Śledczy wyjaśniają okoliczności tragicznego zdarzenia, do którego doszło w czwartek w Raszynie pod Warszawą. 67-letni mężczyzna prawdopodobnie zastrzelił swoją 45-letnią partnerkę, po czym odebrał sobie życie. Jak ustalił Onet, służby zostały poinformowane przez 11-letniego syna pary, który w chwili zdarzenia przebywał w domu wraz z młodszą siostrą.
Do zdarzenia doszło w czwartek około godziny 16:30. Na miejsce natychmiast skierowano patrol policji, który zastał na posesji dwoje dzieci. W domu znaleziono ciało kobiety. - Dzieci zostały objęte natychmiastową opieką - podaje KPP w Pruszkowie.
Z wstępnych ustaleń wynika, że 67-letni partner kobiety oddalił się z posesji przed przyjazdem służb - czytamy w Onecie.
Policja wszczęła poszukiwania, w które zaangażowano funkcjonariuszy z kilku jednostek. Około godz. 20 ciało mężczyzny odnaleziono na cmentarzu w Prażmowie.
Nieoficjalnie wiadomo, że sprawca był emerytowanym pilotem i posiadał pozwolenie na broń. Policja nie potwierdziła tych informacji. Trwa śledztwo, które ma wyjaśnić motywy i okoliczności zdarzenia. Śledczy analizują zebrane dowody i przesłuchują świadków.
— Na miejscu oględziny prowadzili wczoraj policjanci i prokurator. Obecnie analizowane są zebrane materiały dowodowe, by wyjaśnić okoliczności i przyczyny tego zdarzenia — przekazała Onetowi mł. asp. Katarzyna Ambroziak z Komendy Powiatowej Policji w Pruszkowie.
Jak z kolei podaje TVP ofiara była zaangażowaną mamą dwójki dzieci i członkiem społeczności wietnamskiej w Polsce. Według relacji bliskich ich związek od dłuższego czasu przechodził poważny kryzys, a kobieta miała wcześniej złożyć pozew rozwodowy.
Portal se.pl dotarł do przyjaciółki zamordowanej. Dziennikarze nieoficjalnie ustalili, ż para miała wziąć ślub jeszcze w Wietnamie, potem na świat przyszła dwójka ich dzieci, a następne razem przeprowadzili się do Polski. Przyjaciółka zamordowanej kobiety twierdzi, że problemy zaczęły się po przeprowadzce do Polski. Miało dochodzić do przemocy, więc kobieta wniosła o rozwód. "Sąd przyznał jej prawo opieki nad dziećmi, ale nie chciała ograniczać ojcu kontaktów z dziećmi, chociaż miała do tego prawo. Rozmówczyni podkreśla, że ofiara była osobą niezwykle zaradną i całkowicie oddaną dzieciom" - czytamy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze