To była sprawa, o której pisały ogólnopolskie gazety. Kilka dni temu tę wstrząsającą historię przypomniała Karolina Andrzejczyk na facebookowym profilu „Długosiodło & Okolice”. Poniżej publikujemy treść artykułu, który ukazał się w „Ostatnich Wiadomościach Krakowskich” w 1938 roku. Z oryginalnego tekstu autorka wpisu usunęła nazwiska, aby czytelnicy nie doszukiwali się współczesnych powiązań rodzinnych.
⸻
„W pobliżu parowu we wsi Przetycz (gm. Długosiodło, pow. Ostrów Mazowiecka) gospodarz miejscowy, Stanisław, orząc w polu, miał przy sobie psa-wilczka, który w pewnej chwili znikł. Nagłe zniknięcie psa zaniepokoiło Stanisława, który udał się do parowu. Tam zobaczył, iż pies szarpie zwłoki jakiejś kobiety, będące w silnym rozkładzie.
O makabrycznym odkryciu gospodarz zawiadomił miejscowy posterunek. Policja zabezpieczyła zwłoki. W toku dochodzenia ustalono, iż denatką jest 22-letnia Helena, pracownica domowa, która jeszcze w listopadzie r. ub. przyjechała z Warszawy do swego brata Józefa we wsi Kalinowo tejże gminy i powiatu. Przybyła ona celem odebrania od brata spadku w wysokości 700 zł po zmarłej matce.
Nagłe pojawienie się siostry zdenerwowało mężczyznę. Gdy dowiedział się, że ma ona odebrać należne jej pieniądze, postanowił w jakiś sposób pozbyć się siostry. W toku rozmowy kobieta pokazała bratu 400 zł, które w czasie pracy w Warszawie zaoszczędziła na książeczce P.K.O., a wyjeżdżając podjęła je. Zamierzała po odebraniu spadku wyjść za mąż.
W dniu przyjazdu brat przyrzekł siostrze, że nazajutrz pójdą do P.K.O., gdzie podejmie pieniądze i wręczy jej.
W nocy, gdy kobieta zasnęła, brat powziął szatański plan. Śpiącej siostrze zarzucił poduszkę na głowę, następnie usiadł na jej klatce piersiowej, schwycił za kark i zadusił. Następnie trupa wywiózł do stodoły i zagrzebał w słomie.
Nazajutrz po przyjeździe do mieszkania brata przyszło kilka koleżanek kobiety, które chciały porozmawiać z przyjaciółką, a szczególnie dowiedzieć się, co słychać w Warszawie. Brat oznajmił przybyłym, że siostra nie mogła dłużej pozostać i już wyjechała do Warszawy.
W lutym r. b., tj. po upływie sześciu miesięcy, zbrodniarz przeniósł trupa siostry ze stodoły do stajni i zagrzebał w nawozie. W tych dniach wywoził nawóz ze stajni na pole. Jedną furę nawozu wraz z trupem siostry wywiózł pod wieś Przetycz, gdzie zwłoki znalazł pies.
Aresztowany siostrobójca, wzięty w krzyżowy ogień pytań, przyznał się do ohydnej zbrodni, opowiadając ze wszystkimi szczegółami jej przebieg. Potworna zbrodnia wywołała olbrzymie wrażenie nie tylko wśród mieszkańców Kalinowa, ale i całej okolicy.”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze