Sprawa rozesłania do szkół materiałów podważających szczepienia przeciw HPV wróciła podczas sesji Rady Miejskiej w Wyszkowie. Temat, który ujawnił Wyszkowski Dziennik Internetowy, wywołał ostrą reakcję radnej. Wiceburmistrz Artur Laskowski publicznie przeprosił.
Czytaj też: Kontrowersyjna publikacja o szczepieniach HPV trafiła do rodziców przez Librusa
Czytaj też: Antyszczepionkowe treści trafiły do szkół. Urząd mówi o pomyłce, sanepid reaguje jasno
Do sprawy odniosła się radna, lekarz z 27-letnim doświadczeniem, Katarzyna Wysocka.
– W poprzednim tygodniu w jednym z portali internetowych ukazał się artykuł odnośnie informacji, które otrzymali rodzice poprzez portal Librus, która wyszła z urzędu miejskiego, o petycji, jaką złożyła organizacja antyszczepionkowa odnośnie szczepień HPV i informacja została przekazana przez Librus do rodziców – mówiła.
– Chciałam się zapytać, kto jest za to odpowiedzialny, że taka informacja wyszła z urzędu i dotarła do naszych szkół podległych gminie. Chcę wiedzieć, do ilu szkół zostało to rozesłane, ilu dyrektorów przekazało to rodzicom, jakie państwo podjęliście działania, żeby tę naganną moim zdaniem sytuację wyprostować – podkreślała.
Jak dodała, sprawą zainteresował się sanepid. – Jestem po rozmowie z panią dyrektor Beatą Kiliańczyk-Szawłowską. Wiem, że ona podjęła interwencję w tej sprawie, ponieważ otrzymała zapytanie od pani dziennikarki. Wiem, że pracownicy sanepidu obdzwonili wszystkie szkoły wyszkowskie, wiem, że była rozmowa w urzędzie z panią naczelnik edukacji i wiceburmistrzem Arturem Laskowskim – mówiła.
– Jakie podjęliście działania? Czy poszedł mail z wyjaśnieniem do szkół tej sytuacji i czy rodzice też otrzymali materiały rzetelne, naukowe? – pytała, nie kryjąc oburzenia.
– Ta petycja jest zawieszona na stronie urzędu. Wystarczyło poświęcić może pół godziny, żeby sprawdzić, zweryfikować tę organizację, która wysyła to wszędzie, łącznie z Sejmem. Wystarczyło się z tym zapoznać i zobaczyć, jakie odpowiedzi udzielają im samorządy, żeby do takiej sytuacji nie doszło – mówiła.
– Jestem 27 lat lekarzem, mam dwie specjalizacje. Przeczytałam ten materiał i on jest porażający. To, co tam jest zawarte w tej „białej księdze”, to jest pseudonauka, sianie dezinformacji, straszenie rodziców. Poza tym ta „biała księga”, czy raczej stek tych bredni pseudonaukowych, został jednoznacznie negatywnie oceniony przez rządową Agencję Oceny Technologii Medycznych – podkreślała.
Radna przypomniała, że to instytucja oceniająca procedury i rozwiązania medyczne finansowane ze środków publicznych. – Jej opinia jest jednoznaczna – te informacje są nienaukową brednią. I taka informacja poszła do naszych szkół z naszego urzędu, podczas gdy jesteśmy w wojnie hybrydowej. Jak to możliwe, że takie informacje wychodzą z urzędu? Czy to jakiś błąd ludzki – mam nadzieję – a nie świadome działanie. Osoba odpowiedzialna powinna się przyznać, przeprosić i nie powinno do takich sytuacji dochodzić – zakończyła.
Urząd: „to nie było nasze stanowisko”
Do zarzutów odniosła się naczelnik Wydziału Edukacji i Spraw Społecznych Urszula Nowak-Martyna.
– W kwestii petycji ustosunkuję się do tego, bo petycje i odpowiedzi na petycje to dla mnie nie nowość. Ustawa o petycjach obliguje do tego, że jeśli przychodzi do urzędu dokument, pierwszy krok jaki robimy, to sprawdzenie, czy spełnia wymogi petycji. Jeśli spełnia, mamy trzymiesięczny okres na rozpatrzenie, w tym poprzez przekazanie informacji, że taka petycja wpłynęła – wyjaśniała.
Podkreśliła, że nie było intencji przekazania materiałów rodzicom. – To nie jest stanowisko urzędu ani moje w kwestii tej petycji. Absolutnie nie było prośby wystosowanej z urzędu do dyrektorów o przekazanie tego do rodziców – zaznaczyła.
Wiceburmistrz: „popełniono błąd”
Wiceburmistrz Artur Laskowski wskazał z kolei, że do nieprawidłowości doszło na etapie szkoły.
– Popełnił błąd ktoś, kto tę informację otrzymał. Przyznał się, że w sposób niezgodny z intencją czy procedurą upublicznił to. I to jedyny błąd tego człowieka – mówił.
Radna Wysocka dopytywała jednak dalej. – Rozumiem, że jeśli wpłynie jakakolwiek petycja, jakiejkolwiek organizacji i będzie żądanie rozesłania jej do szkół, to też państwo będziecie to przesyłać? Czy urząd jest zobowiązany do przesyłania każdej petycji? – pytała.
Wiceburmistrz przyznał, że sprawa wymaga refleksji. – Mnie zaniepokoiła ta sytuacja, przyjrzę się temu. Na pewno się więcej nie powtórzy. Ze swojej strony panią i wszystkich, którzy czują się tym zdruzgotani, przepraszam. Natomiast nikt przy zdrowych zmysłach się pod tym nie podpisuje, nie aprobuje takich treści – powiedział.
Czy będzie sprostowanie?
Radna dopytywała również, czy do szkół i rodziców trafią materiały korygujące. – Czy państwo wysłali do szkół, rodziców jakieś sprostowanie? Albo zamierzają wysłać sprostowanie i rzetelną informację w tej kwestii do szkół? – pytała.
– Tak, myślę, że to rozważymy. Takie treści też wyślemy pani dziennikarz. Dotrze to do rodziców – odpowiedział wiceburmistrz.
W dyskusję włączyła się także radna Lidia Błachnio. – Wydaje mi się, że nie ma przepisu, który zobowiązuje szkoły do rozpowszechniania petycji. Jeśli przyszło to do szkoły, to szkoła nie ma obowiązku przesyłania jej dalej – zaznaczyła.
Na zakończenie wiceburmistrz zadeklarował: – Biorę odpowiedzialność za to na siebie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze