Dzień przed tłustym czwartkiem zapytaliśmy mieszkańców wprost: gdzie w Wyszkowie są najlepsze pączki? Pod postem posypały się komentarze, oznaczenia, serduszka i lajki. Policzyliśmy wszystkie reakcje. Zwycięzca był jeden.
Najwięcej poleceń – wyraźnie i bezdyskusyjnie – zdobyła kawiarnia „U Rełkowej”.
Nie wysłaliśmy oficjalnej informacji. Nie było zapowiedzi ani ustawionej wizyty. Było za to spontaniczne wejście z kamerą i szczere „Dzień dobry, mamy małą niespodziankę”.
Właścicielka, Edyta Zawadzka, kompletnie się tego nie spodziewała.
Trzy pokolenia, jedna receptura
Historia tego miejsca to kawał lokalnej tradycji. Kawiarnię założyła w 1954 roku babcia obecnej właścicielki – Maria Rełek. Zaczynała skromnie, od drewnianej budki przy ul. Pułtuskiej, gdzie sprzedawała lody według receptury wypracowanej wcześniej w jednej ze stołecznych cukierni.
Rok później do oferty dołączyły ciasta i kawa. W 1959 roku Maria Rełek otrzymała tytuł czeladnika w specjalności „Cukiernictwo i wyrób lodów” nadany przez warszawską Izbę Rzemieślniczą. Na początku lat 60. kupiła działkę na rogu ulic Świętojańskiej i Matejki. Tam zaczęła się nowa historia miejsca, które na stałe wpisało się w gastronomiczną mapę Wyszkowa.
Do końca życia doglądała lodziarni fachowym okiem. Nawet będąc na emeryturze, wspierała wnuczkę w prowadzeniu biznesu.

Dziś tradycję kontynuuje Edyta Zawadzka – jedynaczka, która naturalnie przejęła rodzinne rzemiosło po mamie i babci. Sama prowadzi kawiarnię. Sama piecze. Sama przygotowuje lody. Ma dwóch synów. Czy przejmą rodzinny biznes? – „Czas pokaże, co to będzie” – mówi.
„Jeszcze jak babcia żyła, robiłyśmy razem”
Kiedy ogłosiliśmy, że to właśnie jej pączki zdobyły najwięcej reakcji i komentarzy, była wyraźnie zaskoczona. Z początku trochę zmieszana naszą obecnością i kamerą, po chwili przyjęła gratulacje z uśmiechem.
– Cieszę się bardzo – skomentowała krótko.
Na pytanie, od ilu lat robi pączki, odpowiedziała bez wahania:
– Jeszcze jak babcia żyła, robiłyśmy razem pączki. Lodziarnia jest ponad 72 lata, ale pączki troszkę później zaczęłyśmy. Bardziej ja w te pączki poszłam – przyznała.
Nie ma tu kilkunastu wariantów smakowych, modnych nadzień ani eksperymentów.
– My mamy tylko z marmoladą i cukrem pudrem, klasyczne – mówi.
I właśnie te klasyczne, z marmoladą i cukrem pudrem, mieszkańcy w komentarzach określali jako domowe, naturalne, robione według tradycyjnej receptury.
Ponad 300 sztuk. Robi je sama
Tłusty czwartek to dla tego miejsca dzień wyjątkowy. Właścicielka przyznała, że zamówień było sporo. Tego dnia właściwie cały czas była przy pracy.
Jak usłyszeliśmy, zamówionych było ponad 300 pączków. Wszystkie przygotowała sama.
– Daję radę, staram się przynajmniej – mówi z uśmiechem.
Mieliśmy okazję spróbować ich jeszcze ciepłych. I trudno nie przyznać racji mieszkańcom – to jedne z najlepszych pączków, jakie jedliśmy. Delikatne, puszyste, z wyraźną nutą domowego wypieku. Rozpływały się w ustach.

Sezon wiosenny już wkrótce
Tego dnia kawiarnia była otwarta wyjątkowo. Na co dzień lokal działa sezonowo i ponownie przyjmie klientów wiosną. Konkretna data jeszcze nie padła.
– Wszystko zależy od pogody – słyszymy.
W sezonie letnim „U Rełkowej” to nie tylko pączki. To przede wszystkim lody według rodzinnej receptury, desery, bezy, ciasta, kawa i herbata. To miejsce, które dla wielu mieszkańców jest częścią wspomnień z dzieciństwa.
W dobie masowej produkcji i gotowych półproduktów takie historie nie zdarzają się często. Trzy pokolenia. Jedna receptura. Ponad 70 lat pracy. I wciąż wyborne smaki. A same pączki? Palce lizać!
Już niebawem wideorelacja z naszej niespodzianki " U Rełkowej".

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze