Reklama

Zamarzała na chodniku. Dziś walczy o życie. Potrzebna pilna pomoc

Redakcja wdi24
16/02/2026 12:27

O godz. 7 rano, przy –25°C, na chodniku w Kamieńczyku leżał zwinięty w kulkę mały pies. Pokryty szronem. Nieruchomy. – Gdy ją zobaczyłam, myślałam, że już nie żyje. Była sztywna. Bez reakcji – mówi nam Martyna, która natychmiast zdecydowała, że zabiera sunie do domu. Owinęła ją w wełniany koc, przyłożyła termofor. Po jakimś czasie pies napił się odrobiny ciepłej wody. Oddychał. Był. Walczył. Teraz pilnie potrzebuje pomocy.

– Na początku nazwałam ją Szadź. Bo wyglądała tak, jakby sama zima zapisała na niej swoją historię. Futro pokryte szronem, trzaskający mróz i cisza. Ale życie szybko to zweryfikowało. To nie jest żadna Szadź. To jest Babka. Nasza babuleńka. Krucha, spokojna, dzielna – mówi dalej.

Weterynarz ocenił jej wiek na około 14 lat. Jest skrajnie wychudzona i odwodniona. Dosłownie sama skóra i kości. Ma stare, zrośnięte złamania żeber. To oznacza, że kiedyś ktoś ją skrzywdził albo żyła w takich warunkach, że nikt jej nie pomógł. I z tym bólem po prostu funkcjonowała dalej.

Reklama

Jest całkowicie głucha. Nie słyszy absolutnie nic. Widzi bardzo słabo. Świat poznaje węchem, dotykiem i pamięcią kroków. Jej pyszczek jest w tragicznym stanie – ogromny kamień nazębny, silne zapalenie dziąseł. Do tego guzy na listwie mlecznej. – Nie wiemy jeszcze, czy są złośliwe – kontynuuje Martyna.

Czeka ją zabieg stomatologiczny i usunięcie listwy mlecznej. Wcześniej konieczne są badania i przede wszystkim wzmocnienie organizmu, by w ogóle wytrzyma narkozę.

– Pierwsze dni jej świat to był kosz na pranie pod grzejnikiem. Ciepło i cisza. Spała tak głęboko, jakby odsypiała całe lata czuwania. Wstawała tylko, żeby wyjść załatwić potrzeby, które pięknie sygnalizuje. Jest niesamowicie grzeczna.

Reklama

Nie jest wylewna. Nie pcha się na kolana. O czułość prosi najdelikatniej, jak się da – podstawia pyszczek, jakby pytała, czy na pewno wolno. – Teraz jest coraz więcej spokoju. Coraz więcej zaufania. Zwiedza dom. Drzemie przy oknie. Szczeka, kiedy chce wyjść.

Babka stała się towarzyszką codziennych obowiązków. – Jeździ ze mną do pracy, ma tam swój koszyk i koc. A ja łapię się na tym, że co chwilę patrzę, czy oddycha. Budujemy relację bez pośpiechu. W jej ciele jest coraz mniej napięcia, a jej spojrzenie zatrzymuje się na mnie sekundę dłużej. Gdy na podwórku napotyka mnie wzrokiem, zatrzymuje się i czeka, aż wezmę ją na ręce i zaniosę do domu. Z pełnym zaufaniem powierza mi wtedy cały swój kruchy świat.

Reklama

Co dalej?

Babka przeżyła mroźne piekło. Jeszcze kilka godzin i prawdopodobnie nikt nigdy nie poznałby jej historii.

– Bardzo chciałam, żeby pod swoje skrzydła wzięła ją jakaś organizacja. Szukałam pomocy. Nie znalazło się miejsce. Dlatego założyłam zbiórkę – wyjaśnia Martyna. – Nie potrafię przejść obojętnie. Nie po tym, jak spojrzała na mnie tak, jakby wiedziała, że to jej jedyna szansa.

Przed nią diagnostyka, operacje i leczenie. To realne koszty. Każda wpłata to konkretna pomoc w walce o jej zdrowie i o to, by reszta jej życia była już tylko ciepła.

Reklama

Jeśli możesz – wesprzyj. Jeśli nie możesz – udostępnij.

Link do zbiórki: https://zrzutka.pl/wdtxu8

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama