Słyszeli o nim głównie w kontekście paliw, alkoholu i walki z przemytem. System SENT – elektroniczny nadzór przewozu towarów – miał uszczelniać państwo wobec wielkich oszustw podatkowych. Dziś dla wielu drobnych handlarzy z targowisk stał się symbolem czegoś zupełnie innego: biurokracji, strachu przed karami i poczucia, że państwo traktuje ich jak potencjalnych przestępców.
Na wyszkowskim targowisku emocje są ogromne. Kupcy nie ukrywają rozgoryczenia. Wielu mówi o absurdzie przepisów, inni o realnym zagrożeniu dla swoich biznesów. Część nie chce występować przed kamerą. Jak tłumaczą – są zmęczeni, sfrustrowani i przekonani, że ich głos niczego już nie zmieni. Padają też mocniejsze słowa: „Lepiej nie będę mówił, bo powiem za dużo”.
Od 17 marca 2026 roku obowiązują zmiany rozszerzające system SENT na odzież i obuwie. To efekt rozporządzenia Ministerstwa Finansów z 17 marca 2026 r., opartego na ustawie z 9 marca 2017 r. W praktyce oznacza to, że drobni przedsiębiorcy handlujący na targowiskach muszą zgłaszać transport towaru do rządowego systemu elektronicznego.
Jeśli przewożą więcej niż 10 kilogramów odzieży lub więcej niż 20 sztuk obuwia – przed wyjazdem muszą dokonać zgłoszenia. Za błędy grożą bardzo wysokie kary: minimum 20 tys. zł lub nawet 46 proc. wartości towaru.
Dla małych przedsiębiorców to często kwoty wyższe niż miesięczny obrót.
– SENT był wcześniej na towary wrażliwe: paliwo, alkohol, tytoń. Do końca nie zdawaliśmy sobie sprawy, że teraz będzie dotyczył nas, sprzedawców detalicznych – mówi pani Kasia, która od 25 lat handluje odzieżą na targowiskach. – SENT był wycelowany w import towarów do kraju, przy pierwszej strefie kontaktu z innym państwem. To rozumieliśmy. A teraz okazuje się, że uderzyli w nas. Chyba po to, żeby nas zniszczyć.
Kupcy podkreślają, że przepisy zostały stworzone bez jakiegokolwiek zrozumienia realiów handlu obwoźnego. Największy problem? Ważenie towaru. Odzież w hurtowniach kupowana jest na sztuki, nie na kilogramy. Tymczasem system wymaga podawania wagi przewożonego towaru.
– Nawet jak się zarejestrujemy, to kilogramy mogą się nie zgodzić. Jak i gdzie mamy to ważyć? – pyta pani Kasia. – My jesteśmy o 4:30 rano już na rynku. Na jakiej wadze mamy to robić? Łazienkowej? Koszulki osobno, majtki osobno? To się mija z celem. Jeżeli towar kupujemy na fakturę na sztuki, to obowiązują nas sztuki. To jeden wielki absurd - mówi, nie kryjąc emocji.
– Ministerstwo Finansów robi z całej branży odzieżowej idiotów. Ale my się na to nie zgadzamy. Chcemy uczciwie zarobić na życie, zapłacić ZUS i podatki. Nie jesteśmy mafią. Sieciówki są zwolnione, a my jesteśmy traktowani jak szkodniki.
Problemów – jak mówią handlujący – jest znacznie więcej. Wielu z nich ma jeden samochód, którym zarówno pracują, jak i żyją prywatnie. Auto załadowane towarem formalnie nie może ruszyć bez zgłoszenia do systemu. – Żeby pojechać po dziecko do szkoły, trzeba rozładować samochód – słyszymy.
Kupcy zwracają też uwagę na absurdalność samego nadzoru GPS. – A jak będziemy jechali przez las i nie będzie internetu albo GPS przestanie działać? To co? Już mandat? Bo zjechaliśmy z trasy? – pyta jeden ze sprzedawców.
Pan Robert nie ukrywa frustracji. – To jest bezsensowne. Musielibyśmy pracę zaczynać o czwartej rano, a kończyć po 22. Wszystko codziennie liczyć, ważyć. Głupota – mówi.
Pani Kasia dodaje, że środowisko kupców nie zamierza już siedzieć cicho. – Musimy tę sprawę nagłośnić. Nie można się bać. Inaczej nas to zniszczy.
Pokazuje przygotowane ulotki i banery. – Wszystko robię za własne pieniądze – mówi.
Jeszcze mocniej o nowych przepisach wypowiada się pan Bogusław, handlujący obuwiem. – To zabija mikroprzedsiębiorców. Wymyślił to ktoś, kto nie ma pojęcia o handlu detalicznym – mówi. – Liczenie, ważenie, śledzenie GPS-em… A jak auto mi się zepsuje w lesie i nie dojadę do punktu docelowego? To co? Będą podejrzewać, że przerzucam towar na lewo?
Kupcy mówią też o utracie poczucia bezpieczeństwa i tajemnicy handlowej. – Egzekwujcie podatki, ale nie w taki sposób, że mam codziennie zgłaszać skąd jadę i dokąd jadę. Gdzie tu tajemnica handlowa? Wszystko będą wiedzieli. Czy ja jestem bandytą, żeby mnie śledzono? – pyta pan Bogusław. – To musi być natychmiast zmienione. Ludzie się zbuntują i wyjdą na ulice. A jak wszyscy przestaną handlować? Będzie rzesza bezrobotnych.
Ministerstwo Finansów, po protestach środowiska, zapowiedziało już częściowe wycofanie się z najbardziej restrykcyjnych zapisów. Resort proponuje zwiększenie limitu przewożonych towarów do 300 kilogramów lub 300 par obuwia przy przewozach do 50 kilometrów. Zapowiedziano także zwolnienie z obowiązku zgłaszania przewozów dla jednoosobowych działalności gospodarczych.
Tyle że dla wielu kupców to wciąż za mało.
Krytycznie do propozycji odniosła się także Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. W piśmie skierowanym do ministra finansów Andrzeja Domańskiego organizacja oceniła, że zmiany są „jedynie częściową i niewystarczającą odpowiedzią na realne problemy”.
Zwrócono uwagę, że limit 50 kilometrów nie odpowiada realiom handlu obwoźnego, a liczenie towarów według kilogramów zamiast sztuk jest kompletnie nieżyciowe.
Rada Przedsiębiorców wskazała, że najbardziej racjonalnym rozwiązaniem byłoby ograniczenie systemu SENT wyłącznie do importu i pierwszego wprowadzenia towaru do obrotu, z całkowitym wyłączeniem handlu detalicznego i hurtowego.
– Te zmiany są bezsensowne. A te 50 kilometrów to ograniczanie naszych swobód i działalności – mówi pan Robert. – Większość z nas robi większe trasy. Dwa czy trzy rynki mamy blisko, ale często jeździmy po 100 kilometrów albo więcej.
Pani Kasia dodaje: – To tylko zamydlenie oczu. My działalność gospodarczą mamy zarejestrowaną na cały kraj. Jedziemy za chlebem tam, gdzie jest handel. Ani ważenie, ani ograniczenia kilometrów są nie do zaakceptowania.
I podkreśla: – My chcemy zero ważenia, bo to jest fizycznie niewykonalne. To zajmuje od dwóch do sześciu godzin dziennie. Druga sprawa: po co mamy codziennie wypełniać jakieś papiery? Wszystkie nasze dane są w CEIDG. Państwo wszystko o nas wie. Po co codziennie zgłaszać, skąd jedziemy i dokąd jedziemy? Nie zgadzamy się na to.
Kupcy z Wyszkowa zapowiadają dalsze działania. Chcą szukać wsparcia także u lokalnych samorządowców. – Jesteśmy tak naprawdę sami – mówi pani Kasia. – Będziemy prosić o pomoc. Przygotowałam już petycję do Rady Miejskiej w Wyszkowie z prośbą o poparcie nas w sprawie SENT. Dla wielu takich osób jak ja to walka o być albo nie być.
Na targowisku w Wyszkowie coraz głośniej wybrzmiewa, że państwo, które miało walczyć z mafiami, walczy z ludźmi próbującymi zwyczajnie utrzymać swoje rodziny. 13 maja wielu sprzedawców wybiera się protestować do Warszawy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze