Reklama

Dzieci pukają do drzwi, nie do zaświatów. O co naprawdę chodzi w Halloween

Redakcja wdi24
31/10/2025 18:06

Halloween, które przyjęło się w Polsce na dobre, ma korzenie znacznie starsze niż amerykańskie dynie i przebieranki. Wywodzi się z celtyckiego święta Samhain, obchodzonego w nocy z 31 października na 1 listopada – momentu przejścia między starym a nowym rokiem. Celtowie wierzyli, że wtedy zaciera się granica między światem żywych i zmarłych, a dusze przodków wracają, by zajrzeć do swoich domów. Rozpalano ogniska, zostawiano jedzenie dla duchów, a ludzie przebierali się, by je zmylić lub odstraszyć.

Z czasem, gdy chrześcijaństwo zaczęło wypierać dawne wierzenia, wiele zwyczajów Samhain przetrwało, choć w zmienionej formie. Tak powstały Dziady, Zaduszki i inne rytuały pamięci o zmarłych. Wszystkie te tradycje łączyła myśl, że śmierć nie jest końcem, lecz częścią cyklu życia.

W tamtym świecie nie znano pojęć piekła czy diabła – nie chodziło o strach przed karą, lecz o kontakt z przodkami i oswojenie nieuchronności śmierci. Dzisiejsze postrzeganie Halloween jako „święta zła” jest więc historycznie nietrafne. To raczej echo dawnych rytuałów, które pomagały ludziom mierzyć się z tym, co nieznane i budzące lęk.

Reklama

Jednak przeciwnicy Halloween widzą w nim coś więcej niż niewinną zabawę. Wskazują na jego komercyjny charakter, naśladownictwo Zachodu, a także – w przypadku osób religijnych – na zacieranie granic między dobrem a złem. Niektórzy duchowni podkreślają, że „kult śmierci” czy „zabawy z demonami” są nie do pogodzenia z chrześcijańską wiarą. Argumentują, że święto to odciąga uwagę od Dnia Wszystkich Świętych i Zaduszek, które w naszej kulturze mają zupełnie inny, refleksyjny wymiar.

Z drugiej strony zwolennicy Halloween zwracają uwagę, że dzieci w przebraniach nie przywołują demonów – pukają do drzwi, nie do zaświatów. Uczą się odwagi, współpracy, kreatywności. Dla wielu to po prostu sposób na zabawę, integrację i chwilowe odczarowanie tego, co budzi lęk.

Reklama

Trudno więc mówić o „walce dobra ze złem”. Raczej o różnicy w podejściu do tradycji – między tymi, którzy chcą ją chronić w religijnej formie, a tymi, którzy widzą w Halloween świecką, symboliczną zabawę z przeszłością.

Nie ma więc sensu dorabiać do Halloween teologii grozy. To, że ktoś przebiera dziecko za czarownicę czy ducha, nie oznacza odrzucenia wiary ani „flirtu z szatanem”. Nie każdy też jest wierzący, a nawet wśród wierzących wielu potrafi odróżnić zabawę od kultu. Duchy, dynie i cukierki to nie atak na chrześcijaństwo, tylko współczesny sposób na oswojenie lęku przed śmiercią i ciemnością. Czasem wystarczy odrobina dystansu, mniej kaznodziejstwa, więcej zrozumienia.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama