Są ludzie, którzy osiągają sukces i na nim kończą. Są też tacy, którzy przez całe życie konsekwentnie przesuwają granice własnych możliwości. Do nich należy prof. dr hab. n. med. Robert Gajda- dwukrotny profesor, lekarz z siedmioma specjalizacjami, naukowiec, przedsiębiorca i sportowiec. Jego biografia wymyka się prostym definicjom. To opowieść o uporze i konsekwencji, dzięki którym kolejne osiągnięcia nie były ograniczone ani wiekiem, ani etapem życia. Przeciwnie - często przychodziły wtedy, gdy wielu uznałoby, że największe sukcesy mają już za sobą.
Wszystko zaczęło się w Wieniawie - niewielkiej miejscowości między Radomiem a Przysuchą. Trudno było wtedy przypuszczać, że chłopiec dorastający z dala od wielkich ośrodków akademickich zostanie lekarzem z siedmioma specjalizacjami, dwukrotnym profesorem, twórcą jednej z największych prywatnych grup medycznych na północnym Mazowszu oraz rekordzistą Polski w biegach. Jeszcze mniej, że po blisko dwudziestu latach wróci do pracy naukowej i osiągnie jej najwyższe stopnie.
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że jest to historia o sukcesie. W rzeczywistości jest to opowieść o człowieku, który nigdy nie traktował osiągnięć jako mety, lecz jako początek kolejnego etapu.
Robert Gajda nie był cudownym dzieckiem nauki ani nie dorastał w rodzinie profesorów. Przez większość życia pozostawał przede wszystkim lekarzem. Równocześnie trenował, budował własne placówki medyczne i zdobywał doświadczenie, które z czasem okazało się równie cenne jak dorobek akademicki.
Po ukończeniu studiów medycznych w Białymstoku rozpoczął pracę lekarza. Niedługo później obronił doktorat oparty na badaniach przeprowadzonych w Szpitalu Powiatowym w Pułtusku - przedsięwzięciu wyjątkowym jak na tamte czasy, ponieważ zostało zrealizowane poza dużym ośrodkiem akademickim.
Kolejne lata poświęcił przede wszystkim pacjentom. Zdobywał doświadczenie kliniczne i konsekwentnie poszerzał swoje kompetencje. Zamiast jednej specjalizacji wybierał kolejne. Najpierw choroby wewnętrzne (I a potem II stopień), później kardiologię, następnie medycynę rodzinną, medycynę pracy, medycynę sportową i geriatrię. Równolegle zdobywał liczne uprawnienia diagnostyczne, między innymi w zakresie badańultrasonograficznych, elektrokardiograficznychi szeregu innych
Efekt? Siedem specjalizacji lekarskich - osiągnięcie należące do absolutnej rzadkości.
To jednak dopiero część tej historii.
Odszkoły podstawowej cały czasrozwijała się druga pasja - sport. Bieganie nie było sposobem na odpoczynek po stresach dnia. Było szkołą systematyczności, dyscypliny i odporności psychicznej. Tu w codziennym treningu i rywalizacji sportowej nauczył się czegoś, co później wielokrotnie miało decydować o jego życiu: że największe znaczenie ma nie pierwszy kilometr, lecz ostatni. Że granica wytrzymałości często znajduje się dalej, niż podpowiada rozsądek. I że z najtrudniejszych momentów nie wychodzi się talentem, lecz konsekwencją.
Lata treningów przyniosły imponujące rezultaty. Robert Gajda został rekordzistą Polski medyków w maratonie na prawie 40 lat oraz rekordzistą Polski w biegu na milę w kategorii Masters. Wielokrotnie zdobywał tytuł Akademickiego Mistrza Polski, był również mistrzem Polski i należał do światowej czołówki zawodników Masters na dystansach 800 i 1500 metrów.
Dopiero z perspektywy czasu widać, że sport nigdy nie był dla niego celem samym w sobie. Był szkołą charakteru. To właśnie tam nauczył się wytrwałości, która później okazała się równie ważna w medycynie, nauce, zarządzaniu, a w końcu także w walce o własne zdrowie.
W tym samym czasie rozwijał działalność medyczną, która z biegiem lat przekształciła się w Grupę Gajda-Med - jeden z największych prywatnych podmiotów medycznych na północnym Mazowszu. Wydawało się, że jego zawodowa droga została już wyznaczona. Był lekarzem, przedsiębiorcą i menedżerem. Kariera naukowa zeszła na dalszy plan. Tak mogłoby pozostać. Stało się inaczej.
Doktorat obronił w 1993 roku. Przez kolejne lata leczył pacjentów, zdobywał specjalizacje i rozwijał własne placówki medyczne. Około 2011 roku podjął decyzję, której niewielu by się spodziewało - wrócił do nauki. Nie wracał do świata, który kiedyś opuścił. Nauka zdążyła się zmienić. Pojawiły się nowe metody badawcze, nowe narzędzia analizy danych i nowe standardy publikowania wyników. Musiał od nowa zbudować warsztat badawczy, opanować współczesne metody analizy danych, wrócić do systematycznego śledzenia światowej literatury i nawiązać współpracę z ośrodkami naukowymi.
Praktycznie zaczynał od początku.
Powrót do nauki okazał się znacznie trudniejszy, niż mogło się wydawać. Warto uświadomić sobie, co to oznaczało. Młody naukowiec może podporządkować badaniom niemal całe swoje życie. Robert Gajda wracał do nich jako doświadczony lekarz, przedsiębiorca i menedżer, odpowiedzialny każdego dnia za pacjentów, zespół i funkcjonowanie własnych placówek medycznych. Dni wypełniała praca z pacjentami, zarządzanie szpitalem i przychodniami oraz obowiązki organizacyjne. Wieczory i noce należały do nauki - publikacji, analiz statystycznych i przygotowywania kolejnych badań. Przez wiele lat funkcjonował równocześnie w dwóch światach. Jeden tworzyła codzienna praktyka lekarska. Drugi - praca naukowa. Nie próbował ich rozdzielać. Szukał miejsca, w którym mogły się spotkać.
Tak narodziło się Centrum Kardiologii Sportowej w Pułtusku - naturalne połączenie dwóch jego największych pasji: kardiologii i sportów wytrzymałościowych. To właśnie tam zaczęły rodzić się pytania, na które nie było jeszcze odpowiedzi i takie, których może wcześniej niemal nikt nie stawiał. Czy wieloletni wysiłek wytrzymałościowy rzeczywiście wydłuża życie? A może w pewnych sytuacjach zwiększa ryzyko zaburzeń rytmu serca? Jak wcześnie można je wykryć? Czy zwykły zegarek sportowy, używany przez tysiące biegaczy, może stać się narzędziem diagnostycznym? Na pierwszy rzut oka były to pytania sportowca. W rzeczywistości stały się pytaniami naukowca. Odpowiedzi szukał nie tylko w gabinecie, ale przede wszystkim w badaniach. Efektem były publikacje dotyczące wykrywania zaburzeń rytmu serca z wykorzystaniem urządzeń używanych przez sportowców do kontroli treningu, tzw. pulsometrów - obszaru, który z czasem stał się jednym z najważniejszych filarów jego dorobku naukowego.
Równolegle rozwijała się współpraca z czołowymi ośrodkami naukowymi w Polsce, między innymi z Narodowym Instytutem Kardiologii w Aninie, Akademią Wychowania Fizycznego i Instytutem Sportu w Warszawie oraz Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu. Kolejne projekty przynosiły publikacje, wystąpienia naukowe i granty. Wydawało się, że nic nie jest już w stanie wytrącić go z tego rytmu. Wtedy świat zatrzymała pandemia COVID-19. Dla większości ludzi był to czas niepewności. Dla Roberta Gajdy - jeden z największych egzaminów organizacyjnych w jego zawodowym życiu. W Szpitalu Powiatowym Gajda-Med w Pułtusku stworzył jeden z największych oddziałów covidowych w Polsce, liczący w szczytowym okresie blisko 130 łóżek. Równocześnie kierowany przez niego szpital realizował Teleplatformę Pierwszego Kontaktu - największy kontrakt w historii Narodowego Funduszu Zdrowia, zapewniający porady pacjentom z całego kraju. Można było przypuszczać, że działalność naukowa zejdzie na dalszy plan. Stało się odwrotnie. Powstawały kolejne publikacje, rozwijała się współpraca międzynarodowa, a nazwisko Roberta Gajdy coraz częściej pojawiało się obok uznanych badaczy z Polski i zagranicy. Docenił to prezydent RP Andrzej Duda odznaczając go Srebrnym Krzyżem Zasługi oraz Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzikodznaczając go Medalem Pamiątkowym „Pro Masovia”.Radni Pułtuska nadali mu tytuł Honorowego Obywatela Pułtuska
Naturalnym następstwem dorobku naukowego była habilitacja, zakończona jednogłośnym poparciem komisji. Dla wielu naukowców byłby to moment podsumowania wieloletniej pracy. Dla niego był początkiem kolejnego etapu. Przed nim były jeszcze dwa postępowania profesorskie. W dwóch różnych dyscyplinach naukowych.
W świecie nauki wiele osiągnięć można zmierzyć. Liczbą publikacji, cytowań, grantów czy wskaźnikami bibliometrycznymi. Są jednak także takie, których nie da się sprowadzić do liczb. Do nich należy tytuł profesora - najwyższe wyróżnienie naukowe nadawane w Polsce przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Dla większości naukowców jego uzyskanie jest zwieńczeniem całej kariery. Robert Gajda otrzymał dwa tytuły profesora - w dwóch różnych dyscyplinach naukowych: naukach o zdrowiu i naukach medycznych.
Choć nazwy brzmią podobnie, obejmują odmienne obszary badań. Nauki medyczne koncentrują się przede wszystkim na diagnostyce i leczeniu chorób. Nauki o zdrowiu dotyczą profilaktyki, rehabilitacji, aktywności fizycznej i zdrowia publicznego. Przez lata Robert Gajda prowadził badania obejmujące oba te światy. Zajmował się sercem sportowca, wpływem wysiłku wytrzymałościowego na organizm, mechanizmami powstawania zaburzeń rytmu serca, rehabilitacją oraz wpływem hipoksji na organizm człowieka.
Nie planował zdobycia dwóch profesur. Po prostu konsekwentnie rozwijał badania, które z czasem wykraczały poza granice jednej dyscypliny.
Po pierwszym postępowaniu profesorskim wielu uważało, że osiągnął już szczyt swojej kariery naukowej. Kilkanaście miesięcy później zakończyło się drugie postępowanie - również z wynikiem pozytywnym. W ten sposób znalazł się w bardzo wąskim gronie polskich naukowców, którzy otrzymali tytuł profesora w dwóch różnych dyscyplinach naukowych.
To osiągnięcie rodzi zresztą nietypowe pytanie. Jak właściwie zapisać tytuł osoby, która jest profesorem w dwóch różnych dyscyplinach? Polska praktyka akademicka nie wykształciła dla takiej sytuacji odrębnej formy. Nie pisze się przecież „prof. prof.”. Pozostaje klasyczny zapis: „prof. dr hab. n. med. Robert Gajda”, a informację o dwóch profesurach podaje się w biogramie. To drobny szczegół, ale dobrze pokazuje, jak rzadkie jest takie osiągnięcie.
Było to zwieńczenie drogi rozpoczętej wiele lat wcześniej, a zarazem dowód, że nawet po blisko dwóch dekadach przerwy można wrócić do nauki i osiągnąć jej najwyższe stopnie.
Równolegle rozwijała się współpraca międzynarodowa. Nazwisko Roberta Gajdy coraz częściej pojawiało się w publikacjach tworzonych wspólnie z naukowcami z Polski, Niemiec, Szwajcarii, Hiszpanii, Włoch i Stanów Zjednoczonych. Dorobek obejmował prace z zakresu kardiologii sportowej, rehabilitacji, fizjologii wysiłku i chorób układu krążenia. Wśród nich znalazły się również dwie publikacje w European Heart Journal - jednym z najbardziej prestiżowych czasopism kardiologicznych na świecie.
Wydawało się, że historia osiągnęła swój naturalny punkt kulminacyjny. Wtedy pojawił się nowotwór. Nagle tytuły, publikacje i osiągnięcia zeszły na dalszy plan. Pozostało jedno pytanie: czy wystarczy czasu, aby dokończyć to, co jeszcze zostało do zrobienia?
Sport nauczył go cierpliwości. Nauczył, że maraton wygrywa się nie na pierwszych kilometrach, lecz wtedy, gdy organizm mówi, że nie da już rady. Przez dziesięciolecia Robert Gajda diagnozował, leczył i podejmował decyzje dotyczące zdrowia innych. Pewnego dnia sam usiadł po drugiej stronie biurka.
Diagnoza nowotworu głowy i szyi przyszła nagle. W jednej chwili plany dotyczące kolejnych badań, publikacji i projektów naukowych przestały mieć znaczenie. Najważniejsze stało się leczenie. Lekarz wie o chorobie więcej niż większość pacjentów. Zna statystyki, możliwe powikłania i rokowania. Paradoksalnie właśnie ta wiedza często sprawia, że chorobę przeżywa się jeszcze trudniej. Po rozległej operacji przyszły radioterapia i chemioterapia. Później pojawiły się powikłania, kolejne hospitalizacje i długie miesiące rehabilitacji. Dla człowieka przyzwyczajonego do nieustannego działania była to lekcja pokory, ale również kolejny egzamin z wytrwałości.
To właśnie cechy, które przez lata pomagały mu w sporcie, medycynie i nauce, okazały się najcenniejsze również wtedy: systematyczność, dyscyplina i odporność psychiczna. Kiedy inni widzieli profesora, przedsiębiorcę czy rekordzistę Polski, on coraz częściej widział po prostu pacjenta. Takiego samego jak ci, których przez lata sam leczył. To doświadczenie zmieniło jego spojrzenie na medycynę. Pozwoliło lepiej zrozumieć lęk, bezradność, nadzieję i wartość zwykłego dnia bez bólu. W tym samym czasie trwało drugie postępowanie profesorskie. Nominacja nabrała zupełnie innego znaczenia. Nie była już tylko potwierdzeniem dorobku naukowego. Stała się symbolem zwycięstwa nad okresem, który mógł przekreślić wiele planów.
Historia Roberta Gajdy nie jest jednak historią dwóch profesur ani siedmiu specjalizacji. Nie jest również historią rekordów sportowych. Jest historią człowieka, który kilka razy zaczynał od nowa - jako sportowiec, lekarz, przedsiębiorca, naukowiec wracający do badań po blisko dwóch dekadach i wreszcie jako pacjent walczący o powrót do zdrowia Dziś nadal prowadzi badania, publikuje i planuje kolejne projekty. Nie dlatego, że musi zdobywać następne tytuły. Po prostu taki jest. Ludzie często pytają, co było jego największym osiągnięciem. Dwie profesury? Siedem specjalizacji? Rekordy Polski? Rozbudowa szpitala? Ponad 150 publikacji? Być może odpowiedź jest prostsza.
Przez ponad trzydzieści lat, mimo kolejnych sukcesów i życiowych prób, nie przestał iść do przodu.
Każdy kraj ma swoich wybitnych ludzi. Nie wszyscy trafiają do podręczników historii ani na pierwsze strony gazet. Historia Roberta Gajdy pokazuje, że jedne z najbardziej niezwykłych biografii powstają właśnie z dala od medialnego rozgłosu. Patrząc na drogę, którą przeszedł, trudno oprzeć się wrażeniu, że najlepsze rozdziały tej historii mogą być jeszcze przed nim. Z korzyścią dla polskiej medycyny i – przede wszystkim – dla jej pacjentów.

Pałac Prezydencki. Prezydent RP Andrzej Duda w dniu 20 maja 2025 r wręcza nominacje profesorską Robertowi Gajdzie podpisaną w dniu 5 marca 2025 r. w dyscyplinie: nauki o zdrowiu

Zdj.2. Pałac Prezydencki. Prezydent RP Karol Nawrocki w dniu 3 lipca 2026 r wręcza nominacje profesorską Robertowi Gajdzie podpisaną w dniu 2 czerwca 2026 r. w dyscyplinie: nauki medyczne

Zdj.3. prof. dr hab. n. med. Robert Gajda - przedsiębiorca

Zdj.4. prof. dr hab. n. med. Robert Gajda - sportowiec

Zdj.5. prof. dr hab. n. med. Robert Gajda - lekarz
/artykuł partnera
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze