Kaedi Cacela, młoda Amerykanka, usłyszała diagnozę — zespół mielodysplastyczny, czyli rzadki nowotwór układu krwiotwórczego. Jedyną realną szansą na powrót do zdrowia był przeszczep szpiku. Pomoc przyszła z Polski. Anonimowy dawca, Karol, zdecydował się oddać swoje komórki macierzyste, dając Kaedi szansę na nowe życie. Po zakończonym leczeniu i powrocie do zdrowia Kaedi postanowiła odnaleźć swojego dawcę. Gdy to się udało, zaprosiła Karola na jeden z najważniejszych dni w swoim życiu — własny ślub.
"Dzięki niemu tu jestem"
"On i jego piękna żona Dominika przylecieli z Polski, by spotkać się z nami twarzą w twarz po raz pierwszy na naszym weselu. Udało nam się zorganizować najbardziej wyjątkową niespodziankę dla naszych gości. Oddał swoje komórki macierzyste nieznajomej w USA, żebym mogła mieć przyszłość. Dzięki niemu tu jestem. Dzięki niemu wyszłam za mąż. Dzięki niemu mam szansę żyć tym życiem" — napisała Kaedi w mediach społecznościowych.
— Jest dowodem na to, że aniołowie istnieją — mówił w nagraniu wideo mocno poruszony mąż Kaedi.
Dawca nie czuje się bohaterem
Podczas uroczystości Karol nie krył wzruszenia. — Nie jestem tutaj bohaterem, więc proszę wznieść toast za Kaedi. Nie jestem też dobry w przemówieniach, więc będę się streszczał. Dla mnie dawanie jest lepsze niż dostawanie. Jestem bardzo wdzięczny, że mogę być częścią tej ciężkiej, ale wspaniałej historii z takim zakończeniem — mówił.
Polak nie zapomniał też wspomnieć: — Zachęcam wszystkich tu gości do zostania dawcami. To nic nie kosztuje - mówił, na koniec wznosząc toast, wypowiadając po polsku: "Na zdrowie!".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze