Codziennie dwa miliony Polaków odwiedza apteki, by kupić leki i wyroby medyczne. Tymczasem rynek wart 60 miliardów złotych coraz mocniej wymyka się spod kontroli państwa. Medonet wskazuje, że zagraniczne fundusze po cichu przejmują kolejne sieci aptek, wykorzystując luki w prawie, a instytucje nadzorcze przyznają, że nie mają narzędzi, by temu zapobiec.
W ostatnich miesiącach przejęcia dwóch dużych sieci aptek przez cztery zagraniczne fundusze wywołały falę niepokoju w środowisku farmaceutycznym. Inwestorzy znaleźli sposób na ominięcie przepisów ograniczających koncentrację rynku, dzięki czemu kilka podmiotów uzyskało realny wpływ na ceny i dostępność leków w Polsce. Jak w rozmowie z Medonetem zauważa Marek Tomków, prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej, "mleko już się rozlało" — fundusze i sieci przejęły znaczną część rynku, a państwowe instytucje nie były w stanie skutecznie zareagować.
Zakaz koncentracji aptek istnieje głównie na papierze. Polskie prawo przewiduje, że jeden podmiot nie może posiadać więcej niż 1 proc. aptek w danym województwie — co na Mazowszu oznacza na przykład piętnaście placówek. Jednak zagraniczne sieci, takie jak Dr.Max czy Gemini, mają ich w tym regionie odpowiednio sześćdziesiąt i dwadzieścia siedem. Model franczyzowy oraz wykorzystywanie tzw. "słupów" pozwoliły dużym graczom na dynamiczny rozwój, mimo ograniczeń wprowadzonych w 2017 r., kiedy to rząd zaostrzył przepisy i wprowadził zasadę "apteka dla aptekarza".
Sytuację dodatkowo skomplikowała nowelizacja Prawa Farmaceutycznego z 2023 r., która miała ukrócić obchodzenie przepisów. Fundusze inwestycyjne nie kupują jednak bezpośrednio aptek, lecz spółki, które je kontrolują, co powoduje niejasności w zakresie wymogu zgody inspekcji farmaceutycznej. Główny Inspektor Farmaceutyczny przyznał, że o jednej z kluczowych transakcji dowiedział się z mediów i nie jest pewien, czy może podjąć skuteczne działania. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów dopiero analizuje, czy tego typu operacje powinny być zgłaszane.
W grudniu 2025 r. media poinformowały o przejęciu udziałów w sieci Gemini przez cztery czeskie fundusze: Creditas, Sev.en Global, Penta i J&T. Szczególne znaczenie ma tu fundusz Penta, który posiada już ponad pół tysiąca aptek Dr.Max oraz hurtownie farmaceutyczne. Po tej transakcji jego pozycja jeszcze się wzmocniła. W lutym 2026 r. kolejny ruch wykonał fundusz Pharmax Holdings Limited, powiązany z Pentą, przejmując mniejszościowe udziały w sieci aptek Zdrowit. Przedstawiciele firmy zapewniają, że działali zgodnie z prawem, jednak ani UOKiK, ani GIF nie zostały o tym poinformowane.
Zdaniem Marka Tomkowa, państwo straciło kontrolę nad rynkiem strategicznym. Zwraca uwagę, że nadzór nad sektorem wartym 60 miliardów złotych sprawuje zaledwie około stu kilkudziesięciu farmaceutów, głównie kobiet, a inspekcja farmaceutyczna jest niedofinansowana i pozbawiona odpowiednich narzędzi. Prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej wskazuje, że w ostatnich miesiącach dochodzi do bardzo agresywnych przejęć, a w tym samym czasie atakowany jest samorząd aptekarski oraz osoby broniące rynku. W jego ocenie projekt ustawy, który pojawił się niedawno w Sejmie, może całkowicie zdemolować rynek, pozwalając jednemu podmiotowi na posiadanie nawet 2200 aptek i likwidując wszelkie mechanizmy zabezpieczające.
Według Tomkowa, projekt przewiduje także wygaszenie wszelkich postępowań dotyczących nieprawidłowości na rynku aptek, co oznaczałoby, że osoby dopuszczające się tzw. słupowania zostałyby oczyszczone z odpowiedzialności. Przestrzega, że w sytuacji, gdy farmaceuta utraciłby prawo wykonywania zawodu, nadal mógłby prowadzić aptekę, co jego zdaniem jest niedopuszczalne. Ostrzega, że jeśli jeden podmiot będzie posiadał apteki w różnych krajach, leki mogą trafiać tam, gdzie przyniosą większy zysk, nawet kosztem polskich pacjentów.
Z kolei Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych, uważa, że problemem nie jest siła sieci aptecznych, lecz zaburzona równowaga między rynkiem hurtowym a detalicznym. Przypomina, że projekt ustawy, który trafił do Sejmu, jest efektem kilku miesięcy prac i miał odpowiadać na realne wyzwania rynku, takie jak spadająca liczba aptek oraz rosnące trudności z dostępnością i cenami leków. Kisiel podkreśla, że aż 546 gmin w Polsce nie ma obecnie dostępu do apteki ogólnodostępnej, a liczba ta rośnie.
Prezes ZAF wskazuje na łamach Medonetu, że trzy największe hurtownie odpowiadają za 70–80 proc. obrotu w Polsce, co prowadzi do oligopolu. Rynek aptek jest rozdrobniony — około 300 sieci odpowiada za połowę rynku, a kolejne 40 proc. to apteki formalnie indywidualne, powiązane z hurtowniami poprzez umowy partnerskie. W pełni niezależnych aptek jest zaledwie około 10 proc. Kisiel zwraca uwagę, że konsolidacja rynku postępuje głównie po stronie hurtowej, gdzie apteki często zobowiązane są do kupowania nawet 80 proc. towaru w jednej hurtowni.
Zdaniem Mariusza Politowicza z Naczelnej Rady Aptekarskiej, obecna sytuacja może doprowadzić do monopolizacji rynku aptek, co odbije się na pacjentach wzrostem cen i ograniczoną dostępnością leków. Politowicz przypomina, że zgodnie z zasadą "apteka dla aptekarza" nowe apteki powinny należeć wyłącznie do farmaceutów, a zmiany własnościowe po wejściu w życie tej ustawy również podlegały tym ograniczeniom. Ostrzega, że zniesienie tych zasad i podniesienie limitów własności może prowadzić do sytuacji, w której jedna sieć, wraz z franczyzobiorcami, kontrolowałaby cały rynek.
Eksperci wskazują, że obecny system pozwala sieciom aptek na optymalizację kosztów i eliminowanie mniejszych, indywidualnych placówek, co w przyszłości może skutkować zmniejszeniem liczby aptek w miastach i dalszym wzrostem dochodowości dużych graczy. Politowicz podkreśla, że konsekwencje dla pacjentów są oczywiste: wyższe ceny i mniejsza dostępność leków oraz aptek.
Marek Tomków apeluje o wpisanie całej branży farmaceutycznej na listę sektorów strategicznych i objęcie jej pełnym nadzorem państwa. Wskazuje, że państwo powinno mieć możliwość posiadania własnych aptek jako elementu systemu bezpieczeństwa. Zwraca uwagę, że obecnie w przypadku poważnego kryzysu Polska jest całkowicie bezbronna. Tomków zauważa, że jeśli projekt destabilizujący rynek trafia do Sejmu dzięki działaniom lobbystów, a reakcja pojawia się dopiero po interwencji dziennikarzy, należy zadać pytanie o skuteczność państwowych instytucji.
Argumenty o europejskich trendach liberalizacji rynku aptek prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej określa jako manipulację. Przypomina, że większość krajów, w tym Francja, Niemcy, Hiszpania, Belgia i Portugalia, stosuje zasadę "apteka dla aptekarza", a jedynym wyjątkiem są Włochy, gdzie wcześniej obowiązywał limit jednej apteki na cztery tysiące mieszkańców. Zdaniem Tomkowa, proponowane w Polsce zmiany nie mają nic wspólnego z europejskimi standardami i stanowią ich zaprzeczenie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze