Wróciła sprawa mostu w Kamieńczyku. I to właśnie od niej zaczęła się jedna z mocniejszych i najbardziej wielowątkowych dyskusji ostatnich miesięcy podczas sesji Rady Miejskiej w Wyszkowie. Szybko okazało się, że nie chodzi już tylko o sam most. W ciągu kilkudziesięciu minut rozmowa rozszerzyła się na przebudowę ronda ks. Mieczkowskiego, projekt rewitalizacji zabytkowej stajni, stan innych gminnych obiektów, a w końcu także na wzajemne relacje między burmistrzem, urzędnikami i radnymi. W praktyce była to debata nie tylko o pieniądzach i inwestycyjnych priorytetach, ale o zaufaniu, czy raczej jego braku, przepływie informacji i o tym, jak dziś rozumiany jest wspólny program wyborczy, z którym część obecnych samorządowców szła do wyborów.
Punktem wyjścia do sporu były zmiany w Wieloletniej Prognozie Finansowej i propozycja wpisania 120 tys. zł na przygotowanie projektu rewitalizacji zabytkowej stajni z 1936 roku, stojącej obok Pałacu Skarżyńskich. Ten projekt ma być przepustką do ubiegania się o znacznie większe środki z Funduszy Norweskich. Burmistrz argumentował, że gmina nie może przegapić takiej okazji. Część radnych odpowiadała, że w sytuacji, gdy nierozwiązane pozostają kluczowe problemy komunikacyjne, pytanie o priorytety jest jak najbardziej zasadne.
Przewodniczący rady Adam Szczerba przypomniał, że podczas grudniowej sesji, gdy przyjmowano budżet, temat przeprawy był szeroko omawiany. Wówczas padały zapewnienia, że jeśli pojawią się środki, gmina wróci do sprawy. Teraz przewodniczący chciał wiedzieć, co przez ostatnie miesiące rzeczywiście się wydarzyło. – Mieliśmy zgodę, że kwestia mostu jest ważna, bo patrząc na ekspertyzę jest on w stanie krytycznym. Należałoby podjąć działania w tym obszarze. Rozumiem, że takie działania nie zostały podjęte przez ostatnie trzy miesiące? – pytał Adam Szczerba.
Odpowiedź burmistrza była długa, ale w gruncie rzeczy sprowadzała się do jednego: gmina analizuje problem, lecz nie jest dziś na etapie, na którym mogłaby lub powinna zabezpieczać na ten cel wielomilionowe środki. – Prowadzimy pewnego rodzaju analizy, ale żadna nie przybliżyła nas do momentu, abyśmy musieli dokonać przesunięcia w budżecie. Most jest w złym stanie nie od wczoraj, tylko od dłuższego czasu. Ograniczyliśmy na nim tonaż i zrobiliśmy to, co dało się zrobić – tłumaczył Piotr Płochocki.
Burmistrz przypomniał, że ekspertyza wskazała cztery możliwe warianty dalszych działań: dwa doraźne i dwa docelowe. Problem w tym, że koszty są ogromne. – Wydatkowanie 15 czy 20 paru milionów złotych na docelowe rozwiązanie problemu mostu, który leży na rubieżach gminy, nie rozważałbym jako realne przy naszych możliwościach finansowych. Możemy to robić tylko z dofinansowaniem, ale takie dofinansowania są mało realne, jeśli nie niemożliwe – mówił.
Nie zabrakło też chłodnej, politycznie niewygodnej diagnozy: gminy w podobnych sytuacjach czasem po prostu zamykają mosty. – My robimy, co możemy. No tak wyglądają realia – stwierdził burmistrz.
Ta odpowiedź radnych nie uspokoiła. Adam Szczerba zwracał uwagę, że sprawa jest obciążona ryzykiem czasu, bo ze względu na stan obiektu nie można odkładać jej w nieskończoność. – Z tego mostu korzystają nie tylko mieszkańcy, ale bardzo często służby ratunkowe. Miałem na dyżurze przedstawicieli OSP i sołectwa Kamieńczyk, temat jest pilny, a przygotowanie dokumentacji projektowej jest niezbędne – odpowiadał przewodniczący rady.
Do dyskusji dołączył radny Artur Brzeziński, pytając, czy gmina prowadziła rozmowy z Łochowem, bo także mieszkańcy tej gminy korzystają z przeprawy na Liwcu. W jego ocenie wspólny lobbing miałby większą siłę przebicia.
Burmistrz przyznał, że takich rozmów jeszcze nie było. – Nie wiemy jeszcze, jak wyglądają nieformalne możliwości. Jak już będziemy znali horyzont, to usiądziemy wtedy do rozmów. Trudno dziś powiedzieć, że most się wali i trzeba go budować. To musi być garnitur szyty na miarę na bardzo nietypowego klienta. O ile miara – przez ekspertyzę – została już zdjęta, o tyle materiał, krój, przeznaczenie jest niepewne – powiedział.
Z jednej strony burmistrz uspokajał, że przeprawa nie grozi zawaleniem i będzie monitorowana po zimie, z drugiej nie zostawiał złudzeń, że to temat prosty czy tani. Równocześnie radne Justyna Tchórzewska i Joanna Kulesza zwracały uwagę, że istnieją programy rządowe, z których można ubiegać się o wsparcie na mosty, jednak gmina nie widzi realnej możliwości skorzystania z nich, tłumacząc, że nie wpisuje się on w „widełki” takich dotacji.
Adam Szczerba zapowiedział, że radni koalicji po sesji złożą wniosek o ujęcie odpowiedniego zadania dotyczącego mostu w budżecie.
Most stał się argumentem w szerszym sporze o to, na co dziś gmina powinna kierować energię urzędu i publiczne pieniądze. Gmina Wyszków chce rozpocząć rewitalizację zabytkowego budynku dawnej stajni dworskiej z 1936 roku. Żeby w ogóle myśleć o pieniądzach zewnętrznych, najpierw potrzebny jest projekt. Na ten właśnie cel burmistrz zaproponował 120 tys. zł.
Adam Szczerba nie ukrywał sceptycyzmu. – Pojawia się kolejne działanie, które będzie odciągało urząd od bieżących zadań. Z punktu widzenia obłożenia Wydziału Inwestycji, to kolejne zadanie z obszaru kultury, a mamy już w tym momencie dworzec, który nie ma finalnie przeznaczenia. Pojawia się następny projekt budynku gminnego z przeznaczeniem na kulturę, nowy budynek, który należy utrzymywać, a „leżą” duże, istotne tematy dotyczące chociażby problemów transportowych w gminie – mówił.
I dalej wyliczał: przebudowa ul. Sikorskiego, nadzieje związane z rondem przy ul. Pułtuskiej, problematyczne rondo przy moście kołowym, stan „Hutnika” i biblioteki.
– Pojawia się pytanie, czy zasadne jest przystępowanie do nowego projektu – projektu stajnia, który trzeba utrzymać i zadbać o niego, kosztem innych pilnych projektów i zadań, jak chociażby most w Kamieńczyku? Czy nie jest zasadne wstrzymać ten projekt? – pytał przewodniczący.
To pytanie przewijało się przez całą debatę: czy dziś, przy tylu nierozwiązanych problemach infrastrukturalnych, dokładanie urzędowi kolejnego zadania z obszaru kultury nie jest błędem?
Piotr Płochocki odpowiedział krótko i jednoznacznie: – Tak, zasadne jest przeznaczenie tej kwoty na stajnię. Nie tworzyłbym fałszywej alternatywy, że nie dbamy o potrzeby komunikacyjne, a dbamy o potrzeby, które teoretycznie mogłyby poczekać. To jest zupełnie odrębna historia.
Burmitrz szeroko rozwijał ten argument. Przede wszystkim przypominał, że stajnia jest zabytkiem rejestrowym, a więc obiektem objętym najwyższą formą ochrony. Po drugie – jest, jego zdaniem, w najgorszym stanie spośród gminnych zabytków tej kategorii. Po trzecie – pieniądze, o które gmina chce się starać, są „skrojone” właśnie pod takie obiekty.
– To nie jest kwestia pierwszeństwa potrzeby kulturalnej, tylko kwestia remontu zabytku rejestrowego. To dofinansowanie z Funduszy Norweskich jest właśnie na budynki historyczne, na takie potrzeby. Background społeczny, żeby uświadomić znaczenie tego zabytku, został zrobiony. Pozostało sfinalizowanie tego etapu poprzez zrobienie projektu, który będzie nam potrzebny do pozyskania dofinansowania – mówił.
Zwracał też uwagę, że choć w mieście mówi się o potrzebie dużej sali widowiskowej, to nie wyczerpuje ona całej listy deficytów kulturalnych. Jego zdaniem gmina nie ma dziś odpowiedniej przestrzeni wystawienniczej.
– W dostępnych dla nas budynkach mamy duże rozszatkowanie pomieszczeń. Stajnia ma jedno z największych pomieszczeń ekspozycyjnych i można by było zrobić powierzchnię wystawienniczą dla różnego rodzaju wystaw. W budynku dworca nie ma takich pomieszczeń. Jest hol, w nim schody, jest sala muzyczna na małe koncerty, kameralne pokazy filmowe, małe spektakle teatralne. Dodawanie tam nowych funkcji byłoby mocno utrudnione. W „Hutniku” jest tylko hol, w Bibliotece Miejskiej powierzchnia wystawiennicza jest mocno improwizowana, trudno znaleźć dwa metry prostej ściany – argumentował.
Burmistrza wspierała naczelnik Wydziału Inwestycji i Pozyskiwania Funduszy Żaneta Kozak. Jej argument był prosty: skoro pojawia się jednorazowa możliwość pozyskania kilku milionów złotych na zabytki, samorząd nie powinien jej odpuszczać.
– Od wielu lat prowadzimy takie działania, że jeżeli zidentyfikowana jest potrzeba realizacji pewnych zadań, a za taką uważam stajnię, i pojawiają się możliwości pozyskania dofinansowania zewnętrznego, dokładamy wszelkich starań, by z tego dofinansowania skorzystać. Pomimo tak dużej ilości zadań realizowanych w urzędzie, takich okazji nie należy omijać – mówiła.
Przypomniała też, że w tym programie nabór na rewitalizację obiektów zabytkowych i nadanie im nowych funkcji ma być tylko jeden. Jeśli gmina teraz nie złoży wniosku, kolejnej szansy może nie być. Maksymalna wysokość wsparcia to 2 mln euro, a poziom dofinansowania może sięgnąć 85 procent.
W miarę jak dyskusja się rozwijała, pojawiało się coraz więcej pytań nie tyle o samą ideę ratowania zabytku, ile o konkret: co gmina chce tam urządzić, dla kogo, za ile i kto będzie tym zarządzał.
– Jak bardzo my dbamy o ten nasz zabytek rejestrowy, to najlepiej świadczy ściana szczytowa od strony pałacu. Od lat niezabezpieczony dach, degeneracja ściany, mówiłem o tym z półtora roku temu, nie zmieniło się nic – mówił Waldemar Karłowicz. Potem przeszedł do szerszej diagnozy.
– Są zapóźnienia w dziedzinie zabytków, ale my tych zapóźnień mamy o wiele więcej, na wielu innych polach: np. seniorzy, potrzeby lokalowe tej grupy. Wydaje mi się, że za bardzo ten balans naszych inwestycji, decyzji, w krótkim czasie przechodzi tylko w obiekty kulturalno-zabytkowe – ocenił.
Karłowicz zauważył, że samorząd już raz wyłożył pieniądze na obiekt, którego funkcja nadal nie jest dla wszystkich jasna. – Ja nawet nie wiem, co my tam chcemy zbudować, co tam ma być? Chciałbym znać chociaż przybliżony budżet, jaki my ustalamy na realizację tej inwestycji. To nie jest tak, że dofinansowanie nas nic nie kosztuje. Ewentualne 15 proc. od 30 mln zł to jest 4,5 mln zł, czyli nawet 15 proc. od poważnej kwoty to jest nadal poważna kwota – mówił.
Burmistrz odpowiadał dość szeroko, ale bez precyzyjnych deklaracji finansowych. – Dokładnych kwot nie znamy, bo tak, jak z budynkiem dworca, weszliśmy w etapowanie tej inwestycji. Tu też: pierwszy etap to budynek, drugi to skarpa, a trzeci to zabytkowa aleja, która prowadziła do dawnej gorzelni. Mamy pewne założenia do projektu, wynikające z koncepcji. Najważniejsze jest, by zrewitalizować ten budynek. Przestrzeń – jak zaczniemy nad nią pracować – zdeterminuje ten ostateczny kształt. Chcemy tam zrobić galerię. Będzie tam sala wielofunkcyjna, jakiś punkt gastronomiczny – wyliczał.
Zastępca burmistrza Artur Laskowski dodawał, że obiekt ma być miejscem otwartym dla różnych środowisk społecznych i kulturalnych. – Nie ma miejsca, które by skupiało wiele organizacji i na tym będzie polegało zadanie, by ciekawie umożliwić korzystanie z sali, by jak najwięcej organizacji mogło się tam spotykać i realizować swoje zadania statutowe i żeby on kipiał życiem – mówił.
Na to padła natychmiastowa riposta, że taki opis brzmi bardzo podobnie do zapowiedzi dotyczących dworca. – Czyli powielamy trochę – zauważył Adam Szczerba.
Jeśli most był tematem, od którego dyskusja się zaczęła, to rondo ks. Mieczkowskiego przy ul. Daszyńskiego było tym, na czym debata się rozpaliła. Tu zderzyły się dwa podejścia: ostrożny sceptycyzm burmistrza i ofensywne podejście radnych, którzy chcą wykorzystać sygnały płynące z GDDKiA.
Burmistrz nie kwestionował samej potrzeby usprawnienia ronda. Kwestionował natomiast realność i skalę oczekiwań. – Wszyscy wiemy, że jest potrzeba, jednocześnie jeszcze nikt jasno nie wymyślił, jak chciałby je przebudować w realnych możliwościach. Bo to, że chcielibyśmy tam mieć trzy pasy i oddzielny zjazd do każdej ulicy, to możemy sobie marzyć. Mamy takie możliwości, jakie mamy i wciąż głównym rozgrywającym jest właściciel, czyli GDDKiA, i to ona finalnie zdecyduje, jak to rondo będzie przebudowane – mówił.
W jego ocenie piłka jest formalnie po stronie zarządcy drogi krajowej, a bez jego wyraźnej woli i zaangażowania gmina może co najwyżej dojść do etapu kosztownego projektu, który wyląduje na półce - kontynuował burmistrz, wskazując na brak realnych sygnałów, że GDDKiA traktuje sprawę priorytetowo.
Inaczej widzieli to radni. Paweł Zawadzki podkreślał, że wraz z innymi samorządowcami był zarówno w centralnym, jak i mazowieckim oddziale GDDKiA i uzyskał informacje, że przebudowa ronda jest zasadna. – 19 grudnia napisałem wystąpienie do GDDKiA z wnioskiem formalnym o realizację tej inwestycji. 5 marca otrzymałem odpowiedź, że burmistrz Wyszkowa dostał projekt umowy użyczenia gruntów pod rondem z przeznaczeniem na realizację dokumentacji projektowej. Co się stało z tą umową? Termin biegnie do 2027 roku. Jeśli nie ogarniemy się z tą umową, to termin może nam przelecieć i znowu będziemy w kropce, a mamy możliwość ruszenia z projektem – mówił.
Do głosu doszła Żaneta Kozak. Wyjaśniała, że urząd nie zablokował sprawy dla zasady, tylko dostrzegł w przesłanym porozumieniu poważne wątpliwości prawne i praktyczne. – W treści nie było żadnego odniesienia się do kwestii związanych z realizacją takiego zadania. Dotychczas w umowach np. z MZDW pojawiał się zapis, mówiący, że dokumentacja przez nas wykonana będzie realizowana przez zarządcę obiektu. W treści tego porozumienia pojawił się zapis, którym zastanawialiśmy się, czy GDDKiA nie przenosi na nas kosztów utrzymania tego obiektu w trakcie prac związanych z projektowaniem. Mamy też pewne wątpliwości dotyczące prawa do dysponowania nieruchomością – tłumaczyła.
Do tego dochodziła jeszcze rozbieżność między zakresem, o jakim pisali radni, a trybem formalnym opisanym w projekcie porozumienia. – Proponowany zakres przebudowy to jest rozbudowa, a rozbudowa to decyzja ZRID, natomiast w przesłanym nam porozumieniu literalnie wpisane jest „zgłoszenie pozwolenia na budowę” – nie ma decyzji ZRID. Doprecyzowujemy te zapisy, żeby się nie napracować, a potem GDDKiA nam powie, że ZRID nie wchodzi w grę i nie możemy przebudowywać ronda – mówiła naczelnik.
Dyskusja przeszła z poziomu merytorycznego sporu na poziom wyraźnego konfliktu polityczno-organizacyjnego. Zastępca burmistrza Artur Laskowski krytycznie ocenił samodzielne działania radnych wokół sprawy ronda.
– Czemu państwo takie wycieczki organizujecie? Bo mnie to zdumiewa. To jest jakieś świadectwo erozji zaufania? Państwa rola jest zupełnie inna. Jak to świadczy o Wyszkowie, że gdy profesjonalne służby zajmują się na zlecenie burmistrza jakąś sprawą, pan nie ufa burmistrzowi, profesjonalnemu zespołowi, który jest tu zatrudniony? – pytał Pawła Zawadzkiego.
Głos zabrał przewodniczący rady. – Najpierw słyszymy, że nie ma działań, nic nie jest od nas zależne, po czym po 10 minutach słyszymy od naczelniczki: tak, podjęliśmy działania, jest to od nas zależne. Takich spraw możemy wymieniać miliony. To jest kwestia braku zaufania i braku komunikacji. To nie są wycieczki. To są oficjalne wizyty, oficjalne spotkania, jako przedstawicieli różnych klubów radnych. Rozmawiamy, bo my dostajemy często informacje po fakcie, wrzucone na ostatni moment – odpowiedział Adam Szczerba.
Burmistrz odbijał zarzut. – Ja o państwa wizytach czy wycieczkach dowiaduję się z FB radnego Zawadzkiego. To budzi nasz niepokój, bo nie wiemy, co państwo ustalili, a to może być trochę zdrożne z tym, co my ustalamy. Musi być jakiś przepływ informacji, żeby sami sobie nie przeszkadzać. Nie mam żadnego poczucia, że wam nie przekazuję informacji. Kiedy mogę coś oficjalnie powiedzieć, mówię – argumentował.
Ale radni nie zamierzali odpuścić. Szczerba ripostował, że liczba spraw, o których radni dowiadują się z Facebooka burmistrza, jest znacznie większa niż liczba tych, o których burmistrz dowiedział się z Facebooka radnego. Zawadzki dorzucał, że dopóki obserwował profil burmistrza, był na bieżąco z wieloma informacjami, o których rada formalnie nie była informowana.
Mimo coraz ostrzejszego tonu Piotr Płochocki wracał do jednego podstawowego argumentu: nie chodzi o to, komu bardziej zależy, tylko o to, by nie wydawać publicznych pieniędzy bez minimalnych gwarancji powodzenia. – Myślę, że zależy nam podobnie. Ale my staramy się mówić o realiach, a ciągle spotykamy się z zarzutem, że za mało robimy – mówił.
Jego zdaniem radni zbyt mocno zawierzyli deklaracjom GDDKiA, podczas gdy urząd czyta dokumenty bardziej krytycznie. – Zgodził się pan, że GDDKiA ma priorytety zupełnie gdzie indziej. Realnie ja nie widzę jakiejkolwiek możliwości ani zainteresowania z ich strony – mówił do Pawła Zawadzkiego.
Podkreślał przy tym ograniczenia urbanistyczne: rondo jest położone wśród zabudowań, przepustowość mostu jest ograniczona, a wizje wielkiego ronda turbinowego są nierealne, bo wymagałyby wyburzeń.
Zawadzki odpowiadał równie stanowczo: – To my jako radni, burmistrz, urzędnicy powinniśmy się nad tym pochylić. Jeżeli pan myśli, że GDDKiA się pokłoni nad tym i będą rzucali wszystko i to zrobią, to nie. To my powinniśmy zrobić wszystko, robić projekt, wydać na to pieniądze i wtedy mamy karty w ręku, żeby GDDKiA molestować o to, aby ta budowa nastąpiła. Bez projektu, bez uzgodnień tego nie zrobimy.
Burmistrz pozostał sceptyczny. – Oczywiście możemy zrobić projekt i nawet co tydzień jeździć do GDDKiA. Oczywiście, że ten most jest dla nas ważny, tylko co z tego, że my sobie tak powiemy, skoro GDDKiA nie widzi takiego problemu? Uważam że okej, możemy zrobić ten projekt, ale musimy mieć minimum podstaw, żeby te pieniądze wydać, że cokolwiek będzie dalej zrobione. Niechby to chociaż była mglista obietnica, że to zostanie zrobione.
Burmistrz przypomniał, że projekt stajni był elementem wspólnego programu wyborczego komitetu „WIS – Masz Wybór”, z którego wywodzą się zarówno on, jak i część dzisiejszych krytyków. – Jeśli dodatkowo próbujecie negocjować brak potrzeby punktu z własnego programu wyborczego, to obiecuję państwu, że cała reszta naszych punktów z programu wyborczego też będzie realizowana i jest realizowana. Ten budynek był częścią programu wyborczego – mojego, pana przewodniczącego, części radnych – tutaj proponowałbym zachować konsekwencję – mówił.
Ale i ten argument nie pozostał bez odpowiedzi. Adam Szczerba przypominał, że w programie były też inne punkty i to właśnie o realizację tych kluczowych, z punktu widzenia codziennych problemów mieszkańców, radni dziś upominają się najmocniej. – Temat stajni jest od dwóch lat ciągnięty. Był Hackaton, Archiforum. Stajnia była tematem programu, ale oprócz stajni w programie było wiele tematów, które nie są realizowane – mówił.
A potem uderzył jeszcze mocniej: – Używanie i nagminne odnoszenie się do programu wyborczego, którego się nie realizuje, bo realizuje się go w wybranych kwestiach, które sobie pan burmistrz wybrał, a nie skupianie się na kluczowych kwestiach – to jest poniżej krytyki. I o tym mówimy od początku. Nie zestawiamy stajni z drogą, którą trzeba wyrównać, tylko z kluczowym problemem mieszkańców, kluczowym problemem komunikacyjnym.
Burmistrz odpowiadał, że właśnie takie porównywanie potrzeb codziennych z potrzebami tożsamościowymi miasta jest nieuczciwe i politycznie szkodliwe. – To jest ta fałszywa alternatywa, że zabytek jest ważny, ale komunikacja jest ważniejsza. To jest zupełnie co innego. Zestawianie potrzeb kulturalno-historyczno-tożsamościowych z potrzebami komunikacyjnymi to jest najgorszy rodzaj polityki, jaki można prowadzić, jeśli chodzi o rozwój miasta. Zawsze znajdzie się więcej tych, co identyfikują się z daną ulicą czy rondem, bo stoją w korkach, i zawsze potrzeby tożsamościowe będą czekać. A w Wyszkowie czekają kilkadziesiąt lat – mówił.
Burmistrz ostatecznie uzyskał większość dla swojej propozycji. Do budżetu wpisano 120 tys. zł na projekt rewitalizacji byłej stajni. Za zmianą zagłosowało dziesięcioro radnych: Radosław Biernacki, Monika Bieżuńska, Artur Brzeziński, Marcin Król, Michał Mielcarz, Wojciech Rojek, Paweł Turek, Adam Wrzosek, Katarzyna Wysocka i Mateusz Wyszyński. Ośmioro radnych wstrzymało się od głosu: Lidia Błachnio, Waldemar Karłowicz, Joanna Kulesza, Barbara Łapińska, Piotr Pokraśniewicz, Adam Szczerba, Justyna Tchórzewska i Paweł Zawadzki. Bogdan Osik i Marcin Turowski nie uczestniczyli w sesji, a Mateusz Śniadała nie oddał głosu.
Formalnie sprawa 120 tys. zł została rozstrzygnięta, politycznie – nic się nie domknęło. Most w Kamieńczyku wróci, rondo wróci, pytania o funkcje dworca i stajni też wrócą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze