O godz. 7 rano, przy –25°C, na chodniku w Kamieńczyku leżał zwinięty w kulkę mały pies. Pokryty szronem. Nieruchomy. – Gdy ją zobaczyłam, myślałam, że już nie żyje. Była sztywna. Bez reakcji – mówi nam Martyna, która natychmiast zdecydowała, że zabiera sunie do domu. Owinęła ją w wełniany koc, przyłożyła termofor. Po jakimś czasie pies napił się odrobiny ciepłej wody. Oddychał. Był. Walczył. Teraz pilnie potrzebuje pomocy.
– Na początku nazwałam ją Szadź. Bo wyglądała tak, jakby sama zima zapisała na niej swoją historię. Futro pokryte szronem, trzaskający mróz i cisza. Ale życie szybko to zweryfikowało. To nie jest żadna Szadź. To jest Babka. Nasza babuleńka. Krucha, spokojna, dzielna – mówi dalej.

Weterynarz ocenił jej wiek na około 14 lat. Jest skrajnie wychudzona i odwodniona. Dosłownie sama skóra i kości. Ma stare, zrośnięte złamania żeber. To oznacza, że kiedyś ktoś ją skrzywdził albo żyła w takich warunkach, że nikt jej nie pomógł. I z tym bólem po prostu funkcjonowała dalej.
Jest całkowicie głucha. Nie słyszy absolutnie nic. Widzi bardzo słabo. Świat poznaje węchem, dotykiem i pamięcią kroków. Jej pyszczek jest w tragicznym stanie – ogromny kamień nazębny, silne zapalenie dziąseł. Do tego guzy na listwie mlecznej. – Nie wiemy jeszcze, czy są złośliwe – kontynuuje Martyna.
Czeka ją zabieg stomatologiczny i usunięcie listwy mlecznej. Wcześniej konieczne są badania i przede wszystkim wzmocnienie organizmu, by w ogóle wytrzyma narkozę.

– Pierwsze dni jej świat to był kosz na pranie pod grzejnikiem. Ciepło i cisza. Spała tak głęboko, jakby odsypiała całe lata czuwania. Wstawała tylko, żeby wyjść załatwić potrzeby, które pięknie sygnalizuje. Jest niesamowicie grzeczna.
Nie jest wylewna. Nie pcha się na kolana. O czułość prosi najdelikatniej, jak się da – podstawia pyszczek, jakby pytała, czy na pewno wolno. – Teraz jest coraz więcej spokoju. Coraz więcej zaufania. Zwiedza dom. Drzemie przy oknie. Szczeka, kiedy chce wyjść.
Babka stała się towarzyszką codziennych obowiązków. – Jeździ ze mną do pracy, ma tam swój koszyk i koc. A ja łapię się na tym, że co chwilę patrzę, czy oddycha. Budujemy relację bez pośpiechu. W jej ciele jest coraz mniej napięcia, a jej spojrzenie zatrzymuje się na mnie sekundę dłużej. Gdy na podwórku napotyka mnie wzrokiem, zatrzymuje się i czeka, aż wezmę ją na ręce i zaniosę do domu. Z pełnym zaufaniem powierza mi wtedy cały swój kruchy świat.

Co dalej?
Babka przeżyła mroźne piekło. Jeszcze kilka godzin i prawdopodobnie nikt nigdy nie poznałby jej historii.
– Bardzo chciałam, żeby pod swoje skrzydła wzięła ją jakaś organizacja. Szukałam pomocy. Nie znalazło się miejsce. Dlatego założyłam zbiórkę – wyjaśnia Martyna. – Nie potrafię przejść obojętnie. Nie po tym, jak spojrzała na mnie tak, jakby wiedziała, że to jej jedyna szansa.
Przed nią diagnostyka, operacje i leczenie. To realne koszty. Każda wpłata to konkretna pomoc w walce o jej zdrowie i o to, by reszta jej życia była już tylko ciepła.
Jeśli możesz – wesprzyj. Jeśli nie możesz – udostępnij.
Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/wdtxu8

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze