Reklama

„Mój tata”. Wspomnienie o Janie Kowalczyku, który jako 18-latek ruszył bronić Ojczyzny

Redakcja wdi24
19/08/2026 13:28

Miał zaledwie 18 lat, gdy jako ochotnik zgłosił się do odradzającego się Wojska Polskiego. Przeszedł szlak bojowy, walczył na terenach dzisiejszej Ukrainy, a w 1920 roku został postrzelony. Jan Kowalczyk z Rząśnika przeżył wojnę, a wiele lat później, już w powojennej Polsce, za pomoc żołnierzom podziemia został skazany na pięć lat ciężkiego więzienia. Jego historię zachowała córka, Barbara Piotrowicz.

Podczas tegorocznych obchodów 106. rocznicy Bitwy Warszawskiej w Rybienku Leśnym jednym z najbardziej osobistych momentów uroczystości było wystąpienie Barbary Piotrowicz. Opowiedziała o swoim ojcu – Janie Kowalczyku, mieszkańcu Rząśnika, którego młodość przypadła na czas odradzania się niepodległej Polski i walk o jej granice.

To nie jest historia odtworzona z podręczników i oficjalnych dokumentów. To przede wszystkim pamięć rodzinna – przekaz matki Barbary Piotrowicz, jej starszego rodzeństwa oraz wspomnienia samego Jana Kowalczyka, który opowiadał dzieciom o swoich wojennych przeżyciach.

Reklama

Po uroczystościach otrzymaliśmy od Barbary Piotrowicz pełny tekst jej wspomnienia zatytułowanego „Mój TATA”. Publikujemy go poniżej, zachowując jego osobisty charakter i treść.

Serdecznie dziękujemy Pani Barbarze Piotrowicz za zaufanie, udostępnienie tego niezwykle cennego rodzinnego świadectwa i zgodę na podzielenie się nim z naszymi Czytelnikami.

„Mój TATA”

Fakty, które przedstawię, znam z przekazów mojej mamy, jak też starszego rodzeństwa (różnica wieku między mną a najstarszym bratem wynosi 20 lat).

Reklama

Opowiem o moim ojcu, Janie Kowalczyku, urodzonym 18 czerwca 1900 r. w Rząśniku, synu Stanisława i Wiktorii z domu Prus. Całe swoje życie spędził w rodzinnej miejscowości, tu założył rodzinę, prowadził gospodarstwo rolne. Dożył sędziwego wieku – osiemdziesięciu czterech lat.

Będąc młodym, 18-letnim chłopakiem, czując obowiązek obrony Ojczyzny, zgłosił się jako ochotnik do odradzającego się Wojska Polskiego i w 1918 roku wstąpił do 86. Pułku Piechoty Legionów Polskich w Komorowie pod Ostrowią. W listopadzie tego roku dowództwo nad wojskiem polskim przejął Józef Piłsudski. Mój ojciec przeszedł szlak bojowy w latach 1918–1920, walczył na terenach obecnej Ukrainy. Często o tym opowiadał, wymieniał nazwy miejscowości i miast, gdzie odbywały się walki wojska polskiego.

Reklama

W roku 1920 został postrzelony, a odniesione rany spowodowały, że nie mógł wędrować dalej i uczestniczyć w działaniach wojennych pod Radzyminem. Żałował bardzo, że nie dane mu było walczyć w tej dziejowej bitwie, gdzie doszło do pokonania wojsk bolszewickich, zmuszonych do odwrotu w marszu na Warszawę. Biorąc pod uwagę siłę i liczebność wojsk przeciwnika, batalia ta nazwana została Cudem nad Wisłą. Z pomocą Matki Bożej, w jej święto, legioniści odnieśli zwycięstwo.

Pamiątek rodzinnych z czasów żołnierskich mojego ojca zachowało się niewiele. Jedyny i najważniejszy dowód to jego książeczka wojskowa z wymienionym stopniem starszego strzelca w oddziale piechoty, bez odznaczeń.

Reklama

Może ważniejsze od medali i artefaktów było to, że wychowałam się w domu o tradycjach patriotycznych, gdyż mój ojciec nie tylko opowiadał o swoich przeżyciach, ale uwielbiał też śpiewać pieśni legionowe. Od dziecka więc znałam słowa piosenek, np. „Hej, sokoły”, „O mój rozmarynie”, „Ułani, ułani”, „Śpij kolego w ciemnym grobie – niech się Polska przyśni tobie”.

Myślę, że mój tata wielokrotnie o takim wolnym kraju śnił. Pasjonowała go historia Polski, sam nauczył się czytać i godzinami pochłaniał lektury Sienkiewicza czy Żeromskiego. Opowiadał i śpiewał też moim dzieciom, a swoim wnukom, o tej pięknej historii, ale też o geografii Polski i świata. Był bardzo zdolnym i oczytanym człowiekiem. Każde wspomnienie jego wojennych przeżyć powodowało, że był bardzo wzruszony.

Reklama

Opowiadając o ojcu, nadmienię, że w lutym roku 1949 został skazany na 5 lat ciężkiego więzienia w kamieniołomie w Strzelcach Opolskich, co było związane z działaniem żołnierzy wyklętych w okolicach Rząśnika, którzy szukali schronienia i pomocy u niektórych mieszkańców. Oskarżono go, że nie doniósł o tym fakcie do odpowiednich organów. W czasie przesłuchania przyznał się, a raczej zmuszono go do przyznania się, że i w naszym domu czasem przebywali ci żołnierze „walczącego podziemia”.

Z więzienia mój ojciec wrócił, kiedy miałam 5 lat. Właściwie dopiero wtedy poznałam swojego tatę – jestem najmłodsza z sześciorga jego dzieci.

Reklama

W Rząśniku żywe są tradycje Bitwy Warszawskiej. W kościele parafialnym znajduje się ryngraf upamiętniający to wydarzenie. Corocznie odbywają się też uroczyste obchody rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, połączone z procesją do Grobu Nieznanego Żołnierza. Mogę dodać, że moja mama Helena, mająca wtedy 11 lat, była świadkiem pochówku tego żołnierza.

Pamiętamy również o mogiłach żołnierzy poległych w okolicach wsi Sadykierz. Tutaj też zapalamy światełka pamięci.

Barbara Piotrowicz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się


Reklama

Wideo wdi24.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości