wykorzystaniem wojska. Przeczesanie dużego terenu między ulicami Serocką i Pułtuską nic jednak nie dało i w efekcie zniechęceni Niemcy zrezygnowali z pogoni, nie zdając sobie sprawy, że Majka leżał w tym czasie w zbożu, w bliskiej odległości od torów i budynku żandarmerii. Upływ krwi osłabił jego siły, jednak był na tyle przytomny, żeby wraz z nastaniem zmroku przekraść się do ogrodu państwa Grzywińskich nieopodal wiaduktu. Ci sprowadzili pomoc[7].
Wieść o ucieczce Majki od razu obiegła całą okolicę, alarmując mieszkańców. Późną nocą informację o rannym pani Grzywińska przekazała państwu Januszewskim. Opatrunkiem Majki bezzwłocznie zajęła się Janina Januszewska, sanitariuszka AK. Do rannego wezwano też wkrótce lekarza, a następnie zaczęto organizować przerzut uciekiniera poza Wyszków. W Boże Ciało wóz ze słomą i ukrytym pod nią Zygmuntem Majką, w eskorcie dwóch uzbrojonych akowców, udał się w stronę Kamieńczyka. Majkę umieszczono w rezydencji dziedzica Psykowskiego, gdzie mieścił się okupacyjny przejściowy lazaret. Tam zwołano konsylium lekarskie, które zdecydowało o dalszym leczeniu. Trwało ono przez kolejnych kilka tygodni, podczas których willa Psykowskiego stała się celem napadu rabunkowego szabrowników z tzw. bandy Michała. Szczęśliwie, poza utratą ubrań, nikt z mieszkańców nie ucierpiał. Januszewscy co pewien czas odwiedzali rannego, dostarczając niezbędne leki, każdorazowo ryzykując aresztowaniem podczas rutynowych, prowadzonych na moście, kontroli.
Zygmunt Majka nie wziął udziału w rozpoczynającej się wówczas akcji „Burza”. Powrócił do Wyszkowa już po wyzwoleniu, ponownie zamieszkał u państwa Januszewskich w willi Fusieckich. Niestety, już w kilka dni po powrocie na jego trop wpadło NKWD, które przystępowało do rozprawy ze strukturami AK. Radziecki oficer, rozpytujący o Majkę, pomylił jednak mieszkania, co dało czas osłabionemu jeszcze rannemu na ukrycie się w piwnicy domu. Oficjalnie radziecki oficer chciał poznać wsławionego ucieczką z żandarmerii niemieckiej partyzanta. Faktycznie jednak, w związku ze swoją okupacyjną przeszłością, Majka mógł spodziewać się aresztowania i wywózki, czego nie uniknęło kilku innych członków AK, w tym uratowany przez niego Marian Strzelecki. Konieczna stała się więc dalsza ucieczka. Jeszcze tego samego dnia udał się do Radzymina, a następnie na Pragę, gdzie zgłosił się do pracy w PKP. Ze względów bezpieczeństwa zerwał kontakty z Wyszkowem. Po wyzwoleniu wyjechał na tzw. Ziemie Odzyskane, gdzie ukrywając swoją okupacyjną przeszłość, pracował na kolei[8].
Przez wiele powojennych lat Marian Strzelecki próbował odnaleźć człowieka, który uratował go z niemieckiej obławy. Majka na tyle jednak dobrze zatarł za sobą ślady, iż odnalezienie okupacyjnego zawiadowcy okazało się niemożliwe. Dopiero po niemal pół wieku Marian Strzelecki znalazł wzmiankę o Zygmuncie Majce w książce St. Grzybowskiego „Nadzieja z tamtych lat”, opisującej dzieje okupacyjnego podziemia na terenie ziemi wyszkowskiej. Autor, były żołnierz AK, zbierając materiały do swojej monumentalnej pracy, posiadł też dokładniejsze informacje o bohaterskim kolejarzu, którymi podzielił się z Marianem Strzeleckim. Ten, po 48 latach od opisywanych wydarzeń, mógł w końcu nawiązać kontakt listowy ze swoim wybawicielem. Dzięki ich wzajemnej korespondencji utrwaliło się wiele szczegółów z barwnej historii Zygmunta Majki – bohaterskiego kolejarza w szeregach AK[9].
[1] P. Łepkowski, Polscy kolejarze byli bohaterami w czasie II wojny światowej, „Rzeczpospolita”, 02.02.2017, [online], dostęp: 20.02.2026, dostępny w: https://historia.rp.pl/historia/art2945651-polscy-kolejarze-byli-bohaterami-w-czasie-II-wojny-swiatowej.
[2] K. Janicki, Kolej w Polsce podczas II wojny światowej. Znaczenie, ceny, połączenia, prędkość i restrykcje, WielkaHistoria.pl, 16.05.2022, [online], dostęp: 20.02.2026, dostępny w: https://wielkahistoria.pl/kolej-w-polsce-podczas-ii-wojny-swiatowej-znaczenie-ceny-polaczenia-predkosc-i-restrykcje/.
[3] E.A. Daszkowski, Wyszkowskie wspomnienia, Szczecin 2000, s. 87.
[4] E. Szczuka, Strzelecki Marian ps. Morski (1911–1998), w: Ziemia wyszkowska i Puszcza Biała – „kto był kim”, t. 2, Wyszków 2024, s. 297–299.
[5] Historię opisał, na podstawie wspomnień zawartych w korespondencji pomiędzy Z. Majką a M. Strzeleckim, Eugeniusz Daszkowski; w: E.A. Daszkowski, op. cit., s. 95–98.
[6] S. Grzybowski, Nadzieja z tamtych lat. Dzieje Armii Krajowej na ziemi wyszkowskiej, Warszawa 1990, s. 46.
[7] E.A. Daszkowski, op. cit., s. 88–90.
[8] Ibidem, s. 92–94.
[9] Ibidem, s. 97–98.
Konferencja „Świadkowie czasu. Koleje losu” została zorganizowana przez Stowarzyszenie Akademia Rozwoju Społecznego KLUCZ we współpracy z Gminą Wyszków, Miejsko-Gminną Biblioteką Publiczną im. C. Norwida w Wyszkowie, Centrum Kształcenia Ustawicznego im. Jana Kochanowskiego w Wyszkowie i Zespołem Szkół nr 3 im. Jana Kochanowskiego w Wyszkowie w ramach Dni Wyszkowa z okazji 524. rocznicy nadania praw miejskich.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze