To było wyjątkowe wydarzenie muzyczne - takie, które nie kończy się wraz z ostatnim akordem, tylko jeszcze długo wybrzmiewa w głowach i sercach uczestników. Trudno nazwać je po prostu koncertem. To był raczej spektakl, w którym scena i publiczność tworzyły jedną, nierozerwalną całość. A wszystko to w kameralnej, wręcz mikroskopijnej sali pułtuskiego kina, gdzie dystans między muzykiem a słuchaczem praktycznie nie istnieje - i bardzo dobrze.
W zeszły piątek 10 kwietnia odbył się kolejny już - XII +memoriał poświęcony Norbertowi „Siwemu” Smugajowi - charyzmatycznemu wokaliście zespołu Robotix. Ten pułtuski kwartet, działający w latach 2002–2005, zdążył zapisać się złotymi zgłoskami w historii Psychobilly. Choć nigdy nie przebił się do szerokiej świadomości masowego odbiorcy, dla fanów gatunku był i wciąż jest zespołem kultowym. Ich muzyka była jak dobrze wymieszany koktajl: odrobina punkowej zadziorności, solidna dawka rockabilly z lat 60., a wszystko przyprawione klimatem rodem z filmów grozy i tekstami, które potrafiły zarówno rozbawić, jak i zaintrygować.
Memoriał od lat pełni ważną rolę - przypomina o „Siwym”, ale też o tym, że nawet niewielkie miasto może mieć swoją muzyczną legendę. Bo nie każde miejsce może pochwalić się zespołem, o którym mówi się z uznaniem w całej Europie.
Tegoroczna edycja zyskała dodatkowy wymiar. Stała się przestrzenią dla młodego pokolenia rockowych zapaleńców. I trzeba przyznać: młodzież nie zawiodła. Wszystkie cztery zespoły udowodniły, że rock nie tylko żyje, ale ma się całkiem dobrze i najwyraźniej nie zamierza iść na emeryturę. A pułtuska publiczność? Spragniona nowych brzmień, jak nigdy.
Wieczór otworzył świeżutki, bo zaledwie kilkutygodniowy zespół NUKE’EM. Znani fanom lokalnej sceny muzycy weszli na scenę w nowym składzie oraz z energią, której mogłoby im pozazdrościć wiele bardziej ograne ze sobą składy. Było głośno, dynamicznie oraz niepowtarzalnie mocno czyli dokładnie tak, jakby na sale kameralną spadała prawdziwa muzyczna bomba.
Następnie scenę przejął warszawski zespół MEH.MASZA.STAŚ, który wprowadził nieco inny alternatywny klimat, ale nie zwolnił tempa. Rodzeństwo muzyków gościnnie ze znanym fanom okołopułtuskiej sceny - Szymonem Fabisiakiem zaserwowali publiczności prawdziwy powiew świeżości. Hipnotyzujący wokal i wchodzące w głowę nietypowe riffy na pewno zostaną ze słuchaczami na długo.
Znana już lokalnej publiczności FORMACJA udowodniła, że rozwój to nie tylko hasło, ale realny proces. Pułtuski zespół zagrał na deskach sali kameralnej po raz pierwszy od swojego debiutu a postęp jaki od tamtego czasu poczynili nie mieści się w głowie. Oprócz dobrze znanych utworów zaprezentowali także aż 2 nowe kompozycje, które spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem widowni.
Wyszkowski zespół DAZED po raz pierwszy zaprezentował się pułtuskiej publiczności i zdecydowanie można uznać ten debiut za udany. Zespół liczący sobie ze wszystkich występujących najdłuższy staż, na dobre rozkręcił publiczność, która po ich koncercie już do samego końca nie wyszła z rock n' rollowego transu. Po takim przyjęciu mamy pewną nadzieje, że odwiedzą jeszcze Pułtusk.
Kulminacją wieczoru był finałowy memoriał, podczas którego lokalni muzycy zmierzyli się z utworami Robotixa. I trzeba powiedzieć wprost: to nie była zwykła próba odtworzenia znanych kawałków. To emocjonalne widowisko, podczas którego każdy utwór został oddany w 200%. Pułtusk naprawdę nie ma się czego wstydzić jeśli chodzi o muzyczne wydarzenia. Niech żałuje każdy kto nie mógł zobaczyć tego na żywo. "Dźwięki tej muzyki, sajko zwala z nóg" - ten fragment tekstu jednego z utworów dokładnie opisuje wrażenia jakie można było odnieść podczas koncertu.
Koncert memoriałowy zagrali:
Antek Michał Marciniak - perkusja/wokal
Szymon Fabisiak - gitara/wokal
Stasoni Gongalo - gitara
Maciej Komorowski - gitara/wokal
Maciej Krysiak - gitara basowa/wokal
Łukasz Mróz - perkusja
Na scenie ku radości publiczności pojawili się także członkowie legendarnego składu: Michał „Guma” Marciniak oraz Andrzej „Pleban” Chorzela. Którzy razem z pozostałymi muzykami wykonali największy hit Robotixa - Helvisa.
Nie można jednak zapomnieć o najważniejszym „zespole” tego wieczoru, czyli publiczności. To ona dopełniała każdy utwór, śpiewała, reagowała, żyła muzyką.
I właśnie dlatego ten wieczór był czymś więcej niż koncertem. Takie wydarzenia pozwalają na to by nasze lokalne dziedzictwo muzyczne nie pokryło się kurzem. Takie wieczory udowadniają, że pułtuskie Psychobilly jest żywą legendą i na długo nią pozostanie.
Tekst - Aleksander Gerek
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze