ARTYKUŁ AKTUALIZOWANY: Samotna matka, dwoje dzieci i mieszkanie, w którym wilgoć i pleśń mają wpływać na zdrowie 4-letniej dziewczynki. – Córka dusi się w nocy – mówi pani Kasia. Sprawa dotyczy lokalu komunalnego przy ul. Łącznej w Wyszkowie. Kobieta od miesięcy zgłasza problem w urzędzie. Jak relacjonuje, bez skutku. Przyjrzeliśmy się tej sytuacji.
Mieszkanie komunalne zostało jej przyznane, jak mówi, decyzją burmistrza. Lokal niewielki, na parterze starego budynku. Jedynym źródłem ogrzewania jest piecyk na drewno. – Mieliśmy mieć w tym roku ogrzewanie gazowe. Tak nam obiecywano. Ostatecznie usłyszałam, że nie ma na to środków – mówi pani Kasia. Na małym łóżku obok niej siedzą jej córki: dziewięcioletnia Basia i czteroletnia Ania. Młodsza od początku próbuje nawiązać kontakt – bawi się mikrofonem, zagaduje, pokazuje przedmioty. Starsza jest wyraźnie bardziej powściągliwa. Uważnie obserwuje, słucha. Jak przyznaje jej matka, dziewczynka boi się że mogłaby być rozpoznana, ze względu na rówieśników. – Dzieci są różne – mówi. Zapewniamy, że twarzy dzieci i ich danych nie ujawnimy.
W maleńkim, biało-różowym pokoju, przy dziecięcym biurku po prawej i szarym piecyku po lewej, najpierw opowiada mi o ogrzewaniu. Jak relacjonuje, podczas jednej z rozmów w urzędzie usłyszała, że na jego modernizację trzeba będzie poczekać nawet do 2030 roku. Informację tę miała przekazać pracownica urzędu.
Miniona zima była dla rodziny szczególnie trudna. – Zanim się nagrzeje, mija dużo czasu. A potem robi się tak gorąco przy piecyku, że nie da się wysiedzieć. Najgorzej jest przy kąpaniu dzieci – tem piecyk jest daleko od łazienki i po wyjściu spod prysznica jest po prostu zimno – opowiada. Próbowała dogrzewać mieszkanie farelką, ale, jak przyznaje, to rozwiązanie niewystarczające.
Problemem nie jest jednak wyłącznie ogrzewanie. Pani Kasia wskazuje przede wszystkim na wilgoć, pleśń i ich konsekwencje zdrowotne dla dzieci. – W lipcu miną dwa lata, odkąd tu mieszkamy. Dostałam to mieszkanie poza listą, bo byłam w trudnej sytuacji – wspomina. Wcześniej wynajmowałam lokal, jednak właściciel zdecydował się go sprzedać. Pojawiły się też zaległości czynszowe, które potem pomógł mi spłacić ojciec jednego z dzieci.
Kobieta nie ukrywa, że w przeszłości zmagała się z problemem alkoholowym. – Zabrano mi dzieci. Siostra przejęła nad nimi opiekę. Przeszłam terapię, miałam wszywkę alkoholową, nadal jestem pod opieką terapeuty i psychologa. Mam też asystenta rodziny i kuratora – wylicza. Podkreśla, że walczy o stabilizację. – Miałam potknięcie, ale się podniosłam. Cały czas się staram – dodaje.
W tym czasie pojawiły się problemy zdrowotne u młodszej córki. – Zdiagnozowano u niej astmę. A warunki, w jakich mieszkamy, jej nie sprzyjają – mówi.
Kobieta twierdzi, że wielokrotnie informowała urząd o stanie mieszkania. – Wysyłałam zdjęcia wilgoci, pleśni, grzyba na ścianach, meblach, przedmiotach. Chodziłam rozmawiać. Bez efektu – relacjonuje.
Badania alergiczne wykazały u dziecka uczulenie na grzyby i pleśń. – Leki są ciągle zmieniane, bo jedne nie działają. Inne są za mocne. Wcześniej było dobrze. A odkąd tu mieszkamy, córka dusi się w nocy – mówi.
Pani Kasia w ostatnich dniach zdecydowała się ponownie zwrócić do burmistrzów. Tym razem z nagraniem przedstawiającym nocny atak kaszlu u córki. – Pokazałam to w urzędzie. Usłyszałam, że to „zachłyśnięcie się śliną” – mówi.
Według jej relacji rozmowa z burmistrzem miała przybrać ostry ton. – Zapytał, dlaczego przyprowadziłam dziecko. A ja nie miałam z kim jej zostawić. Pokazałam zdjęcia pleśni na przedmiotach, materacach. Powiedział, że to nic wielkiego. Powiedziałam, że nie wiem już, gdzie szukać pomocy, że być może zwrócę się do mediów albo złożę skargę do wojewody. Usłyszałam, że „dostałam takie mieszkanie, na jakie zasługuję”.
Jak twierdzi, burmistrz miał również zasugerować możliwość przydzielenia jej gorszego lokalu oraz odnosić się do jej wcześniejszych problemów życiowych. – Przyznaję, że kiedyś piłam. Ale walczę, leczę się. Zostałyśmy wyproszone pod groźbą wezwania policji. Nie rozumiem, dlaczego jesteśmy tak traktowane.
Problem mieszkania był już, jak podkreśla, przedmiotem oględzin.
– Przyszła komisja: pani Rokitnicka, naczelnik z TBS i burmistrz. Stwierdzili, że wszystko jest w porządku. Pokazywałam zdjęcia, że wraca pleśń, że pojawia się grzyb. Zgłaszałam też, że rusza się ścianka. Usłyszałam, że „ta ścianka nas nie zabije” i że sama niszczę mieszkanie. Jedyne co, to zamontowali kratki wentylacyjne. Kosztowały kilka tysięcy złotych i miały rozwiązać problem, ale nie rozwiązały.

Kobieta opisuje również codzienne próby walki z wilgocią. – Myłam te szafki w kuchni i łazience. Wymiotowałam od tego. A potem i tak to wraca. Usłyszałam, że „każdemu tak wychodzi”. Później zaczęła pojawiać się też woda przy piecyku, było mokro – opowiada.
Niewielkie mieszkanie wypełnione jest zabawkami. To jedna z pierwszych rzeczy, które zwracają uwagę, gdy tylko przekroczy się próg. – Wcześniej wynajmowałam trzy pokoje. I tak kiedy się tu przeprowadziłyśmy, wielu rzeczy musiałam się pozbyć, potem jeszcze wielu przez grzyb – mówi pani Kasia. I wspomina zaraz, jak podczas jednej z wizyt, uwagę przedstawicieli urzędu przyciągnęły nie tyle problemy techniczne lokalu, co właśnie liczba zabawek. – Burmistrz zauważył, że dzieci mają Lego. Ja chciałam pokazać szafki, że talerze śmierdzą, ale nie było tym zainteresowania. Usłyszałam, że mam za dużo rzeczy i powinnam się ich pozbyć – mówi.
A pleśń, jak twierdzi, pojawiała się nie tylko na ścianach i półkach. – W szafach, w łóżkach, na materacach. Na ubraniach. Część rzeczy po krótkim czasie nie nadawała się do użytku – relacjonuje.
Sytuacja ma konsekwencje społeczne, które dotykają też jej starsze dziecko. – Córka jest wyśmiewana, że jej ubrania brzydko pachną. Mamy też pogryzione rzeczy przez myszy, nowe ubrania, buty - zniszczone. To też było zgłaszane, ale nikt się tym nie zainteresował.
W tle tej codzienności jest również sytuacja rodzinna. Ojciec starszej córki mieszka za granicą. Jak relacjonuje kobieta, zainteresował się Basią dopiero po tym, jak została jej odebrana. – Później była próba wyrobienia paszportu, ale ostatecznie z tego zrezygnowano – mówi. Dziewczynka nadal przeżywa wcześniejsze doświadczenia związane z rozłąką. – Boi się, że znowu może zostać zabrana. To było dla niej bardzo trudne - mówi pani Kasia.
Basia jest pod opieką kardiologiczną, wymaga regularnych kontroli. Codzienność komplikują także kwestie logistyczne – droga do szkoły, opieka nad młodszym dzieckiem w czasie choroby. – Nie zawsze mam jak ją zaprowadzić. Nie zostawię młodszej samej, a starszej samej jeszcze nie puszczę – tłumaczy.
Młodsza, Ania, ma kontakt z ojcem, który mieszka w okolicy, jednak – jak zaznacza – jego sytuacja prawna jest skomplikowana. Obaj ojcowie mają zasądzone alimenty.
– Moja mama, kiedy tu nocowała, zapytała: „jak ty tutaj wytrzymujesz?” – mówi pani Kasia. - jeszcze jak była kontrola to zalecono mi zmianę piecyka na ekogroszek. Tylko że to jest drogie. Jestem sama z dziećmi – podkreśla.
Kobieta podejmowała próby pracy, jednak – jak mówi – sytuacja zdrowotna dzieci skutecznie to utrudnia. – Pracowałam przez chwilę przy wsparciu OPS-u, ale młodsza ciągle chorowała. Byłam na zwolnieniach. Trudno znaleźć pracę, kiedy jedno dziecko kończy wcześniej lekcje, a drugie praktycznie nie chodzi do przedszkola przez choroby – tłumaczy. I zaraz wylicza kolejne problemy zdrowotne: COVID-19, grypa, wirus RSV, zabiegi usunięcia migdałków. – Starsza ma już większą odporność, ale młodsza wciąż choruje. A z kaszlem nie może chodzić do przedszkola – mówi.

Wsparcie rodziny jest, ale ograniczone. – Mama pracuje i opiekuje się swoimi rodzicami. Siostra też pracuje – zaznacza.
Kobieta przyznaje, że rozmowa z mediami jest dla niej nowym doświadczeniem. - Nigdy wcześniej tego nie robiłam, trochę się stresuję, ale wyczerpałam już chyba wszystkie inne możliwości.
Umowa najmu obowiązuje do lipca. W czerwcu pani Kasia musi złożyć dokumenty o ewentualne jej przedłużenie. – Nic nie mówią o zamianie. A próbowałam szukać pomocy także poza urzędem. Byłam u sędziego. Zadzwonił do urzędu, ale to nic nie zmieniło. Byłam u wiceburmistrza. Też bez efektu – relacjonuje.
– W innych miejscach jak mieszkaliśmy nic takiego się nie działo. Nawet kiedy córka jedzie do ojca, to tam nie ma tych objawów. Wraca tutaj – i znowu się dusi – mówi. I zaraz pokazuje nam dokumentację medyczną. – Mam zaświadczenia, że dziecko nie powinno tu przebywać. Zalecenia od lekarza tu są, niech pani zobaczy. Wszystko jest. I to nie zostało uwzględnione – dodaje.
Zwraca też uwagę na brak standardowego wyposażenia. – Nie mam kuchenki. Musiałabym korzystać z butli gazowej, a przy małym dziecku się boję. Kiedyś odkręciła wszystkie palniki – opowiada. – Proszę zobaczyć – mówi, pokazując kolejne miejsca w mieszkaniu. Pod materacem widoczna jest wilgoć. Na ścianach – pęknięcia. – Ja tu wszystko robiłam sama. Malowałam, tapetowałam. Na początku dostałam łóżko od siostry, ale po dwóch miesiącach pojawiła się pleśń na materacu. Wtedy już zaczęłam wysyłać zdjęcia do urzędu z prośbą o pomoc.
Mimo trudnych warunków dba o porządek. – Przy dzieciach trzeba sprzątać. Uczę je też tego. Młodsza chce już nawet zmywać naczynia – dodaje.
Ale mimo regularnego sprzątania i podejmowanych prób usuwania wilgoci, problem powraca. – Czyszczę, myje a dziecko dalej się dusi. Wzywałam nawet raz pogotowie.
Pani Kasia podkreśla też, że teraz reguluje opłaty na bieżąco i nie oczekuje też szczególnych przywilejów. - Chcę tylko zapewnić dzieciom normalne warunki. Przykre, też, że w trakcie jednej z rozmów z urzędnikiem usłyszałam, że „on w moim wieku to miał już dom i dwa kredyty”. Tylko że każdy ma inną sytuację. A w tym naszym budynku mieszkają też starsze osoby. Dla nich noszenie opału z piwnicy to duży problem. Każdy pyta, kiedy będzie ogrzewanie. Boję się trochę, co będzie jak o tym wszystkim napiszecie, ale robię to dla dzieci – podkreśla. – Chciałabym tylko zapewnić dzieciom bezpieczne warunki. W tych nie da się żyć.
****************
Redakcja skierowała do Urzędu Miejskiego w Wyszkowie pytania dotyczące m.in. stanu technicznego lokalu, zgłoszeń lokatorki oraz możliwości zmiany mieszkania. Do sprawy wrócimy niezwłocznie po uzyskaniu odpowiedzi.
Redakcja podkreśla, że przedstawiony materiał jest relacją jednej ze stron i pozostaje otwarta na przedstawienie pełnego stanowiska wszystkich stron.
Dane bohaterek zostały zmienione na ich prośbę. Prawdziwe dane pozostają do wiadomości redakcji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze