Reklama

Wyszkowianie po Pol’and’Rock dzielą się wrażeniami. Wśród nich festiwalowi debiutanci

Redakcja wdi24
04/08/2026 16:53

To były trzy dni muzyki, zabawy, spotkań ludzi z całej Polski. Ale nie tylko. Faktem jest też, że wielu przyjeżdża nawet na tydzień, by znaleźć idealne miejsce na rozstawienie namiotu, by wcześniej móc poczuć ten klimat. Za nami 32. Pol’and’Rock Festival w Czaplinku, który ponownie zgromadził setki tysięcy uczestników. Na dwóch scenach wystąpiły zarówno światowe gwiazdy, jak Godsmack, Dropkick Murphys, P.O.D. czy Kosheen, jak i czołówka polskiej sceny muzycznej – m.in. Myslovitz, Dżem, Happysad, Nocny Kochanek, Varius Manx z Kasią Stankiewicz, Voo Voo czy Daria ze Śląska. Nie zabrakło także ciekawych rozmów w Akademii Sztuk Przepięknych, stref organizacji pozarządowych, warsztatów i dziesiątek dodatkowych atrakcji. 

Tegoroczny festiwal zapisał się niezwykłą atmosferą. Wielu artystów nie kryło wzruszenia, gdy około 800 tysięcy uczestników śpiewało ich utwory niemal od pierwszego do ostatniego słowa. Na polach namiotowych życie tętniło do świtu, a między scenami można było zobaczyć obrazki, które od lat są znakiem rozpoznawczym Pol’and’Rock – siedemdziesięciolatków przybijających piątki z nastolatkami, całe rodziny bawiące się na kocach z kilkuletnimi dziećmi czy zupełnie obcych sobie ludzi uśmiechających się do siebie szeroko. 

Z pośród występujących kapel ogromne wrażenie na publiczności zrobił m.in. koncert młodego zespołu ADHD, laureata festiwalowych eliminacji, który na Małej Scenie zebrał znakomite recenzje. Równie mocno zapisał się występ Varius Manx z Kasią Stankiewicz – podczas koncertu nie brakowało wzruszeń, a wielu uczestników śpiewało największe przeboje zespołu ze łzami w oczach. 

Reklama

Na tym największym wydarzeniu muzycznym w Polsce, a pewnie i w Europie, byli także mieszkańcy Wyszkowa, w tym nasza redaktorka, która zapytała ich o wrażenia.

– Pol’and’Rock to nie all inclusive. A w tym roku widzę naprawdę sporo głosów niezadowolenia – opowiada Martyna. – Ludzie narzekają na kurz, błoto, brak prądu, kolejki, toi toie czy inne niewygody. Tylko… przecież właśnie taki od zawsze jest ten festiwal. Pol’and’Rock to kurz, pot, błoto, spanie pod namiotem, ładowanie telefonu gdzie się da i żywienie się chińskimi zupkami. I nikt nigdy nie obiecywał, że będzie inaczej – dodaje. 

Reklama

Jak podkreśla, przecież nie o warunki tutaj chodzi. –  Pol’and’Rock to muzyka. To ludzie. To atmosfera, której nie da się opisać, jeśli nigdy się jej nie przeżyło. I jeszcze jedno – jeśli nie chcesz brać udziału w pogo, to po prostu nie pchasz się pod samą barierkę. To nie miejsce na oczekiwanie własnej strefy komfortu. Pogo było, jest i będzie częścią koncertowej kultury. Wystarczy wybrać miejsce odpowiednie dla siebie. Dla mnie było cudownie. Jak zawsze. Tysiące uśmiechów, zewsząd płynące dobro, masa wzruszeń, świetne koncerty i ta niesamowita energia, która sprawia, że przez kilka dni wszyscy jesteśmy jedną wielką festiwalową rodziną – podsumowuje wyszkowianka.

Swojego zachwytu nie ukrywa także 14-letni mieszkaniec Wyszkowa, dla którego był to pierwszy Pol’and’Rock. – Było zarąbiście! – mówi wprost.  – Najlepsze wydarzenie, jakie przeżyłem. Niesamowite koncerty! Poznałem też nowe zespoły. Najbardziej podobał mi się koncert nastolatków z ADHD, ale w ogóle ludzie, klimat… to było totalnie niesamowite! Kompletnie nie wiedziałem, czego się spodziewać, a okazało się to przeżyciem totalnie niezwykłym i pięknym. Już wiem, że będę jeździł co roku. Polecam wszystkim! – mówi.

Reklama

Debiutantką była również Magda. Jak podkreśla, to było spełnienie jej dziecięcych marzeń. –  Zastanawiałam się, czy nie rozczaruje mnie to, co przez lata idealizowałam w swojej głowie. Och, jak bardzo się myliłam! Pierwszego dnia po wyjściu na pole festiwalowe przez pół godziny nie mogłam przestać płakać ze wzruszenia. Ten ogrom miłości wokół był nie do opisania. Tysiące uśmiechniętych twarzy, przybijanie piątek, obca osoba robiąca nam zdjęcie polaroidem, śpiewanie w kolejce do toi toia, by odciągnąć uwagę od ucisku na pęcherzu, obcy ludzie częstujący papierem czy żelem antybakteryjnym do rąk – to tylko kropla w morzu dobroci, które nas tam spotkało. Wszędzie unoszący się kurz i nieprzyjemny zapach z toalet przypominały mi tylko, że nie zwariowałam i to wszystko, co tak piękne, dzieje się naprawdę. Dziś wiem, że mój pierwszy Pol’and’Rock na pewno nie będzie ostatnim. Marzenia są po to, by je spełniać, a miłości wokół nigdy nie może być za dużo! – mówi.

32-letni Sebastian zwraca uwagę na ciekawą symbolikę – jest dokładnie w tym samym wieku, co tegoroczna edycja festiwalu, licząc jego historię od czasów Przystanku Woodstock.  – Dla wielu ludzi Pol’and’Rock to koncerty. Dla mnie przede wszystkim to ludzie – mówi. 

Reklama

– To miejsce, do którego przyjeżdżamy z naszymi przyjaciółmi, ale też po to, żeby spotkać naszą woodstockową rodzinę. Ludzi rozsianych po całej Polsce, z którymi na co dzień dzielą nas setki kilometrów, a mimo to wystarczy przekroczyć bramę festiwalu i wszystko jest dokładnie takie samo, jakbyśmy rozstali się wczoraj. To właśnie tutaj uświadamiam sobie, że prawdziwe relacje nie potrzebują codziennych spotkań. Wystarczy kilka dni w roku, wspólny  koncert, kawa o poranku czy piwo wieczorem, żeby znów poczuć, że jesteśmy u siebie. Jest kurz. Jest błoto. Czasem leje deszcz, czasem nie ma prądu. Ale tu liczy się coś zupełnie innego – wolność, muzyka, atmosfera i ludzie, którzy bezinteresownie dzielą się dobrem. I właśnie dlatego co roku wracam i będę wracał. Zaraz będzie ciemno! - zakończył znanym poll'and'rockowiczom zwrotem. 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 04/08/2026 17:35
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości