Mija dokładnie 17 lat od wydarzenia, które wstrząsnęło nie tylko Wyszkowem, ale całą Polską. 15 lutego 2009 roku w mieszkaniu przy ul. Chłodnej w stolicy doszło do jednej z najbardziej drastycznych zbrodni w najnowszej historii Polski. Sprawcą okazał się 20-letni wówczas mieszkaniec Wyszkowa – Jonasz S.
Jak można przeczytać w gazeta.pl, pierwszy policjant, który wszedł do mieszkania, zeznał:
„W łazience paliło się światło, drzwi były lekko przymknięte. Brunatne plamy pokrywały kafelki na ścianie i podłodze. W wannie stał duży pojemnik, przypominał mi taki pojemnik na mięso, jak u rzeźnika. Wystawały z niego kikuty nóg, bez stóp. Korpus z głową też leżały w tym pojemniku. W rogu wanny paliła się świeczka. Więcej już nie patrzyłem”.
Ofiarą była 42-letnia kobieta. Z ustaleń śledczych wynikało, że została uduszona. Biegli wskazali, że przyczyną śmierci było duszenie – nie dłonią, lecz najprawdopodobniej łańcuchem.
„Zaprosiłem dziwkę”
Sprawca w śledztwie przedstawiał różne wersje wydarzeń. Jak cytuje gazeta.pl, mówił wprost „Zaprosiłem dziwkę do siebie. Podałem jej adres, numer telefonu i pierwsze imię, jakie przyszło mi do głowy”.
Podczas pierwszego procesu przyznał, że doszło do kontaktu seksualnego i że przyduszał kobietę:„Pomiędzy mną, a pokrzywdzoną doszło do stosunki oralnego, w czasie którego przyduszałem ją rękami. Nie pamiętam jak, nie pamiętam na jakiej wysokości. (…) Ja tego nie planowałem, nie chciałem nic zrobić. (…) Jakoś tak wyszło… Nie panowałem nad tym, co robię”.
Śledczy ustalili jednak, że po śmierci ofiary sprawca dokonał makabrycznych czynności wobec jej ciała. Jak relacjonuje gazeta.pl, wyjaśniał: „Odłączałem skórę od kości, drobno siekałem i spuszczałem w toalecie”.
Z ustaleń biegłych wynikało, że nacięcia i okaleczenia zostały zadane już po śmierci kobiety.

(fot. KSP)
Wyszków w szoku
Sprawa szybko dotarła do Wyszkowa. Młody mężczyzna pochodził z naszego miasta, tu chodził do szkoły, tu był znany. Jak przypomina gazeta.pl, bestialstwo 20-latka „wstrząsnęło jego rodzinnym Wyszkowem, w mieście huczało od plotek na temat sprawcy i jego rodziny”.
Jednak rodzice nie odwrócili się od Jonasza S. nawet po zatrzymaniu – mieli mu wysyłać do więzienia gazety i książki, o które prosił.
Jego matka, „szefowa lokalnej gazety”, wcześniej angażowała również syna w pracę redakcyjną: „Publikował tam czasem fotografie, pisał notki z lokalnych wydarzeń”, jednocześnie była zaniepokojoną mocnym zaangażowaniem syna w związek z licealną miłością. „Nie zdasz matury!” - powtarzała. Dziewczyna była w jego życiu najważniejsza: według opisu gazeta.pl „miała silny charakter”, bywała „kontrolująca”, a on „się jej słuchał”; razem wyjechali do Warszawy i mieszkali tam najpierw w kawalerce przy ul. Bartoszewicza, a w lutym 2009 roku wynajęli dwupokojowe mieszkanie przy Chłodnej. On z początku studiował w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, ale „nie zaliczył nawet pierwszego semestru”.
Proces początkowo zakończył się wyrokiem 15 lat więzienia. Sąd uznał wtedy, że było to „zabójstwo z zamiarem ewentualnym”. W uzasadnieniu – jak cytuje gazeta.pl – wskazano m.in.: „Rozkawałkowywanie ciała dorosłej kobiety w niewielkiej łazience i wrzucanie ich do toalety wskazuje raczej na brak jakiegokolwiek namysłu, niż na przemyślany plan”.
Wyrok został jednak uchylony. W ponownym procesie sąd, opierając się m.in. na opinii biegłych, uznał, że istnieje wysokie ryzyko powtórzenia takich zachowań. Jak przytoczono w uzasadnieniu, cytowanym przez gazeta.pl:
„Nawet jeśli Jonasz S. przed zdarzeniem nie miał do końca świadomości swoich preferencji seksualnych, to po już jest świadomy i może chcieć to powtórzyć. W ocenie sądu kara dożywotniego pozbawienia wolności jest adekwatna do stopnia zawinienia i społecznej szkodliwości popełnionego czynu”.
W grudniu 2011 roku zapadł prawomocny wyrok dożywotniego pozbawienia wolności.
Dziś, 17 lat po tamtym lutowym wieczorze, sprawa Jonasza S. wciąż pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających kart w historii kryminalnej, która dotknęła Wyszków.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze