Reklama

Sprawą zdewastowanego skwerku zainteresowała się TVP3. Mieszkańcy nie kryją emocji [FOTO]

Redakcja wdi24
27/05/2026 15:53

Sprawa zniszczonego skwerku przy ul. 1 Maja, należącego do Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość”, ale od siedmiu lat pielęgnowanego społecznie przez pana Grzegorza, odbiła się szerokim echem. Tematem zainteresowała się redakcja TVP3, której ekipa pojawiła się dziś na miejscu, by porozmawiać z mieszkańcami osiedla.

Również my byliśmy obecni podczas nagrań. Do sprawy wracamy od kilku tygodni, a wczoraj informowaliśmy o zniszczeniach, jakie tam się pojawiły. Wypalona trawa, połamane drzewka, zniszczone kwiaty i popalone liście wywołały poruszenie nie tylko wśród mieszkańców bloków, ale również przechodniów.

Wielu z nich nie ukrywa oburzenia. Część mieszkańców krytycznie wypowiadała się także o wcześniejszej decyzji spółdzielni, która kilka tygodni temu nakazała usunięcie wszystkich nasadzeń i przywrócenie terenu do stanu sprzed siedmiu lat, z zapowiedzią, że w przeciwnym razie zrobi to we własnym zakresie.

Reklama

– To jest po prostu przykre. Aż ciężko patrzeć na to, co się tutaj stało – słyszeliśmy od mieszkańców.

– Nie miałabym sumienia zrobić komuś takiej krzywdy. Ktoś strasznie odwdzięczył się człowiekowi za jego pracę – mówiła jedna z sąsiadek.

– To są przecież pieniądze i ogrom pracy – dodawała kolejna mieszkanka.

Pani Danuta, która nie mieszka na osiedlu, ale często odwiedza znajomych w tej okolicy, również nie kryła emocji. – Bardzo podoba mi się inicjatywa tego pana. Takiego człowieka powinno się wspierać, a nie piętnować. To, co się stało, jest straszne. Mam nadzieję, że policja ustali, kto to zrobił i sprawca poniesie konsekwencje – mówiła.

Reklama

Krytycznie odniosła się również do wcześniejszego pisma ze spółdzielni nakazującego usunięcie roślin. – Moim zdaniem to karygodne. Sami nic tutaj nie zrobili, żadnej inicjatywy, żadnych nasadzeń. A człowieka, który chciał coś zrobić dla mieszkańców, potraktowano w taki sposób. Takie obywatelskie postawy powinno się doceniać, a nie zwalczać – podkreślała.

Pan Grzegorz szczegółowo opowiadał ekipie telewizyjnej o całej historii konfliktu. – Wpadłem na pomysł, że skoro przez ponad trzydzieści lat na tym trawniku nic się nie działo, to zrobię coś dla ludzi – mówił.

Reklama

Jak relacjonował, początkowo był przekonany, że teren należy do miasta. – Rozmawiałem jeszcze z burmistrzem Grzegorzem Nowosielskim, który przejeżdżał tędy i mówił, że fajnie to wygląda. Zawsze słyszałem, że brzoza należy do spółdzielni, ale teren za nią, w stronę ulicy, już do miasta. Dlatego sadziłem dalej – tłumaczył.

Po siedmiu latach otrzymał jednak pismo ze spółdzielni nakazujące usunięcie wszystkich nasadzeń. – Poszedłem do obecnego burmistrza, sprawdziliśmy mapy i okazało się, że teren rzeczywiście należy do spółdzielni. Napisałem więc pismo, zebrałem 153 podpisy mieszkańców bloków i domków jednorodzinnych. Zaniosłem je do prezesa spółdzielni. Do dziś nie dostałe żadnej odpowiedzi – mówił.

Reklama

Odnosząc się do zniszczeń, pan Grzegorz opowiadał: – Zauważyłem, że ktoś zaczął pryskać trawę Roundupem. Rano, przed godziną piątą, zobaczyłem, że drzewka są połamane. Zadzwoniłem po policję. Łzy mi poleciały – przyznał.

Jak relacjonuje, funkcjonariusze poinformowali go, że formalne zgłoszenie dotyczące zniszczenia powinien złożyć zarządca terenu, czyli spółdzielnia.

– Poszedłem do spółdzielni, ale zostałem zignorowany. Czekałem przed biurem do godziny 16. Prezes wyszedł i szybko odjechał samochodem, nie chciał ze mną rozmawiać. Zastanawiam się dlaczego. Gdyby nie miał nic do ukrycia, to chyba wysłuchałby mnie i zgłosił sprawę – mówił.

Reklama

Pan Grzegorz wylicza, że tylko w tym sezonie zainwestował w skwerek około 7 tysięcy złotych. Straty szacuje na około 2,3–2,6 tysiąca złotych. Mimo wszystko deklaruje, że nie zamierza się poddawać i będzie próbował ratować zniszczone rośliny. Deklaruje też chęć współpracy ze spółdzielnią. 

Mieszkańcy osiedla otwarcie stawali dziś po stronie pana Grzegorza. – Komu to przeszkadza? Jakiś chory człowiek musiał to zrobić – mówiła zbulwersowana mieszkanka do kamer naszej redakcji i TVP3.

– To cieszy nasze oko. Komu przeszkadza kilka kwiatków i drzewek? To nie wygląda na przypadkowe zniszczenie. To wygląda na działanie zaplanowane – dodawał jeden z lokatorów.

Reklama

– Śmietniki są niezabudowane, trawa wokół rośnie po kolana, leżą śmieci, a komuś przeszkadzają kwiaty? – komentował inny mieszkaniec. – Przecież wcześniej tutaj nic nie było. Jeśli ktoś robi coś nie dla siebie, tylko dla ludzi i mieszkańców, to dlaczego komuś to przeszkadza? – pytał retorycznie.

Z naszych informacji wynika, że redakcji TVP3 udało się telefonicznie porozmawiać z prezesem spółdzielni, jednak rozmowa nie odbyła się publicznie przed kamerą. My nadal nie otrzymaliśmy żadnego stanowiska spółdzielni, mimo wielokrotnych prób kontaktu. W sekretariacie pozostawiliśmy numer telefonu do redakcji z prośbą o odniesienie się do sprawy oraz przedstawienie perspektywy zarządcy terenu. Odpowiedź nie wpłynęła.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/05/2026 16:13
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości