Sprawa niewielkiego skwerku przy ul. 1 Maja w Wyszkowie ponownie trafiła przed kamery TVP3. Tym razem był to program nadawany na żywo „Reagujemy”. Na miejscu pojawili się mieszkańcy, pan Grzegorz Mękała oraz burmistrz Wyszkowa Piotr Płochocki. Zabrakło prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość” Mirosława Marszała. Byliśmy tam również my. I choć temat od miesięcy wywołuje emocje, tym razem obyło się bez ostrej wymiany zdań. Najważniejsze pytanie pozostało jednak bez odpowiedzi: co stanie się z ogrodem po 15 października?
O tej sprawie pisaliśmy już wielokrotnie. Pan Grzegorz Mękała od około ośmiu lat własnymi rękami zagospodarowuje niewielki teren przy ul. 1 Maja. Posadził tu kwiaty, krzewy i inne rośliny, pielęgnując je za własne pieniądze. Miejsce, które wcześniej było zwykłym trawnikiem, zmieniło się w kolorowy, kwitnący skwerek.
Problem pojawił się, gdy okazało się, że teren, który pan Grzegorz uważał za miejski, w rzeczywistości należy do Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość”.
Spółdzielnia wezwała go do usunięcia wykonanych nasadzeń i przywrócenia nieruchomości do wcześniejszego stanu. Jeśli pan Grzegorz tego nie zrobi, zgodnie z treścią dokumentu rośliny ma usunąć spółdzielnia, a jego obciążyć kosztami wykonanych prac. W obronie skwerku występuje większość mieszkańców, a o znalezienie kompromisowego rozwiązania zaapelował również burmistrz Wyszkowa.
TVP3 nadawała na żywo z Wyszkowa
W czwartek sprawa ponownie zainteresowała TVP3. Tym razem ekipa programu „Reagujemy” przeprowadziła transmisję na żywo ze skwerku przy ul. 1 Maja. Na miejscu byli mieszkańcy, pan Grzegorz oraz burmistrz Piotr Płochocki. Byliśmy również my, śledząc kolejny etap tej historii.
Prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Przyszłość” Mirosława Marszała na spotkaniu nie było.
Tym razem obyło się też bez awantury pomiędzy mieszkańcami. Przypomnijmy, że podczas poprzedniego nagrania doszło do ostrej dyskusji. Jeden z mieszkańców stanął wówczas w obronie stanowiska spółdzielni, argumentując, że niezależnie od tego, czy kwiaty są ładne, zostały posadzone na cudzym gruncie bez zgody jego właściciela.
„Dostałem błędną informację, że teren należy do miasta”
Pan Grzegorz podczas programu ponownie tłumaczył, jak doszło do całej sytuacji. – Dostałem błędną informację, że ten teren należy do miasta – mówił.
Jak relacjonuje, przez lata był przekonany, że może zagospodarowywać ten fragment zieleni. Dopiero późniejsze sprawdzenie granic nieruchomości wykazało, że zasadnicza część skwerku znajduje się na gruncie należącym do spółdzielni.
Kiedy kwestia własności została wyjaśniona, spółdzielnia zażądała usunięcia nasadzeń.
Pan Grzegorz podkreśla, że wielokrotnie próbował doprowadzić do bezpośredniej rozmowy z prezesem. Jak twierdzi, bezskutecznie. Nie udało się również – jak mówi – uzyskać odpowiedzi, która pozwoliłaby zakończyć konflikt.
Zniszczone rośliny. Pan Grzegorz mówi o środku chemicznym
Osobnym, wciąż niewyjaśnionym wątkiem są zniszczenia, do których doszło na skwerku. Pan Grzegorz twierdzi, że część roślin została wcześniej potraktowana środkiem chemicznym, a następnie niektóre drzewka i kwiaty zostały połamane lub uszkodzone.
– Podejrzewam, że powinno być prowadzone jakieś dochodzenie, bo przede wszystkim została skażona ziemia – mówił. Według niego część roślin, w tym hortensje, uschła i nie udało się ich uratować.
O zdarzeniu powiadomiona została policja. Jak relacjonował wcześniej pan Grzegorz, funkcjonariusze mieli poinformować go, że zgłoszenia dotyczącego zniszczenia mienia powinien dokonać właściciel lub zarządca terenu.
Pan Grzegorz twierdzi również, że pracownicy spółdzielni zdejmowali rozwieszane przez niego ogłoszenia informujące mieszkańców o kolejnych nagraniach dotyczących sprawy. O tym także miał poinformować służby.
„Jak można nie lubić kwiatów?”
Podczas programu ponownie głos zabrali mieszkańcy opowiadający się za pozostawieniem skwerku. – Przykro nam, że pan prezes spółdzielni chce zlikwidować kwiaty. No jak można nie lubić kwiatów? – pytała pani Janina.
Jak mówiła, tereny zielone przy blokach przez lata nie wyróżniały się szczególnym zagospodarowaniem. Podobnie wypowiadała się inna z mieszkanek, dla której codzienny widok kwitnącego skwerku zamiast zwykłego trawnika jest po prostu zmianą na lepsze.
To właśnie ten argument powtarza się w wypowiedziach zwolenników pana Grzegorza najczęściej: nawet jeśli formalnie nie miał zgody właściciela nieruchomości, efektem jego wieloletniej pracy jest miejsce, które – ich zdaniem – poprawiło wygląd tej części osiedla.
Burmistrz: miasto nie może decydować za spółdzielnię
Do sprawy włączył się burmistrz Wyszkowa Piotr Płochocki. Podkreśla jednak, że możliwości samorządu są ograniczone – grunt należy do spółdzielni i miasto nie może nakazać jej pozostawienia nasadzeń.
Burmistrz wystąpił natomiast do prezesa spółdzielni z prośbą o rozważenie pozostawienia roślin na miejscu.
Jeśli osiągnięcie porozumienia okaże się niemożliwe, część roślin mogłaby zostać przesadzona na znajdujący się w pobliżu pas gruntu należącego do miasta. Jak mówił burmistrz, miasto i tak planuje tam jesienne nasadzenia. Zastrzegł jednocześnie, że nie wszystkie rośliny mogą dobrze znieść przenoszenie.
Piotr Płochocki zwracał również uwagę, że pan Grzegorz nie zagospodarował terenu ze świadomością, że robi to na nieruchomości spółdzielni. Jego zdaniem warto też dostrzec społeczną stronę tej inicjatywy – wieloletnią pracę mieszkańca wykonaną bez wynagrodzenia i z własnej inicjatywy.
Do 15 października coraz bliżej
Spółdzielnia wyznaczyła termin usunięcia nasadzeń na 15 października. Burmistrz poprosił jej prezesa o pozostawienie skwerku, a jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia, miasto wskazuje możliwość przeniesienia przynajmniej części roślin na swój teren. Pan Grzegorz nadal liczy jednak przede wszystkim na to, że ogród pozostanie tam, gdzie tworzył go przez ostatnie lata.
Z jednej strony jest prawo właściciela do decydowania o swoim terenie, z drugiej – społeczna inicjatywa, którą popiera część mieszkańców i którą próbuje ratować miasto. Na razie żadna ze stron formalnie nie wycofała się ze swojego stanowiska. Czasu na znalezienie kompromisu jest jednak coraz mniej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze