Dziś ponownie byliśmy na skwerku przy ul. 1 Maja. Tym razem emocji nie brakowało. Wokół pana Grzegorza zebrała się grupa mieszkańców popierających jego działania, ale pojawił się również głos z drugiej strony. Jeden z mieszkańców stanął w obronie decyzji Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość”. Nie dlatego, że nie podobają mu się kwiaty. Jego argument był inny: teren należy do spółdzielni, a nasadzenia powstały bez jej zgody. To wystarczyło, by rozpoczęła się naprawdę gorąca dyskusja.
Pozostali mieszkańcy odpowiadali: „Nam się podoba”, „To jest nasze, mieszkańców”. Wracał też temat słów, które – według relacji pana Grzegorza – miał wcześniej wypowiadać prezes Mirosław Marszał, podkreślając, że "teren należy do niego".
Samego prezesa na miejscu nie było, więc do bezpośredniej rozmowy z mieszkańcami nie doszło.
W trwającej od miesięcy sprawie pojawił się jednak nowy, bardzo konkretny wątek. Do konfliktu włączył się burmistrz Wyszkowa Piotr Płochocki i zaproponował rozwiązanie, które – jeśli porozumienie ze spółdzielnią okaże się niemożliwe – może pozwolić uratować przynajmniej część nasadzeń.
Kto może decydować?
O sprawie pisaliśmy wielokrotnie. Pan Grzegorz od około ośmiu lat zajmuje się niewielkim skwerkiem przy ul. 1 Maja. Sadził tu kwiaty, krzewy i drzewka, pielęgnował je i finansował z własnej kieszeni. Jak wielokrotnie tłumaczył, przez lata był przekonany, że teren należy do miasta. Rozmawiał również z ówczesnym burmistrzem Grzegorzem Nowosielskim, który – według jego relacji – pozytywnie oceniał inicjatywę.
Dopiero później, po sprawdzeniu granic działek w urzędzie, okazało się, że zasadnicza część zagospodarowanego terenu należy do Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość”.
Spółdzielnia zażądała usunięcia nasadzeń i przywrócenia nieruchomości do wcześniejszego stanu. W ostatnim piśmie, zatytułowanym „Wezwanie ostateczne”, wyznaczyła panu Grzegorzowi termin do 15 października 2026 roku. Jeśli tego nie zrobi, zgodnie z treścią pisma rośliny ma usunąć sama spółdzielnia, a kosztami prac obciążyć pana Grzegorza.
Termin przypada już po zakończeniu sezonu wegetacyjnego i okresu, w którym większość znajdujących się tu roślin kwitnie.
TVP3 ponownie na miejscu. Mieszkańcy przyszli ze wsparciem
Dziś na skwerku ponownie pojawiła się ekipa TVP3. Byliśmy tam również my. Na zaproszenie pana Grzegorza przyszła grupa osób, które chciały publicznie wyrazić swoje zdanie. Zdecydowana większość obecnych opowiadała się za pozostawieniem skwerku.
Mieszkańcy zwracali uwagę na wygląd innych terenów należących do spółdzielni. Ich zdaniem brakuje na nich nie tylko kwiatów czy innych nasadzeń, ale miejscami również podstawowego zagospodarowania. Mówili o wysokiej trawie, chwastach, braku ławek czy piaskownicy, wskazywali również miejsca, w których – jak twierdzą – zalega gruz. Nie rozumieją więc, dlaczego problemem stał się właśnie ukwiecony fragment osiedla.
– A czy to jest jego? To jest nasze! Społeczeństwa, ludzi – mówił jeden z mieszkańców, odnosząc się do sporu o teren.
Inna mieszkanka nie kryła oburzenia: – Chwasty, zaniedbanie i brud są lepsze niż kwiaty? Mnie to bulwersuje. W jakim kraju żyjemy? Trawa nie jest tutaj koszona od jakiegoś czasu. Tak ma wyglądać Wyszków? To jest wstyd i hańba – mówiła. – Takiego prezesa to tylko do wyrzucenia – dodała.
Inne mieszkanki zwróciły się z kolei bezpośrednio do władz miasta. – Dziękujemy burmistrzowi za tak piękne ulice i chodniki i prosimy o wsparcie w utrzymaniu tego kwietnika. To nasza ozdoba – mówiła.
– Powinno się podziękować panu Grzegorzowi za to, ile pracy tutaj włożył i ile kwiatów kupił za własne pieniądze, a ktoś chce to wszystko zniszczyć – dodawały kobiety.
Jeden z mieszkańców podsumował sprawę żartobliwie: – Pan prezes powinien go zatrudnić jako nadwornego ogrodnika, chociaż na pół etatu, żeby przy innych blokach zrobił tak samo jak tutaj.
„Wszedł na obcy teren i wszystko”
Mogło się wydawać, że na spotkanie przyszli wyłącznie zwolennicy działań pana Grzegorza. Tak jednak nie było.
Jeden z mieszkańców, pan Andrzej, otwarcie przedstawił inne stanowisko i stanął w obronie decyzji spółdzielni. Jego zdaniem sednem sprawy nie jest to, czy skwerek jest ładny, ale kto jest właścicielem terenu i kto ma prawo nim dysponować.
– Dlaczego państwo bronicie tego? To nie jest wasz teren, żebyście się wypowiadali w sprawie tego terenu. To jest między innymi mój teren, spółdzielczy. Spółdzielcy płacą za niego podatki. A gdyby ten pan postawił tutaj komórkę albo domek? Też byłoby jego? To nie jest jego. Wszedł na obcy teren i wszystko – argumentował.
Te słowa natychmiast wywołały reakcję.
– Ale co pan woli, pokrzywy? Zielsko? Ja wolę kwiaty! – odpowiedziała jedna z kobiet.
– Płaci pani za to podatki? – zapytał pan Andrzej.
– Każdy płaci – usłyszał w odpowiedzi.
Pan Andrzej podkreślał, że nie jest przeciwnikiem samych kwiatów.
– To nie jest tak, że mi się to nie podoba. Ten pan wszedł na cudzy teren – mówił.
Zgoda spółdzielni a zgoda burmistrza
Dyskusja szybko zrobiła się jeszcze bardziej emocjonalna. Pan Grzegorz przypomniał, że pan Andrzej również posadził na tym terenie drzewo – brzozę.
Pan Andrzej odpowiedział, że wcześniej uzyskał na to zgodę spółdzielni.
– A ja miałem pozwolenie od starego burmistrza, a potem się okazało, że to nie jest teren miasta – odpowiedział pan Grzegorz.
– Burmistrz nie jest właścicielem – podkreślił pan Andrzej.
Jego zdaniem nasadzenia powinny zostać usunięte właśnie dlatego, że powstały bez zgody właściciela nieruchomości.
– Wstyd, że pan popiera taki syf! – zareagowała jedna z mieszkanek.
– Ja nie popieram syfu. Tylko to jest wtargnięcie na cudzy teren. My płacimy podatki, a ten pan sobie z tego korzysta – odpowiedział pan Andrzej, zwracając uwagę, że pan Grzegorz nie mieszka w należącym do spółdzielni bloku, lecz w nieruchomości po przeciwnej stronie ulicy.
W pewnym momencie zarzucił mu wręcz, że „ukradł teren”.
– Ja niczego nie ukradłem. Ja ci zrobiłem coś, żebyś miał dla oka – odpowiedział pan Grzegorz.
– Trzeba rozróżniać, co mówi prawo na ten temat – konsekwentnie argumentował pan Andrzej.
„Mnie też wprowadzili w błąd”
Pan Grzegorz przypomniał również sytuację z przeszłości.
– A pamięta pan, jak pan tutaj wysypał korę? – zwrócił się do pana Andrzeja.
– Bo pan mnie wprowadził w błąd, że to jest teren miasta – odpowiedział pan Andrzej.
– Mnie też wprowadzili w błąd, że to jest miasta – odparł pan Grzegorz.
Pan Andrzej stwierdził również, że jego zdaniem sprawa zostanie doprowadzona do końca, czyli do usunięcia nasadzeń. Zasugerował także, że pan Grzegorz zagospodarował teren, ponieważ przed remontem ulicy obawiał się powstania w tym miejscu parkingu.
– Nie może być tutaj parking, bo około 80 centymetrów należy do miasta. Poza tym rośliny są tutaj już osiem lat, a nie od teraz – odpowiadał pan Grzegorz.
Do dyskusji włączyli się kolejni mieszkańcy.
– Zobaczy pan, jest tutaj tyle ludzi, a tylko pan jest przeciw. Niech się pan zastanowi – mówił jeden z nich do pana Andrzeja.
– Ja mówię, jak jest zgodnie z prawem – odpowiadał.
– Dobro społeczne jest ważniejsze – padło z tłumu.
Pan Grzegorz ponownie wrócił natomiast do nieobecności prezesa. – Dlaczego pan prezes tyle razy nie przyjął zaproszenia? Nie chce przyjść i sam tego wytłumaczyć – mówił.
Burmistrz zwrócił się do prezesa
W całej tej burzliwej historii pojawił się jednak konkret, który może otworzyć drogę do rozwiązania konfliktu.
Pan Grzegorz otrzymał pismo od burmistrza Wyszkowa Piotra Płochockiego. Jak nam przekazał, burmistrz poinformował go, że zwrócił się do prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość” z prośbą o pozostawienie istniejących nasadzeń.
Odpowiedź spółdzielni jeszcze nie nadeszła. Burmistrz wskazał jednak również rozwiązanie awaryjne.
Jak wyjaśnił nam pan Grzegorz, wzdłuż skwerku znajduje się wspomniany już pas terenu należącego do miasta, który ma około 80 centymetrów szerokości. Jeżeli więc porozumienie ze spółdzielnią okaże się niemożliwe, miałby możliwość przeniesienia części roślin właśnie na grunt miejski.
– Chciałbym bardzo podziękować panu burmistrzowi. Myślę, że mogę to powiedzieć również w imieniu mieszkańców – powiedział pan Grzegorz.
Do sprawy wrócimy. Wkrótce pokażemy wideo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze