Koniec wakacji bywa dla nastolatków dużo trudniejszym doświadczeniem, niż zakładają rodzice. Za pozornym lenistwem, złością i niechęcią do szkolnych obowiązków mogą kryć się emocje związane z utratą swobody i walką o niezależność — tłumaczy psychoterapeuta prof. Sylwester Bębas.
Historia 14-letniej Elizy dobrze pokazuje, jak wygląda ten trudny czas w wielu polskich domach. Dziewczynka pod koniec sierpnia zamieniła dzień z nocą, spała do południa, a każda próba rozmowy o szkole kończyła się konfliktem. Jej mama, Aleksandra (imiona bohaterek zostały zmienione na ich prośbę), przyznaje, że ostatnie dni wakacji były w ich domu wyjątkowo napięte.
— Pod koniec sierpnia właściwie zamieniła dzień z nocą. Potrafiła oglądać seriale albo rozmawiać z koleżankami przez telefon do drugiej czy trzeciej nad ranem. Budziła nas, bo śmiała się albo rozmawiała za głośno — opowiada Aleksandra.
Nastolatka snuła się po domu w piżamie, nie przejmowała się bałaganem w pokoju ani nieumytymi naczyniami. Zapisana na sierpniowe korepetycje z matematyki, poszła tylko raz i odmówiła kolejnych spotkań, powołując się na trwające wakacje. A czekał ją ostatni rok podstawówki i egzamin ósmoklasisty.
Koniec wakacji i autonomia nastolatka
Zdaniem prof. Sylwestra Bębasa, psychoterapeuty, takie reakcje nie muszą świadczyć o braku odpowiedzialności. Dla dorosłego koniec lata to prosta zmiana w kalendarzu, ale dla nastolatka bywa czymś znacznie poważniejszym — utratą poczucia autonomii i możliwości decydowania o własnym czasie.
Ekspert zwraca uwagę, że wakacje dają młodemu człowiekowi doświadczenie wolności, której powrót do szkoły nagle go pozbawia. Znów pojawiają się oceny, sztywny harmonogram i narzucone reguły. To rodzi wewnętrzny konflikt między pragnieniem samodzielności a koniecznością podporządkowania się dorosłym.
— Nastolatek chce być niezależny, ale jednocześnie nadal potrzebuje opieki, granic i oparcia w dorosłych. Chce decydować o sobie, choć nie zawsze jest gotowy ponosić konsekwencji swoich decyzji — podkreśla prof. Bębas.
Lęk i bezradność pod złością
Specjalista dodaje, że pod złością czy wycofaniem może kryć się nie tylko potrzeba autonomii, lecz także lęk, bezradność czy obawa przed porażką. Nastolatki w okresie dojrzewania często postrzegają rzeczywistość skrajnie: wakacje wydają im się idealne, a szkoła wyłącznie zła. Z czasem uczą się dostrzegać, że ta sama sytuacja może dawać zarówno radość, jak i frustrację.
Poranek 1 września u Elizy
Największe napięcie w domu Elizy pojawiło się rano 1 września. Nastolatka nie mogła wstać, była rozdrażniona, bo poprzedniego dnia znów położyła się po północy. Odmówiła też założenia eleganckiego ubrania, które przygotowała jej mama.
— Kompletnie nie chciała go założyć. Stwierdziła, że nie będzie się stroić. W efekcie młodsza córka poszła do szkoły ubrana na galowo, a Eliza poszła w dresie i zwykłym T-shircie — opowiada Aleksandra.
Wcześniej rodzice musieli namawiać nastolatkę nawet na wspólny wyjazd po szkolne rzeczy. Nie interesowały jej zeszyty ani przybory. Dopiero z perspektywy czasu jej mama zaczęła podejrzewać, że nie chodziło o lenistwo, lecz o niezgodę na to, że beztroski czas naprawdę się kończy.
Zdaniem prof. Bębasa takie zachowania mogą być formą odzyskiwania wpływu na własne życie. Rodzicielskie polecenia typu »wstań«, »odłóż telefon«, »odrób lekcje« nastolatek często odczytuje jako komunikat, że znów ktoś będzie decydował za niego. Słowa »nie chcę« czy »to moje życie« bywają wtedy próbą zaznaczenia własnej odrębności.
Błędne koło kontroli rodziców
Aleksandra przyznaje, że im bliżej było 1 września, tym częściej dochodziło w domu do kłótni. Prośby, by wcześniej odłożyła telefon, poszła spać czy pomogła w obowiązkach, kończyły się trzaskaniem drzwiami. To wzorzec, który psychoterapeuci dostrzegają w wielu rodzinach z nastolatkami.
— Powstaje błędne koło: im bardziej nastolatek walczy o autonomię, tym mocniej rodzic próbuje przywrócić kontrolę; im mocniej rodzic kontroluje, tym silniejszy staje się protest nastolatka — zauważa prof. Bębas.
Ekspert zaznacza, że w takim starciu obie strony przestają widzieć siebie nawzajem jako osoby z własnymi potrzebami. Rodzic zaczyna postrzegać dziecko wyłącznie jako buntownika, a nastolatek widzi w rodzicu jedynie kogoś, kto próbuje go kontrolować. Wyjściem z tego impasu nie musi być rezygnacja z granic — można je stawiać, jednocześnie okazując zrozumienie dla emocji dziecka.
Kiedy warto skorzystać z pomocy specjalisty
Aleksandra wierzy, że rytm dnia jej córki wróci do normy po kilku dniach szkoły. Podobnie widzi to prof. Bębas — dla wielu nastolatków to naturalny proces adaptacji po okresie większej swobody. Nie każda złość i niechęć do szkoły wymagają od razu konsultacji z terapeutą.
— Nie każda złość, bunt czy niechęć do szkoły oznaczają trudność wymagającą pomocy specjalisty. Warto jednak zwrócić uwagę, gdy objawy są długotrwałe, nasilają się i wyraźnie utrudniają nastolatkowi codzienne funkcjonowanie — stwierdza prof. Sylwester Bębas.
Psychoterapeuta radzi, by zamiast szybkiego uspokajania dziecka spróbować nazwać jego emocje. Reakcja typu »widzę, że bardzo nie chcesz wracać do szkoły« nie rozwiązuje problemu, ale daje nastolatkowi sygnał, że jego uczucia są zrozumiałe. Akceptacja emocji nie oznacza przy tym zgody na każde zachowanie — złość może być dopuszczalna, obrażanie już nie.
Prof. Bębas podkreśla, że drogą do dojrzałości jest umiejętność przeżywania sprzecznych uczuć jednocześnie: miłości i złości, potrzeby niezależności i wsparcia, radości i frustracji. Za szkolnym »nie chcę« bardzo często kryje się po prostu żal, że lato właśnie się skończyło.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze