Reklama

Cicha rewolucja w polskich aptekach. Zagraniczne fundusze przejmują rynek, państwo bezradne

Redakcja wdi24
31/03/2026 12:33

Codziennie dwa miliony Polaków odwiedza apteki, by kupić leki i wyroby medyczne. Tymczasem rynek wart 60 miliardów złotych coraz mocniej wymyka się spod kontroli państwa. Medonet wskazuje, że zagraniczne fundusze po cichu przejmują kolejne sieci aptek, wykorzystując luki w prawie, a instytucje nadzorcze przyznają, że nie mają narzędzi, by temu zapobiec.

W ostatnich miesiącach przejęcia dwóch dużych sieci aptek przez cztery zagraniczne fundusze wywołały falę niepokoju w środowisku farmaceutycznym. Inwestorzy znaleźli sposób na ominięcie przepisów ograniczających koncentrację rynku, dzięki czemu kilka podmiotów uzyskało realny wpływ na ceny i dostępność leków w Polsce. Jak w rozmowie z Medonetem zauważa Marek Tomków, prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej, "mleko już się rozlało" — fundusze i sieci przejęły znaczną część rynku, a państwowe instytucje nie były w stanie skutecznie zareagować.

Zakaz koncentracji aptek istnieje głównie na papierze. Polskie prawo przewiduje, że jeden podmiot nie może posiadać więcej niż 1 proc. aptek w danym województwie — co na Mazowszu oznacza na przykład piętnaście placówek. Jednak zagraniczne sieci, takie jak Dr.Max czy Gemini, mają ich w tym regionie odpowiednio sześćdziesiąt i dwadzieścia siedem. Model franczyzowy oraz wykorzystywanie tzw. "słupów" pozwoliły dużym graczom na dynamiczny rozwój, mimo ograniczeń wprowadzonych w 2017 r., kiedy to rząd zaostrzył przepisy i wprowadził zasadę "apteka dla aptekarza".

Reklama

Sytuację dodatkowo skomplikowała nowelizacja Prawa Farmaceutycznego z 2023 r., która miała ukrócić obchodzenie przepisów. Fundusze inwestycyjne nie kupują jednak bezpośrednio aptek, lecz spółki, które je kontrolują, co powoduje niejasności w zakresie wymogu zgody inspekcji farmaceutycznej. Główny Inspektor Farmaceutyczny przyznał, że o jednej z kluczowych transakcji dowiedział się z mediów i nie jest pewien, czy może podjąć skuteczne działania. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dopiero analizuje, czy tego typu operacje powinny być zgłaszane.

W grudniu 2025 r. media poinformowały o przejęciu udziałów w sieci Gemini przez cztery czeskie fundusze: Creditas, Sev.en Global, Penta i J&T. Szczególne znaczenie ma tu fundusz Penta, który posiada już ponad pół tysiąca aptek Dr.Max oraz hurtownie farmaceutyczne. Po tej transakcji jego pozycja jeszcze się wzmocniła. W lutym 2026 r. kolejny ruch wykonał fundusz Pharmax Holdings Limited, powiązany z Pentą, przejmując mniejszościowe udziały w sieci aptek Zdrowit. Przedstawiciele firmy zapewniają, że działali zgodnie z prawem, jednak ani UOKiK, ani GIF nie zostały o tym poinformowane.

Reklama

Zdaniem Marka Tomkowa, państwo straciło kontrolę nad rynkiem strategicznym. Zwraca uwagę, że nadzór nad sektorem wartym 60 miliardów złotych sprawuje zaledwie około stu kilkudziesięciu farmaceutów, głównie kobiet, a inspekcja farmaceutyczna jest niedofinansowana i pozbawiona odpowiednich narzędzi. Prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej wskazuje, że w ostatnich miesiącach dochodzi do bardzo agresywnych przejęć, a w tym samym czasie atakowany jest samorząd aptekarski oraz osoby broniące rynku. W jego ocenie projekt ustawy, który pojawił się niedawno w Sejmie, może całkowicie zdemolować rynek, pozwalając jednemu podmiotowi na posiadanie nawet 2200 aptek i likwidując wszelkie mechanizmy zabezpieczające.

Według Tomkowa, projekt przewiduje także wygaszenie wszelkich postępowań dotyczących nieprawidłowości na rynku aptek, co oznaczałoby, że osoby dopuszczające się tzw. słupowania zostałyby oczyszczone z odpowiedzialności. Przestrzega, że w sytuacji, gdy farmaceuta utraciłby prawo wykonywania zawodu, nadal mógłby prowadzić aptekę, co jego zdaniem jest niedopuszczalne. Ostrzega, że jeśli jeden podmiot będzie posiadał apteki w różnych krajach, leki mogą trafiać tam, gdzie przyniosą większy zysk, nawet kosztem polskich pacjentów.

Reklama

Z kolei Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych, uważa, że problemem nie jest siła sieci aptecznych, lecz zaburzona równowaga między rynkiem hurtowym a detalicznym. Przypomina, że projekt ustawy, który trafił do Sejmu, jest efektem kilku miesięcy prac i miał odpowiadać na realne wyzwania rynku, takie jak spadająca liczba aptek oraz rosnące trudności z dostępnością i cenami leków. Kisiel podkreśla, że aż 546 gmin w Polsce nie ma obecnie dostępu do apteki ogólnodostępnej, a liczba ta rośnie.

Prezes ZAF wskazuje na łamach Medonetu, że trzy największe hurtownie odpowiadają za 70–80 proc. obrotu w Polsce, co prowadzi do oligopolu. Rynek aptek jest rozdrobniony — około 300 sieci odpowiada za połowę rynku, a kolejne 40 proc. to apteki formalnie indywidualne, powiązane z hurtowniami poprzez umowy partnerskie. W pełni niezależnych aptek jest zaledwie około 10 proc. Kisiel zwraca uwagę, że konsolidacja rynku postępuje głównie po stronie hurtowej, gdzie apteki często zobowiązane są do kupowania nawet 80 proc. towaru w jednej hurtowni.

Reklama

Zdaniem Mariusza Politowicza z Naczelnej Rady Aptekarskiej, obecna sytuacja może doprowadzić do monopolizacji rynku aptek, co odbije się na pacjentach wzrostem cen i ograniczoną dostępnością leków. Politowicz przypomina, że zgodnie z zasadą "apteka dla aptekarza" nowe apteki powinny należeć wyłącznie do farmaceutów, a zmiany własnościowe po wejściu w życie tej ustawy również podlegały tym ograniczeniom. Ostrzega, że zniesienie tych zasad i podniesienie limitów własności może prowadzić do sytuacji, w której jedna sieć, wraz z franczyzobiorcami, kontrolowałaby cały rynek.

Eksperci wskazują, że obecny system pozwala sieciom aptek na optymalizację kosztów i eliminowanie mniejszych, indywidualnych placówek, co w przyszłości może skutkować zmniejszeniem liczby aptek w miastach i dalszym wzrostem dochodowości dużych graczy. Politowicz podkreśla, że konsekwencje dla pacjentów są oczywiste: wyższe ceny i mniejsza dostępność leków oraz aptek.

Reklama

Marek Tomków apeluje o wpisanie całej branży farmaceutycznej na listę sektorów strategicznych i objęcie jej pełnym nadzorem państwa. Wskazuje, że państwo powinno mieć możliwość posiadania własnych aptek jako elementu systemu bezpieczeństwa. Zwraca uwagę, że obecnie w przypadku poważnego kryzysu Polska jest całkowicie bezbronna. Tomków zauważa, że jeśli projekt destabilizujący rynek trafia do Sejmu dzięki działaniom lobbystów, a reakcja pojawia się dopiero po interwencji dziennikarzy, należy zadać pytanie o skuteczność państwowych instytucji.

Argumenty o europejskich trendach liberalizacji rynku aptek prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej określa jako manipulację. Przypomina, że większość krajów, w tym Francja, Niemcy, Hiszpania, Belgia i Portugalia, stosuje zasadę "apteka dla aptekarza", a jedynym wyjątkiem są Włochy, gdzie wcześniej obowiązywał limit jednej apteki na cztery tysiące mieszkańców. Zdaniem Tomkowa, proponowane w Polsce zmiany nie mają nic wspólnego z europejskimi standardami i stanowią ich zaprzeczenie.

Źródło: Medonet
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości