Reklama

Walczyła o niego dwa razy, trzy lata temu uratowała mu życie. Tym razem zabrakło leku, który mógł ocalić Jasia

Redakcja wdi24
17/07/2026 00:44

Są ludzie, którzy nigdy nie przechodzą obojętnie obok cierpienia zwierząt. Do takich osób należy pani Łucja Lenartowicz, dobrze znana w swojej okolicy z zaangażowania w ratowanie potrzebujących zwierząt. Wielokrotnie udowadniała, że gdy potrzebna jest pomoc, reaguje bez wahania.

Zaledwie kilka dni temu informowaliśmy o jej działaniach po gwałtownej wichurze, która zniszczyła bocianie gniazdo. To właśnie pani Łucja podjęła starania, aby uratować bocianią rodzinę i zapewnić ptakom szansę na przetrwanie. Kilka lat wcześniej stoczyła inną, równie dramatyczną walkę.

Trzy lata temu uratowała maleńkiego szczeniaka, który jako jedyny z czwórki rodzeństwa przeżył parwowirozę. Choć rokowania były bardzo złe, nie poddała się. Przez wiele dni i nocy opiekowała się nim, walcząc o jego życie. Szczeniak przeżył. Otrzymał imię Jaś i przez kolejne trzy lata był jej wiernym towarzyszem.

Reklama

Niestety, kilka dni temu doszło do tragedii.

Podczas spaceru nad Liwcem Jaś został ukąszony przez żmiję. Jak relacjonuje pani Łucja, już po około 25 minutach pies był w lecznicy weterynaryjnej. Natychmiast rozpoczęła się walka o jego życie.

Nie zabrakło determinacji ani ludzi gotowych do pomocy. Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania antytoksyny – surowicy stosowanej w leczeniu po ukąszeniu przez żmiję. Wykonywano telefony do lecznic weterynaryjnych w całej Polsce, prosząc o choć jedną ampułkę leku.

Reklama

Niestety, mimo ogromnego zaangażowania wielu osób, czasu zabrakło. Gdy udało się odnaleźć preparat, było już za późno. Na profilu pani Łucji pojawił się krótki, poruszający wpis: „Dziękuję za każdy telefon i każdą chęć pomocy, ale już jej nie potrzebujemy. Mój Jasiek umarł.”

To historia, która poruszyła wiele osób. Jaś nie był dla swojej opiekunki „tylko psem”. Trzy lata wcześniej wygrał walkę o życie dzięki jej poświęceniu. Tym razem, mimo błyskawicznej reakcji i wsparcia wielu ludzi, nie udało się go uratować.

Reklama

Ta tragedia rodzi również ważne pytanie o dostępność antytoksyny stosowanej po ukąszeniu przez żmiję. W sytuacji, gdy o życiu zwierzęcia decydują minuty, brak łatwo dostępnego preparatu może przekreślić nawet najszybciej udzieloną pomoc.

Źródło: Martyna Świstow / oprac. red.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości